Zoso
12 07 2011 (23:46:37)
Użytkownik ocenił pracę na 6
Floydzi zgrywają się po ciemku z twoim wierszem jak Daniels ze świeżo otwartą colą na zachodzie USA w latach 70'tych.
Wstyd byłoby przejść obojętnie wobec utworu podczas takiego wieczoru. A może i nocy. Lipcowej, gorącej, pełnej emocji, dobrej muzyki, pełnej świerszczowej symfonii za oknem otwartym na oścież. Pełnej lata i świeżo skoszonej trawy, azyl? Może po prostu umiejętność czerpania radości z najprostszych rzeczy. Jedną z taki może być właśnie twój utwór. Mimo, że kapie z niego smutek z siłą letniego deszczu, o piątej rano bijącego w mój parapet. Mimo, że jest nakierowany na melancholię, przemyślenie czytelnika, refleksję. Myślę, że mogę po nim spokojnie zasnąć - chociaż za cholerę mi się nie chce i nie mam ku temu ochoty..
Jednak gdy będę zasypiał zastanowię się, czy moje ciało jest jeszcze sprawne, czy może ktoś wdrapie się do mojego dziwnego pokoju i wyrzuci mnie przez wspomniane wyżej okno. Twój wiersz wywarł na mojej wyobraźni ogromne wrażenie i moja interpretacja poszła w kompletnie moim kierunku. To jeden z większych komplementów jakie autor może ode mnie w ogóle dostać. Zobaczyłem siebie w utworze, dzięki.
Wiele gwiazdek, podziałów, poziomów wiersza. Każdy inny, każdy wyjątkowy i unikatowy. Widać, że pisany przez kobietę.
Zaczynasz pewnego rodzaju obietnicą. Bohaterka chce walczyć o każdą iskierkę swojego związku. Zestawienie z ogrodem w moich oczach bardzo trafione, pokazujące siłę. Walka do każdego ziarenka. Nawet kiedy koniec jest już na wyciągnięcie ręki. Próby, które w końcu może wydadzą owoc. Może wyrośnie istna tropikalna dżungla uczucia? Kto wie.
Po pierwszej gwiazdce popłynąłem ze strofami w dół, potem jeszcze raz i jeszcze i jeszcze. Doszedłem do wniosku, że widzę dwójkę osób, których związek ma się ku końcowi. Podmiotem lirycznym jest kobieta, która stara się za wszelką siłę ten ogień podtrzymać - adresatem facet, dla którego sad już dawno spłonął.
(bardzo mocno nasunął mi się też motyw śmierci, ale zostanę przy wersji pierwotnej)
Druga część pracy jest dla mnie jedną wielką metaforą. Dla mnie ona wcale nie zdarzyła się naprawdę, przypomina mi bardziej sen. Widzę kobietę - ducha, jest świadoma swoich czynów, jest silna. Odwiedza swojego jedynego mężczyznę, jednak widzi tylko wypalone ciało, to ciało nie ma już duszy. Ciało bez ducha jest bezużyteczne. Bez płaczu i emocji wyrzuca ciało przez okno pamięci. Skończyło się. Przykrość, samotność, smutek - jednak trzeba pogodzić się z losem. Kiedyś to było ich mieszkanie, ich dom, ich miejsce powrotów - kłótni i kompromisów. Teraz jest miejscem kaźni, miejscem gdzie miłość się dusi, gdzie ludzie się duszą. To tylko pozbawione przewiewu fascynacji pomieszczenie. Nie warte niczego.
Samotność podkreślona w osobnej części wiersza zdaje się być dobijająca. Ważna dla uczuć bohaterki. Nie odchodź wypowiadane z kryształkami w oczach, jednak nie ma po co już płakać. Emocje uszły, razem z ciałem, które umarło na miejscu.
Ostatnia część pracy jest dla mnie zobrazowaniem starań. Poświęcenia kobiety do tego stopnia, że jest w stanie dosłownie "zapaść się" w mężczyźnie. Przeniknąć go i porzucić dla niego wszystko. Mimo upadków, odrzucenia, niechęci, ignorancji i odtrącenia - podnosi się.
Sam koniec jest jednak dla mnie najsmutniejszy z całej pracy. Główna walcząca poddaje się. Wiadro realizmu wylewa się jej na gorącą od troski głowę. Wie, że odejdą - gdzie? Tego nie wie nikt. Może z tego świata, może do świata innego. Mogą chodzić po Ziemi, jednak ich dusze mogą być aż do śmierci tylko zgarbionymi staruszkami.
Zmęczonymi niewidzialnymi istotami "patrzącymi wiecznie w dół" - taka dusza nie umie długo otrzymać woli życia.
Wiersz o niewykorzystanych szansach, o próbach i błędach - z tym, że tutaj tych drugich było niestety zbyt wiele. O nadziei na lepsze jutro i śmierci przed północą.
Taki był dla mnie ten utwór i takim pozostanie.
Czy ocena jest ważna? Nigdy nie lubiłem regulaminów.
Dobrej lipcowej nocy.