Dzień zimny dobry, Wiktorio.
Ostatnio sporo wierszy do nas dotarło o tematyce jesiennej. To chyba taki czas, kiedy się lubi o tym pisać, kiedy ogarnia nas ta cholerna jesienna chandra i przypływa sporo pokładów weny.
Twój wiersz jest jednym z tych malutkich, subtelnie krótkich, które często są balsamem dla duszy, przez swoją filigranowość, prostotę. Miałam nadzieję, że i Twój taki będzie. Szczególnie po pierwszych wersach. A dokładnie po pierwszej strofie. Jest dobra, delikatnie wprowadza, fajna metafora z odłamkiem świata, potem jednak miałam nadzieję, na coś wyższych lotów. Spotkałam się jednak niestety z przejedzonym. Druga strofa opisująca czynności tego odłamka świata, takie czysto jesienne, owszem, ale jak już mówiłam, z pewną dozą „znamy już to”. Na koniec serwujesz nam pana smutek, który trąca banałem i do tego drugi wers tej strofy, gdzie poprawnie byłoby albo „subtelny walc” albo „subtelnego walca”. Walec to nie taniec. Nie rozumiem skąd Ci się to wzięło. Strużki łez, ludzkie tęsknoty. Niby, patrząc na całość, wszystko utrzymane w tym smutnym klimacie jesiennym, z przytykami czegoś ciekawego, ładnego, ale… brakuje świeżości. Iskry, która by rozpaliła ten wiersz, która by pobudziła mnie do odczuwania go, a nie jedynie do ciekawego odczytu. A szkoda. Bo zapowiadało się na dobry ułamek wiersza. Sporo pracy przed Tobą. Przede wszystkim nad uzewnętrznianiem uczuć i nad doborem słów. Powodzenia.