Użytkownik ocenił pracę na 6
Czytałam ten wiersz już wczoraj, ale pomyślałam, że napiszę coś później, gdy ochłonę. Jakoś tak mnie rozemocjonował. Piszesz o odwiedzinach, nietypowych, bo na cmentarzu, jest to dla mnie tak zupełnie naturalne. Grań nagich pleców jest genialna, widzę ten cmentarz, może jedynie pewne szczegóły czerpię gdzieś z pamięci, może przez to odczuwam go bardziej... osobiście?
"jutra bezdomnie wczorajsze
schnÄ… niczym powieki listopada
co nad grobem twym mrugają" - jutra, które stały się puste, pachnące tym, co przeszłe, jakąś nostalgią za wczoraj, za czasem "przed", bezustanne patrzenie przez ramię. Powieki listopada (mmm) - listopad bezlistny, goły, wietrzny, zimny. Szary. Na ogół deszczowy. I listopad po prostu, moment śmierci czy po prostu odwiedzin. Mrugające powieki, intensywnie mrugamy, gdy chcemy powstrzymać wilgoć. W trzech wersach zawierasz tak wiele, jakbyś skompresował uczucia, zamknął je w tych trzech krótkich linijkach. Dalej, podmiot zatrzymuje się u stóp grobu, jeszcze bez nagrobka. Te nagie plecy, jakaś personifikacja ziemi, tylko pogłębia uczucie pustki. To nawet nie jest smutek, to jak spadanie w dół.
"a na niej fotografie
które połknąć czas" - nie czasem "połknął"? Te fotografie, z jednej strony namiastka zmarłej, z drugiej zioną pustymi oczodołami.
Czwarta strofa, obecność, która być przestała; podmiot przychodzi na cmentarz, by "pobyć" ze zmarłym, ale nie odnajduję tego, czego oczekiwał (?), nie tyle rozczarowany, co pogodzony z rozczarowaniem, w jakiś sposób przygotowany na nie albo nieprzygotowany jeszcze na nieobecność drugiej osoby, monolog spotkania. Nieoswojony. Ostatnie słowa są w całej swojej prostocie dla mnie tak bardzo obrazowe, widzę bramę cmentarza, wychodzącego człowieka, jakieś zagubienie w jego oczach, pewność, że wróci tutaj, że będzie wracał.
Nie wiem, na ile moje odczucia pokrywają się z intencją autora, ale mnie ten wiersz w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób poruszył. Czuć od niego prawdziwością. I tą pustką w oczach. Jest tak, jak powinno być. Nie pseudo-mrocznie ani łzawo. Jest po męsku. Jestem urzeczona.
Faunie,
przy Twoim wierszu czuję się bezradna. Czytam go po raz kolejny i kolejny w nadziei, że odsłoni przede mną choć trochę więcej sensu - i nic.
Strofy wydają mi się być niespójne już nawet nie w kontekście całości, co wewnętrznie. Piękne są wersy, które napisałeś, ale nie tworzą dla mnie żadnego obrazu, żadnej koncepcji tu nie widzę...
W związku z tym - oceniłabym na 1, jednak powstrzymam się (i ewentualnie pokornie pokajam) oczekując na to jak się do tego wiersza odniesiesz, zwłaszcza że wiem przecież, że nie jesteś osobą, której wiersze są przypadkami.