Wrzos
09 09 2010 (21:33:53)
Użytkownik ocenił pracę na 4
Chwilę zajęło mi zastanowienie się nad sensownością twojej pracy. Zacznę od analizy. Pierwsze dwa wersy to dla mnie nic innego jak mowa o oczach, które potocznie nazywane są „zwierciadłem duszy”. Tyle tylko, że Ty nie pozostawiłaś czytelnika w tej zwykłej schematyczności i wskazałaś mu czym one są i ile znaczą. Po czym to poznaję? Po epitecie „kasztanowe jeziora”. Mogę się tylko domyślać, że chodzi akurat o barwę oczu p .lirycznego, ale wiem, że jeziora to coś rozległego, głębokiego (metaforycznie i nie). Udoskonalasz ten zabieg kolejnym wersem, który wskazuje na coś pozytywnego, oczywiście wypływającego z oczu p. lirycznego, coś rosnącego, mocnego (jak przytoczony zenit). Może to jakaś siła mająca wpływ na innych, a wypływająca z oczu? A może p. liryczny celowo ukazuje nam „wielkość” tego narządu? Temat do zastanowienia. Co dalej…nie mam pojęcia. Pojawia się kolejny epitet (deszcz ciemnowłosy), z kolejnym wersem tworzy niewątpliwie paradoks. Ale dalej- słowo ,,pierzchliwe” odczytuję jako coś szorstkiego i czytam wraz z poprzednim 6 wersem. To połączenie jest fantastyczne i zwracam tu twoją uwagę- połącz je, a od razu poprzednia strofa wyda się łatwiejsza w odbiorze. No i ciekawsza. Nie każdy czytelnik może to zauważyć. Przybliżę Ci mój punkt widzenia: most to rzecz trwała, łącząca (ludzie powinni budować mosty, a nie mury). Do słów ,,na wiejących mostach” wdziera się trochę normalnego i abstrakcyjnego punktu spojrzenia. Łącząc to z kolejną 3 strofą, przychylam się ku temu drugiemu, dlatego że ,,słowa pierzchliwe” też na to wskazują, co najważniejsze- uzupełniają się. Dla mnie to takie oschłe rozmowy, jak to sam p. liryczny określa ,,od piórek do dłoni”, czyli od czegoś miękkiego (wiadomo, że chodzi o czułe słówka) do szorstkich dłoni= oschłych, szorstkich i odpychających słów. ,,Ostatnia niedziela’’ to prawdopodobnie ostatni dzień takich rozmów, może zaprzestanie kontaktu w ogóle. I kolejna strofa też jest dla mnie niezrozumiała. Nie potrafię jej do niczego odnieść, tylko ,,zimowy balkon” kojarzy mi się z takim ładnym układem śnieżynek, np. na szybie, ale to tylko skojarzenie, miłe wspomnienie, którego nie mogę odnieść do tekstu. Jednak końcówka do mnie przemawia, pierwszy wers ostatniej strofy jest świetny, obrazuje bardzo wiele. Można dociekać prawdy, człowiek może obrać to sobie jako najważniejszy cel, a i tak na starość czuje niespełnienie. A tu jest w drugą stronę- pytając o jutro, pojutrze, o te wszystkie razem spędzone chwile. Patrząc wstecz, rozważając czy były dobre, czy w ogóle były, na ile były dobre. Lubię takie tematy, mogę w nie wnikać w nieskończoność, chociaż nie dają mi poczucia satysfakcji, ale to mój problem. Puenta utworu to najwyraźniej dojście do wniosku p. lirycznego, że jednak pomiędzy nim a odbiorcą niczego nie było, bo można to ,,wyliczyć” (na palcach) i po prostu zapomnieć. Na tym zakończę swój wywód. Podsumowując: używasz licznych epitetów, które ładnie okalają twoje myśli, które oczywiście potrafisz urzeczywistnić. Gdybym się miała przyczepić to połączyłabym ten ostatni wers 2 strofy z trzecią. Bez podziału 2 strofa jest dla mnie niezrozumiała. Co do 4 strofy- też jej nie potrafię rozszyfrować. Zabrakło mi emocjonalności, wszystko wypływało z Ciebie ładnie i spójnie, ale nie porywczo i ekspresywnie. Za pracę ode mnie otrzymujesz mocną 4 z życzeniami na coraz to lepsze.