Podobnie, jak amymone, nie mogę się zgodzić, że ludzie nie czytają poezji. W jakiś sposób starasz się być bardziej bezwzględna w rozrachunku niż Szymborska. Ona przynajmniej stwierdza, że „niektórzy lubią poezję”. Ta myśl, mimo wszystko, odpowiada mi bardziej.
Ale skoro tak twierdzisz, to znaczy, że w to wierzysz, a więc jest to smutna myśl, wypływająca z Twego wnętrza. Dla Ciebie bowiem człowiek zatracił się w bezkształtnej masie, którą funduje nam współczesność, zapomniał o wszystkim, co czyniło go lepszym, doskonalszym… uczucia, jak słusznie zauważyła amymone, nie są synonimem poezji, jednak u Ciebie mają uświadomić czytającego, że poezja, bądź co bądź, uwrażliwia, a skoro „ludzie nie czytają poezji” ich życie staje się monotonne, mdłe, szare.
Z poezji czynisz coś, co nadaje naszemu życiu sens – wielobarwność, która z niej bije, jest źródłem piękna świata, ba! można stwierdzić, że poezja jest symbolem życia, a więc dajesz bardzo paskudny rozrachunek rzeczywistości…
Pierwsza strofa faktycznie jest taka… kłująca, jeśli mogę w ten sposób to ująć. Dużo w niej zgrzytów, które słychać, gdy czyta się na głos. Na drugi raz postaraj się powiedzieć głośno to, co napisałaś – zobaczysz, że niektóre sformułowania, o których pisze koleżanka amymone, są takie trochę hm… „kanciaste”, niedopracowane.
W kolejnej jest już lepiej, o niebo lepiej! Tak, ta strofa ma duszę, ale ponownie sortujesz czytelnikowi sporą dawkę ponurych przemyśleń. Słowo ma moc magiczną – potrafi więcej, ale słowo, niestety, łatwiej jest przekreślić, odrzucić na bok.
Patos jest w cenie… u Polaków zawsze patos był w cenie, a wierz mi, że poezja Polaków to nie tylko smutne, melancholijne utwory, w których wzdychamy, zanosimy się łkaniem i wspominamy tych, którzy odeszli. Proponuję zajrzeć do poetów XX-lecia międzywojennego – tam witalizm, optymizm i wszystko, co „zielone” ujrzysz u Polaków, którzy chcieli afirmować życie, bez zbędnego patosu. Jest czas smutku i radości – musimy o tym pamiętać.
Tylko czy aby na pewno temu wszystkiemu jest winny kapitalizm? W moim odczuciu, to wina rewolucji moralnej w latach 60. Fakt, to wszystko ma źródło wcześniej, gdzieś w oświeceniu, ale to lata 60. zabiły coś w nas – pozwoliły na zbyt dużą różnorodność, za dużo opcji do wyboru – i człowiek się zagubił.
Smutny wiersz się Tobie napisało, smutny, ale osobiście nie byłbym aż takim pesymistą. Wiersz jest poprawny, czeka Cię sporo pracy, lecz nie ma sensu się poddawać – choćby dlatego, żeby udowodnić, że jednak(!) niektórzy lubią tę poezję, no!
Aleksandro,
nie mogę zgodzić się z Tobą, że ludzie nie czytają poezji. Może nie jest ona tak popularna jak proza lub coraz popularniejsza publicystyka/diarystyka/epistolografia/beletrystyka, ale są kręgi, w których jest najważniejszym sposobem wyrażania myśli. Rozumiem też, że ni wypadało pisać "ludzie w sumie nie czytają poezji".
Rozumiem, że wiersz jest wynikiem obserwacji i przemyśleń, ale pierwsza strofoida wydaje mi się za błaha, za powierzchowna, na siłę. Nie podoba mi się:
- niedomówień i niedosłowność - wypada sztucznie;
Obwiniasz za to kapitalizm. tak otwarcie, bez pardonu. "Kupka liter przewijająca się przez monitor"(!?) - nie, to fatalnie brzmi. Kupka się przewija? Nie pasuje, po prostu.
Druga strofoida naprawdę jest dobra, ścisła, konkretna, ale z drugim dnem. Ma duszę. I gdyby pierwsza była w podobnym tonie wyszłoby lepiej. A dalej znowu mnie nie ujmuje. Ok, skondensowałaś wszystko ładnie, przemyślałaś to, ale wydaje mi się powierzchowne, jakbyś poszła na łatwiznę. A tytuł zupełnie mi nie pasuje. Poezja nie jest synonimem uczuć - mimo wszystko.
Mnie nie ujął, ale nie mogę być subiektywna do końca. Znajdą się tacy, którzy Ci przytaknął. Dlatego akceptuję.