Zoso
15 04 2011 (23:26:24)
Użytkownik ocenił pracę na 6
Jazzu.. wiesz, że parę dni temu myślałem kiedy znowu dodasz coś nowego... Coś co kolejny raz zachwyci moje oko, wyobraźnię, ducha, poruszy mnie jak wszystkie twoje prace, na które poświęciłem czas...
Kolejny twój wiersz - Sztuczny Bunt. Wiersz niewątpliwie trudny i ciężki do odkrycia faktycznego dna i przesłania pracy, ale czyż nie o to chodzi w poezji?
Tworzysz wiersz filozoficzny, neutralny, zapewne chciałeś tutaj zobrazować czytelnikowi akcję dziejącą się w dzisiejszych czasach. "Akcję" wykluczania pojedynczych jednostek ubranych tutaj w obraz kurzu na gramofonowej płycie. Owa akcja jest niekończącą się opowieścią, która trwa... i trwać będzie.
Zaczynam się plątać, więc ocenię od początku, jak to każdy twój wiersz.
Pierwszą strofę w sumie wyżej już nakreśliłem. Widzę kręcący się winyl. Jednak... zwykłym winylem go nazwać nie można. Uznam, że będzie to winyl życia. Mamy okrąg - jak to nazywasz - sztuczne środowisko. Tam wstęp jest wzbroniony, ów okrąg kojarzy mi się z takim schematycznym 'kręceniem się'. Byle żyć, byle przeżyć, grać jak nam zagrają. Te pojedyncze jednostki kurzu zaśmiecają tę hermetyczną utopię... one się tam nie nadają, bo są inne. Kurz trzeba po prostu zetrzeć, wyrzucić..
Sam nie wiem... jednak w mojej interpretacji uznam, że strofa druga jest kontynuacją pierwszej. Środowisko widzę ujęte w obrazku paczki po chipsach. Widzę to tak, że mimo ciekawego, zachęcającego - wręcz uzależniającego smaku... to wszystko jest bardzo sztuczne. Pozbawione wartości, głębi, prawdziwego smaku. Mamy jedynie jakieś chemikalia zapewniające nas, że to jest dobre. Po zastanowieniu oszukujemy sami siebie, omamiane są nasze umysły, dzień za dniem...
Trzecia strofa odrywa. "Zabierz mnie na polanę bez źdźbeł" było dla mnie pewnego rodzaju "bumem", cisza... a nagle atak bardzo głośnych skrzypiec. Tak to wygląda w mojej wyobraźni, przebudzenie, podmiot liryczny woła wręcz o ucieczkę, jego kielich się już przelewa. Ma dość, ma dość alergii na świat, siewnego kataru powodowanego ludźmi. Chce wolności, oddechu, swobody, braku społeczeństwa, chce żyć. Tak po prostu.
Finalna strofa znowu zmienia całość pracy, mamy spadek z łóżka. Gra on tutaj jako przebudzenie, zdanie sobie sprawy, że mamy do czynienia z rzeczywistością. To wszystko było tylko pięknym, wymarzonym snem. Brutalne wyciągnięcie za stopy. Rozpacz podmiotu lirycznego, plastikowy sen ukazuje żałość tych "sennych mar". Co mogę dodać, końcówka - bandera buntu przeciw niczemu...
Mamy XXI-wszy wiek, bunt wymarł chcąc nie chcąc. Dzisiaj nie ma się teoretycznie przeciw czemu buntować. Teoretycznie. Na tym pozostanę.
Twoje wiersze są dla mnie swoistą ucztą oka, po prostu bardzo lubię twój styl, twoje historie, już wyczekuję kolejnej pracy.
Zostawiam ocenę i nie dodaję nic więcej.
(takie wiersze zasługują na maksymalną notę)
Salut!
"...buntu przeciw niczemu" - te słowa chyba najbardziej mnie urzekły. Tytuł tutaj świetnie pasuje... Nie lubię oceniać, ale muszę powiedzieć, że ten wiersz ma w sobie coś takiego, dzięki czemu zostaje w pamięci ;) chociażby tej krótkotrwałej... "Jak wyciągnięty za stopy
z plastikowego snu." - piękna przenośnia ;)