Gosia zaczyna tworzyć swoje osobiste manifesty i trochę tak jak u liryków pokoleń wyrażają one pewną przewodnią myśl dla określonej społeczności. Śmiem twierdzić, że jest to kolejny z tekst dla ‘’pokolenia Lilków’’. Wiersz nazwałaś ‘’Ustawą o szczęściu’’, czyniąc go tym samym bardziej uniwersalnym. Postaram się jednak zająć nim, jako manifestem pokoleniowym, trochę tak jak ‘’Oda do młodości’’ Adama Mickiewicza albo ‘’Koniec XIX wieku’’ Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Przez ten utwór o charakterze programowym prowadzi nas podmiot liryczny, filozof, mentor, nauczyciel, który wie już o życiu wiele i swoją wiedzą chce podzielić się z innymi. Ciekawym jest to, że się nie ujawnia, tym samym wskazując na izolację, bowiem tylko poucza. A więc wcześniejsze słowa byłyby nieprawdą. Jeśli jednak przyjmiemy, że owym mentorem jest sama autorka, mogę mówić o zgodności z moją tezą. Jak pisałem, w tym przypadku nauczycielka za zadanie ma wskazać pewną drogę określonej grupie ludzi, ludzi młodych, którzy jeszcze nie poznali świata, którzy jeszcze nie dojrzeli do tego, żeby zrozumieć, że żaden program w zderzeniu z rzeczywistością, życiem nie przetrwa dłużej niż kilkanaście lat. Mimo wszystko warto tworzyć coś takiego, żeby ukazać ogólną myśl tych osób. Przejdę więc do treści wiersza. Już na początku każesz się cieszyć najdrobniejszymi rzeczami, takimi jak trzepot motylich skrzydeł. Używasz czasownika nakazano” i gdybyś dalej dała słowo ‘’nam’’ byłoby o wiele prościej. Z góry zakładasz formę imperatywną, co jest interesującym zabiegiem literackim przy tego typu utworze. Według podmiotu lirycznego człowiek ma patrzeć na świat poprzez pryzmat różowych okularów, dostrzegać szczegóły, drobinki, które uczynią go szczęśliwszym. Łamiesz dotychczasowe schematy, powiedzenia ‘’tych starych’’ i to jest fantastyczne. Poprzez własne wyobrażenia pewnych zagadnień budujesz obraz idyllicznego domu, do którego każdy po latach chce wrócić. Idąc dalej, mentorka skłania się do twierdzenia, że człowiek uczy się na błędach i tak jak w piosence mówi: ‘’ile cię trzeba dotknąć razy, żeby się człowiek poparzył?’’ Podmiot jest zwolennikiem empirycznego poznawania otaczającej nas rzeczywistości, bo tylko w ten sposób można się czegokolwiek nauczyć. Łączysz filozofię epikurejską z ideami Leibniza, choć ta druga(mogę się w tym miejscu mylić) trochę wpisuję się w myśl epikurejczyków. Nawołujesz do trwania w szczęściu, delektowania się każdym momentem, nie mówisz, że trzeba bać się o przyszłość, tylko czerpać z życia jak najwięcej, bo mamy je tylko jedno. Zakończenie jest delikatniejsze, suniesz w przestrzeni własnych słów i na koniec prowadzisz czytelnika do wyciszenia. W ostatnich dwóch wersach tworzysz coś oczywistego, co doskonale wpasowało się w całą treść wiersza. Ogólnie jest bardzo dobrze. Żeby jednak nie było tak bajkowo, powiem Ci, że niektóre słowa mogę już przypisać do Ciebie i wiem, że są Twoje. W pierwszej strofie składnia była dziwna, trochę zgrzytało, ale później już dobrze. Mimo wszystko niektóre metafory były przerysowane, ale jak mówiłem, całość wyszła naprawdę ambitnie. Staraj się bardziej panować nad słowem, które tworzysz, ażebyś nie doprowadziła do przerostu formy nad treścią. Tutaj sama się ograniczyłaś formą i wybrnęłaś, jednak nie zawsze może być tak świetliście. Ważne jest to, że nie starasz się zaszokować czytelnika pojęciami, sformułowaniami, które mają być pseudointelektualne, a które przyczyniają się tylko do pogorszenia jakości tekstu. Oczywiście, zdarzają się wyjątki, pojedyncze słowa, lecz to wszystko. Rozwijaj się, pisz utwory, które dyktuje Ci serce, bo, jak pokazałaś wszystkim tym tekstem, jak również dwoma jeszcze innymi, z Twojego wnętrza wypływa radość i dziecięca naiwność, a to jest piękne.
jazzu
02 06 2010 (22:27:27)
Użytkownik ocenił pracę na 6
Ustawa całkiem ciekawa, szczególnie, że używałaś specjalnie inwersji stylizując pracę na język prawie prawniczy. A zapisy prawnie niestety nieraz brzmią jak wypowiedzi mistrza Yody ze "Star Wars". Modyfikujesz tutaj znane frazeologizmy, jak też tworzysz własne metafory, dzięki czemu czytelnik może się zabawić słowem wraz z Tobą. Jeszcze pamiętam jak mama mnie ostrzegała, bym nie jadł pestek, bo mi drzewo w brzuchu urośnie:) i aż miło się zrobiło, jak odnalazłem to w wierszu. Po rozmowach z autorką doszliśmy do tego, że oda do radości nie jest Schillerowską "Odą ...", lecz zwyczajną pieśnią szczęścia, a każdy człowiek inaczej na nie reaguje - ja np. wczoraj słuchałem dużo piosenek Boba Sinclaira, bo to motywowało moją radość aż do stanu euforii:) Natomiast końcówka dla mnie rewelacyjna, jest groteskowa, lecz pozytywna - z resztą jak cały wiersz. Cóż dawno Ci nie postawiłem 6, co prawda pie3rwsza strofa ciężka do przegryzienia, jednak po przeczytaniu całości czytelnik jest w stanie przemyśleć budowę wiersza i konieczność formy. Także, jak mówiłem, szóstka.
Użytkownik ocenił pracę na 5
No Groszek nie pogada. Praca jak zwykle mnie pozytywnie zaskoczyła :D. Tytuł i dedykacja dominuje tu nad wszystkim, od razu przyciąga uwagę i uśmiech na twarzy. Treść jest oryginalna, nie ma tu tekstów zbyt spopularyzowanych, nie piszesz na wzór czegoś, bo piszesz całkiem sama, wszystko co tu jest utworzyłaś zupełnie sama. Podoba mi się to zdanie: "Pestki przełykać jak tabletki na sen". Dlaczego? Działa na moją wyobraźnie, wywołuje mimowolny uśmiech na twarzy i kojarzy mi się to z taką beztroską formą życia- jak właśnie dzieciństwo. Nie wiem czy dobrze zrozumiałam ostatnią zwrotkę, ale zaryzykuję. Na mój rozum piszesz o tym, by rozmnażać każdą chwile szczęścia... Złe chwile kasować, a dobre zaczynać od początku, byle było ich jak najwięcej. Świetne :)