warto go przeczytać
Pseudonim: eklerek123
O życiu i zachowaniach młodzieży dawniej i dzisiejszej postanowiłem porozmawiać z moją 76-letnią babcią Wacią, która pomimo swojego podeszłego wieku i związanymi z nim chorobami świetnie dogaduje się ze swoimi wnukami, również ze mną.
Radek: Na ostatniej lekcji języka polskiego omawialiśmy temat życia i zachowań młodzieży dawniej i dzisiejszej. Chciałbym prosić ciebie, babciu, o udzielenie odpowiedzi na kilka pytań dotyczących tego tematu.
Na początek chciałbym zapytać o twoją, babciu, klasę, koleżanki i kolegów.
Babcia: Chodziłam do siedmioklasowej szkoły podstawowej w Goniwilku Starym. Było to w latach 1936 - 1943, bardzo trudnych dla Polski, bo przypadających w okresie przedwojennym i wojennym. Klasa moja była liczna, szczególnie w początkowych klasach, uczniów było ponad trzydziestu. Siódmą klasę kończyło już niewielu uczniów. Z mojego rodzeństwa tylko ja skończyłam siedem klas, a potem uczyłam się w szkole krawieckiej w Sobolewie.
Radek: Czy uczyliście się takich przedmiotów jak dzisiaj?
Babcia: W większości tak, ale pamiętam, że nie mogliśmy uczyć się historii.
Radek: Jak młodzież zachowywała się na lekcjach i w czasie przerw?
Babcia: Młodzież odnosiła się z szacunkiem do nauczyciela. W przypadku nieposłuszeństwa nauczyciel karał ucznia w ten sposób, że zostawiał go w kozie, albo wymierzał razy linijką. To najczęściej odnosiło pożądany skutek. Nie było potrzeby wzywania rodziców, którzy nie interesowali się tak bardzo postępami w nauce swoich dzieci. Przynajmniej tak było w środowisku wiejskim. Na przerwach uczniowie zachowywali się głośno, ale grzecznie.
Radek: A jak młodzi ludzie zachowywali się w domu, jak odnosili się do swoich rodziców?
Babcia: Obserwując dzisiejszą młodzież można powiedzieć, że generalnie lepiej niż dziś. Do rodziców odnoszono się z szacunkiem, a nieposłuszeństwo wobec matki i ojca nie było tolerowane. Ludzie żyli bardzo biednie, brak było pieniędzy. Dzieci to rozumiały i umiały czekać na coś wymarzonego, a potem cieszyć się.
Radek: W jaki sposób młodzież spędzała wolny czas?
Babcia: Wolnego czasu nie było dużo, ponieważ po lekcjach i w wakacje trzeba było pomagać rodzicom w gospodarstwie. W jesienne i zimowe wieczory ja i moje koleżanki wyszywałyśmy serwetki, makatki, robiłyśmy na drutach. Często organizowane były tzw. prywatki. Do tańca przygrywała orkiestra złożona z harmonii i perkusji.
Radek: A jakie zabawy młodzi organizowali latem?
Babcia: Latem odbywały się mecze piłkarskie. Były to głównie gra w dwa ognie i palant. Młodzi potrafili się bawić nawet przy pasieniu krów. Palono wówczas ogniska, pieczone były ziemniaki. W wolnym czasie młodzież spotykała się i bawiła się razem. Teraz wolny czas najczęściej młodzież spędza osobno, przed telewizorem, komputerem, których wtedy nie było.
Radek: Jakie cele stawiała przed sobą dawniej młodzież, jakie miała marzenia?
Babcia: Moim marzeniem było ukończenie szkoły krawieckiej i rozpoczęcie szycia ubrań w celach zarobkowych. W tej części moje marzenie się spełniło. Chciałam się dalej uczyć, ale moich rodziców nie było na to stać.
Spośród moich koleżanek z klasy tylko cztery skończyły szkołę podstawową. Pozostałe tylko kilka klas. Spośród kolegów z klasy jedynie syn nauczyciela skończył szkołę podstawową i uczył się dalej. Większość młodzieży do czasu zamążpójścia lub ożenku mieszkała z rodzicami. Pomagała rodzicom i pracowała zarobkowo u innych, zamożniejszych, gospodarzy.
Radek: Dlaczego nie szukali pracy w mieście, w przemyśle, w usługach?
Babcia: Pracy poza rolnictwem było bardzo mało. Przemysł po wojnie był zniszczony. Tylko nielicznym udało się dostać pracę w mieście, niekiedy bardzo odległym. Większość młodzieży, przynajmniej wiejskiej, wiedziała, że założy rodzinę i usamodzielni się na niewielkim, otrzymanym od rodziców, pasku ziemi i będzie musiała bardzo ciężko pracować, żeby się utrzymać.
Radek: Wiem, że żyłaś, babciu, w bardzo trudnych latach, ale na pewno interesowałaś się modą. Opowiedz mi o tym.
Babcia: Trudno mówić o modzie, gdy niekiedy nie było czego w garnek włożyć. Ponadto bardzo ciężko było coś kupić. Po 1 metr kretonu trzeba było stać w kolejce. Moja sytuacja była i tak dobra, bo potrafiłam sama szyć. Później także zarabiałam szyjąc innym. Dziewczęta chodziły tylko w sukienkach lub spódnicach i bluzkach. Spodnie ubierali tylko chłopcy. Ubrania były podzielone na odświętne i codzienne, były bardzo szanowane. Moja koleżanka pochodząca z bardzo biednej rodziny, żeby nie niszczyć butów, zakładała je niedaleko od kościoła, a całą drogę z domu i z powrotem pokonywała boso.
Radek: Jakie fryzury były w modzie?
Babcia: Dziewczęta nosiły długie włosy splecione w warkocz. Chłopcy włosy mieli krótko ścięte, często czesane do góry. Nieznane były pasemka, balejaże.
Radek: Jakim językiem posługiwała się młodzież? Czy znane były podobne, do używanych teraz skrótów językowych?
Babcia: Głównie był to język potoczny, wyniesiony z domu rodzinnego. Przynajmniej tak było w środowisku wiejskim. Zwroty grzecznościowe były rzadko używane. Natomiast typowo młodzieżowych zwrotów nie pamiętam.
Radek: Dziękuję ci, babciu, za poświęcony czas. Będę chciał jeszcze porozmawiać o tamtych latach. Były bardzo ciekawe, ale wolę żyć teraz.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 22.02.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7868 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1644 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46624 | Użytkownicy: 3570
Online(9): 8 gości i 1 zarejestrowanych:
exother