Marzenko, zerknęłam sobie na twój artykuł... Wiem, że został odrzucony, ale napisz go jeszcze raz, tym razem wyeliminuj błędy i zmień trochę styl. Ale nie piszę tego po to, aby mówić o rzeczach technicznych... Po prostu chcę, aby ten artykuł się ukazał. Zauważyłam, że masz piętnaście lat, ja też mam, tyle, że na razie rocznikowo, bowiem jestem rocznik 95, tyle, że z grudnia, więc oficjalnie lat mi 14. Więc jesteśmy w tym samym wieku, ale wiele nas łączy. Ja też byłam prześladowana i wiem, że to cholernie ciężka sprawa. Człowiek jest zestresowany, siedzi cicho, coraz ciszej i daje swoim oprawcom satysfakcję. Nie wiem, jaką formą posługiwały się twoje oprawczynie, jednak u mnie była to forma słowna, zero rękoczynów. Nie, nie, one chciały być aniołkami, zachowywały pozory. Przyczepiono się do mojej tuszy wywołanej lekami. Chciałam się zabić, ale zrezygnowałam, chyba brakło mi odwagi. Pewnego razu moją jedyną przyjaciółkę z klasy, która wspierała mnie od podstawówki, aż do drugiej gimnazjum, potrąciło auto. Zginęła na miejscu. Ataki się nasiliły. Było coraz gorzej, a ja chciałam zginąć...
Nie mówiłam o tym rodzicom, nikomu, byłam z tym sama. Ale przyszedł taki dzień, że po prostu postanowiłam stać się śmielsza, już nie byłam cicha.Odnalazłam normalne, ciekawe osoby poza moją głupią klasą. I zrozumiałam, że jestem wiele warta. Ach, i znowu się rozgadałam nie na temat, no cóż, taka jestem...
Piszę do Ciebie, ponieważ zdaję sobie sprawę, jak ważny jest ten temat. W artykule było wiele błędów, dlatego apeluję, popraw je. Wierzę w to, że w Twoim życiu będzie lepiej. Nie wolno się poddawać. Już nigdy! Gorąco pozdrawiam, Ironiczna. ;)