Zoso
25 10 2011 (22:03:58)
Użytkownik ocenił pracę na 6
Idealnie, a rzekłbym wręcz (adekwatnie do muzyki, której właśnie słucham) zajebiście czytało się twój wiersz w paraleli z Pearl Jam'em. Niesamowity powiew romantycznej świeżości oblał me zmęczone wtorkiem oczęta. Ostatnimi czasy na WPMT wchodzi dużo, że się tak - po krzyśkowemu - wyrażę shitu miłosnego. Twoja praca za to jest - jak ostatnio nieźle myślę ująłem - jazzowa. Dlaczego najbardziej zachwycasz? Twoją liryczną plastycznością, większość twoich ostatnich prac była cholernie smutna, współczesna, dobitna, mroczna, wręcz do wódki i fajek - a tu proszę. Napisałeś wiersz tak do granic możliwości ociekający po prostu miłością, że nic tylko wzdychnąć - a gdybym należał do płci przeciwnej - aż bym sobie samotną przyjemność sprawił przy tak świetnie emocjonalnym, inteligentnym i romantycznym wierszu w wykonaniu twojej persony.
Samą pierwszą strofą łamiesz jakiekolwiek schematy, twoje metafory, styl, jakieś nie wiem - wyczucie smaku - po prostu zachwycają. Sublimowane niebo, uwodzące odciski stóp, powiązania między myślą a ciałem, ty i ja - para na szybie. Jazzu, prostotę zmieniasz w dosłowną ambrozję (przytaczając fragment) dla wyobraźni, którą można jeść po wsze czasy. Wiersz z tych, do których można wracać, wracać i wracać po stokroć. Pisząc coraz więcej wyrazów odnoszę wrażenie, że popadam z bełkotu w bełkot, ale tak już jest - gdy ma się do czynienia z poezją wysokich lotów. Bo po cholerę tutaj jakakolwiek namiastka interpretacji, opisów, przeżyć podmiotu lirycznego. Ty wiesz i ja wiem, i każdy inteligentny czytelnik powinien wiedzieć, że wiersz tłumaczy się sam. W odbiorze jest prosty, ale w tym tkwi jego miłosna potęga, bo czyż miłość jest czymś skomplikowanym? No właśnie - odpowiedź nasuwa się sama. Czyste, poetyckie, romantyczne, wysoko-lotnie-metaforyczne piękno. Zalatuje mi tutaj gejowizną i portalową wazeliną, którą mi się niedobrze robi na samą myśl. Ja - osobiście, zostawię tylko ocenę i złożę szacunek za taką wenę. Której i sobie życzę.
Zoso