warto go przeczytać
Pseudonim: mariopeiro
W pewnej krainie, hen daleko,
za górami i szeroką rzeką,
było sobie królestwo zwyczajne,
opodal groty i przejścia tajne.
Był król i królowa,
olbrzymia sala balowa,
kręte schody do wieży
czyli wszystko jak należy.
Pod zamkiem zaś jaskiń ze sto,
a w jednej z nich mieszkał smok,
nikt o nim nie wiedział,
bo zazwyczaj cicho siedział.
Niespotykaną ten smok miał cechę,
do wszelakich mięs czuł niechęć,
żywił się leśnymi owocami,
które zbierał całymi dniami.
Czasem humor miał okropny,
bo czuł się bardzo samotny,
ludzie nie dawali wiary,
że smok ma dobre zamiary.
Trzymali się od groty z daleka,
a czas nieubłaganie uciekał,
w końcu wszyscy zapomnieli,
że kiedykolwiek smoka widzieli.
Smutno mu było samemu,
nie można się dziwić temu,
łaknął towarzystwa innych,
aż w końcu poczuł się winny.
Był bardzo rozżalony:
„Dlaczego jestem duży i zielony?
Odstraszam wszystkich swą posturą,
a wcale nie chce być górą.
Nie jestem może urodziwy,
lecz wydaje mi się- całkiem miły,
nie zrobię krzywdy nikomu,
kto pojawi się obok domu.
Chciałbym poznać przyjaciół,
nieważne w jakiej postaci,
od dawna tu nikt nie przychodzi,
chyba samotność mi szkodzi”
Wzdychał i jęczał łzawie,
śnił o przyjaźni na jawie,
aż wreszcie skończył się ból,
w pobliżu pojawił się król.
Usłyszał on jakieś jęki,
i chcąc ukrócić te męki,
zajrzał ze swoimi rycerzami.
„Któż tak kwili za skałami?”
Król, choć był odważny,
nie wiedział, że smok jest przyjazny,
chciał uciec, a że nie był zbyt gibki,
upadek był bardzo szybki.
Król się zdenerwował,
prędko powstać próbował,
z pomocą przyszli mu rycerze,
ze zgrozą obserwując zwierzę.
Smok był oniemiały,
zrobił się trochę nieśmiały,
lecz nie mógł przepuścić okazji,
do zawarcia przyjaźni.
Chciał na wstępie powitania,
wyrazić słowa uznania,
przemówić jednak nie zdążył,
gdyż król w stronę zamku podążył.
Gdy tak stał sam jak palec,
zauważył świecidełko na skale,
zrozumiał, że królewska korona,
właśnie została zgubiona.
Król spostrzegł w drogi połowie,
że nie ma nic na głowie.
Co to za król bez korony!
„Nie mogę tak wrócić do żony!”
Wysłał więc rycerzy po zgubę,
bez wahania podjęli próbę.
Smok klejnotu nie chciał oddać,
bał się, że już ich nie spotka.
Schował się w swoje jamie
czekając co będzie dalej.
Nie chciał im robić na złość,
życia w pojedynkę miał dość.
Król ponaglił rycerzy,
by każdy się z bestią zmierzył.
Jeden z nich ruszył w stronę ową,
obiecał, że wróci z koroną.
Stanął przed jamą odważnie,
w razie czego, mieczem trzaśnie.
„Słuchaj ty potworze!
Tak dalej być nie może!
Oddaj zgubę po dobroci,
dłużej nie będę cię prosił”.
Smok ze swej paszczy wydał jęk,
przed samotnością poczuł lęk.
Łapę z koroną wyciągnął do przodu,
nie chcąc tamtemu zrobić zawodu.
Rycerz spojrzał mu w oczy,
i tu się mile zaskoczył.
Smok nie był groźny wcale,
położył koronę na skale,
Usunął się trochę w bok,
a rycerz zrobił skok.
Bohater bardzo się ucieszył,
wzrokiem potwora zmierzył.
Smok się okropnie zasmucił,
nie chciał do jamy wrócić.
„Dlaczego żeś taki smutny?!
„Los jest dla mnie okrutny,
nie moja wina, żem taki duży,
i uciekają, aż się kurzy.
Jestem jak baranek łagodny,
zazwyczaj raczej pogodny,
zrobiła się ze mnie maruda,
gdy dopadła mnie straszna nuda.
Chciałbym mieć z kim porozmawiać,
wtedy mógłbym go zabawiać,
jestem samotny od wielu lat,
nikt tu na chwilę nawet nie wpadł.”
„Obawiam się, iż połykasz ludzi w całości,
nie zostawiając nawet kości.”
„No wiesz! To są jakieś mrzonki,
Od dzieciństwa jadam korzonki.
Ludzi i krasnali nie jadam,
za malinami przepadam.
Jestem złakniony jedynie przyjaźni,
inni są dla mnie bardzo ważni.
Proszę o ponowne odwiedziny,
Gdyż nie mam żadnej rodziny”.
„Obiecuję przychodzić codziennie,
a ty jedz maliny niezmiennie”.
Rycerz odszedł bardzo szczęśliwy,
smok był nieco podejrzliwy.
usiadł znowu na skale,
na zamek nie patrzył wcale.
Ponownie nastały dawne czasy,
puste były wokół lasy,
smok coraz bardziej żałował,
że rycerza gdzieś nie schował.
Aż tu razu pewnego,
wydarzyło się coś niezwykłego,
gdy już ranek świtał,
rycerz potwora powitał.
Ludzie, którzy mu towarzyszyli,
na widok smoka się zatrwożyli.
„ Nie bójcie się, ja za niego ręczę!”
Smok uśmiechnął się podzięce.
„Swej obietnicy dotrzymałeś,
wreszcie przyjść się postarałeś.
Ja również obiecuję tobie:
Nikomu z was krzywdy nie zrobię!”
Pamiętaj, obietnica rzecz święta,
choć dla niektórych niepojęta.
działa tak samo w obie strony,
każdy musi być zadowolony.”
Od tamtego czasu rycerz i jego świta,
codziennie smoka witał.
Dobry smok był ozdobą krainy,
Przyjacielem każdej dzieciny.
Smok był wcześniej skrzywdzony,
o połykanie ludzi posądzony.
Tak na świecie jest urządzone:
Powtarzaj tylko rzeczy sprawdzone!
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 22.09.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7868 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1644 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46623 | Użytkownicy: 3570
Online(47): 37 gości i 10 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, quovadis, Kamil M. Jaszczak, Pawlak, Darksio, Groszek, Astralka, exother, Zygmunt Krasiak