warto go przeczytać
"Być misjonarzem, to znaczy troszczyć się o życie.” - wywiad z ks. Józefem Kowalskim – polskim misjonarzem z Afryki.
A. M.: Dzień dobry. Cieszę się, że zgodził się ksiądz na udzielenie wywiadu.
Ks. Józef Kowalski: Witaj. Cała przyjemność po mojej stronie.
A.M.: Chciałabym zadać księdzu klika pytań związanych z pracą na misji. Dlaczego zdecydował się ksiądz na wyjazd do Afryki?
J. K.: Zanim zdecydowałem się przyjąć święcenia kapłańskie pracowałem w hospicjum. Każdego dnia widziałem ból i cierpienie. Te wydarzenia odcisnęły na mnie niewyobrażalne piętno. Od tej pory zacząłem cieszyć się życiem i tym co mam. Pomoc innym, którzy nie mieli tyle szczęścia co ja, stała się najważniejszym celem w moim życiu. Z początku propozycja wyjazdu na misję wydała mi się czymś szalonym. Nie chciałem wyjeżdżać z Polski, ale ogromna ilość potrzebujących w tych biednych krajach była o wiele większa.
A. M.: Co na to księdza rodzina i przyjaciele?
J. K.: Muszę przyznać, że nie byli zbyt zachwyceni tym pomysłem, ale po jakimś czasie udało mi się ich przekonać. Perspektywa wyjazdu nie podobała się również moim wychowankom i parafianom.
A. M.: Jakie było pierwsze wrażenie księdza po przyjeździe na misję?
J. K.: Na początku uderzyło mnie to, że ci ludzie mimo biedy i zacofania potrafią cieszyć się życiem. Nikt tam nie narzeka, tylko bierze się do pracy. Potrzeby tych ludzi są bardzo przyziemne. Czysta woda, prąd, jedzenie i możliwość nauki. Warunki w jakich żyją są obrazem biedy i nędzy panującej w wielu krajach trzeciego świata.
A. M.: Wspominał ksiądz o edukacji. Jak wyglądają tamtejsze szkoły?
J. K.: Mimo uciążliwych warunków dzieci są chętne do nauki i ciekawe świata. Niektóre
nich każdego dnia muszą przemierzać wiele kilometrów by dotrzeć do szkoły. Zajęcia odbywają się w brzydkich, odrapanych salach, a często na zewnątrz. Brakuje podręczników, przyborów szkolnych, ławek i nauczycieli. Dzieci siedzą na gołej ziemi pisząc patykiem
po piasku. Nie ma podziałów na klasy i grupy wiekowe. Cała szkoła licząca często ponad pięćdziesiąt osób nierzadko ma lekcje w jednej sali.
A. M.: Czy czuł ksiądz tęsknotę za Polską?
J. K.: Tak, jestem wielkim patriotą. Musiałem się nauczyć żyć w obcym kraju wśród nieznanych mi ludzi. Z rodziną i przyjaciółmi kontaktowałem się jedynie listownie i rzadziej przez Internet.
A. M.: Jaki wygląda życie na misji?
J. K.: Życie na misji całkowicie różni się od naszego życia w Polsce. Jak mówiłem wcześniej brakuje tam podstawowych środków do życia. Przydaje się każda pomocna dłoń. Walką
z ubóstwem i szerzeniem Dobrej Nowiny zajmuje się podobnie jak ja, wielu ludzi na świecie. Każdego dnia po śniadaniu każdy rusza do pracy. Ja zajmowałem się głównie nauczaniem dzieci w szkołach. Po kolacji każdy ma chwilę dla siebie. Organizujemy wtedy różne gry, zabawy, koncerty, a czasami nawet wieczorki literackie.
A. M.: Co było najbardziej bolesnym doświadczeniem podczas przebywania w Afryce?
J. K.: Podczas pracy na misji zetknąłem się z wieloma przejawami ludzkiej głupoty i agresji. Sam widok tych biednych, chorych, pozbawionych rodziny i środków do życia ludzi doprowadzał do łez. Tysiące dzieci i dorosłych chorych na raka i AIDS. Brak odpowiedniej służby medycznej, warunki klimatyczne, głód i brak higieny doprowadził do szerzenia się chorób, zabijających każdego roku miliony ludzi. Mimo tępienia bezbożnych praktyk religijnych, w Afryce wciąż odprawiane są rytuały narażające na śmierć setki młodych Afrykańczyków. Najbardziej wzruszył mnie los najmłodszych, często bitych i wykorzystywanych przez innych. Wiele dzieci na co dzień wykonuje cięższe prace od nas. Nędza w jakiej przyszło żyć naszym braciom jest wprost niewyobrażalna. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę jak ważna jest pomoc. Dzięki nam ich życie może odmienić się na lepsze. Są ludźmi, takimi samymi jak my i nie wolno bezczynnie patrzeć jak cierpią.
A. M.: Czy chciałby ksiądz ponownie tam wrócić?
J. K.: Tak, oczywiście że chciałbym i wracam tam za kilka dni. Z trudem rozstaję się z moim ukochanym krajem i moimi bliskimi, ale czasami trzeba poświęcić siebie w imię dobra.
A. M.: Czego nauczył się ksiądz podczas pracy na misji?
J. K.: Pobyt na misji nauczył mnie, że to właśnie wiara jest najważniejsza. Dzięki niej jestem wciąż blisko Boga i mam siły, by każdego dnia pomagać innym ludziom. Wiara potrafi utrzymać nas przy życiu nawet w najtrudniejszych chwilach. Życie wśród Afrykańczyków sprawiło, że stałem się odporny na pokusy tego świata. Nawet podczas jedzenia obiadu mam świadomość, że ktoś gdzieś daleko chodzi teraz głodny, a ja się tak objadam.
A. M.: Na koniec mam jeszcze jedno, ostatnie pytanie. Co to znaczy być misjonarzem?
J. K.: Być misjonarzem to znaczy troszczyć się o życie. Misjonarz potrafi poświęcić całe swoje życie dla dobra innych. Nie obchodzą go własne sprawy. Cały swój zapał wkłada w dokańczanie dzieła Pana Jezusa, czyli dzielenie się Ewangelią z tymi, którzy jej jeszcze nie otrzymali. Bezinteresownie pomaga innym, uczy ich miłości i tego jak żyć z Bogiem. Nie odczuwa własnych potrzeb, a całe swoje serce poświęca Bogu i bliźnim.
A. M.: To była wyjątkowa rozmowa, bardzo dziękuję.
J. K.: Ja również.
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 5
Data dodania: 27.03.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7868 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1644 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46624 | Użytkownicy: 3570
Online(8): 7 gości i 1 zarejestrowanych:
exother