Zoso
29 06 2011 (00:23:00)
Użytkownik ocenił pracę na 6
jazzu...aż bym posłuchał do twoich wierszy...
cholerasz jasna.. ostatnio narzekam na poziom poczekalni, lenię się wakacyjnie i w życiu i na portalu, a tu po północy mnie raczysz takim utworem. Dzięki stary, w końcu mogę sobie powiedzieć: "grab your poetic shit up, brohim!"
Skonsumujmy się! No jakież to banalnie proste, a jednocześnie tak prawdziwe i XXI-wszo wiekowe as bloody hell!
Gdybym był kobietą i przeczytałbyś mi taki przepis w ramach gry wstępnej, to pozwolił(a)bym żebyś mógł nawet bez zdzierania papierka.
Zaczynasz swobodnie, człowiek-produkt, proste porównanie, które idealnie odzwierciedla "pozycję" tej istoty dwunożnej nieopierzonej w dzisiejszych, elektronicznych czasach. Każdy dla każdego jest produktem.
Kiedy włosy siwieją, albo brzuszek zaczyna lekko gawędzić możemy postawić na wyższą półkę, albo do spiżarni zamknąć, albo za nowsze produkty - te z taśmy - postawić. Jesteśmy produktami, jeśli spożyjemy się odpowiednio, możemy liczyć na dobre trawienie na starość. Jeśli czekamy ze zjedzeniem miłości, uczucia, związku, czegokolwiekinnego zbyt długo - możemy się nabawić zapalenia ślepej kiszki for example.
Trzecia strofa jest tak romantyczna, że gdybym miał w pobliżu chusteczki nie omieszkałbym się popłakać. "Skonsumujmy się tam, gdzie nikt nas nie zauważy, nie powiemy nikomu, no choć będzie fajnie!". Dostrzegam w twojej pracy jednocześnie romantyzm, jednocześnie nutę ironii i spojrzenie przez krzywe zwierciadło na "dni dzisiejsze", jednocześnie jakąś słodką infantylność.
Strofa numer cztery nagle zmienia obraz wykreowany do tej pory obrazem śmierci. Takiego zobrazowania tego momentu jednak jeszczem do tej pory nie widział. Opis trumny, sposób w jaki zestawiasz człowieka i (durny przykład, wiem...) pudełko sera na półce w Biedronce - cholera, liryczny majstersztyk. Czarujesz, bawisz się słowem, dajesz wolność w odbiorze, pole do interpretacji i wgłębiania się w twoją poezję.
Trzy finalne strofy kupują mnie do reszty, na tle całego utworu wypadają jako świetne, subtelne zakończenie. "Najedzmy się..." - chyba najlepszy obraz nastoletniego seksu, jaki miałem okazję czytać. A i niekoniecznie nastoletniego! Ale takie skojarzenie mnie naszło jako pierwsze. Róbmy wszystko, by nie żałować na przyszłość, póki pachniemy - słowa same się tłumaczą, nic więcej nie trzeba.
Zacznijmy od serca, później nie będzie tak głośno. Prostymi słowami podmiot liryczny określa swój stosunek do miłości. To jednak ona jest najważniejsza, najgłośniejsza, najwznioślejsza, najsmaczniejsza. Mimo cielesności i spożywania siebie na półkach wplatasz element refleksji. Świadczą o tym dwa ostatnie wersy. Spożyjemy się w ciszy, bo mimo wszystkich "smakowań naszych" w ciszy żyliśmy.
Mógłbym się jeszcze zastanawiać, wpisywać przemyślenia, ale...po prostu coś spożyję;)
Sam nie wiem czy ocena cokolwiek daje, jednak niech regulaminowi stanie się za dość.
Pokój! (jeden z lepszych od daaaaaaawna)