Zoso
29 11 2011 (16:38:14)
Użytkownik ocenił pracę na 3
hej ho,
jeśli o mnie chodzi to wiele twoich wierszy komentowałem - tym bardziej ostatnio, dlatego chciałem poczekać na opinię innych - wybacz, jeśliś czekać musiał czy coś..
na wstępie posłużę się dwoma cytatami z Fauna:
"Mam dylemat w ocenie, ponieważ wiersz kompletnie mi się nie podoba, a zdaję sobie sprawę z tego, że nie powinienem brać tego pod uwagę."
"Wyszło dobrze, ale pozwól Dawied, że nie będę Ciebie oceniał w kategoriach portalowych, gdyż wcześniej pewne bariery już przekroczyłeś."
tutaj nic nie dodałbym zwięźlej, konkretniej i mądrzej.
teraz moje trzy grosze.
czytałem kilka razy i powiem ci, że w zestawieniu z innymi wierszami twojego autorstwa - ten mnie po prostu rozczarował. jakoś tak najzwyczajniej w świecie czułem się jakbym czytał pracę chłopca, który zapatrzył się w twórczość romantyków, pożyczył tytuł od A.M. i stworzył średniej jakości tekściwo.
zawsze, gdy wiersz mi nie siądzie - przesadzam z krytyką, jednak cholera - cały czas odnosiłem wrażenie, że pisałeś tę pracę pod wpływem jakichś większych emocji, może uniesienia, może po zbliżeniu z kobietą - nie wnikam w prywaty autorstwa, bo one nie są żadnym ważnym uzasadnieniem oceny, ani opinii.
"kto kocha - niech kocha szczerze",
"miłość - w nim tysiąc gwiazd",
"kochankowie wciąż spijają rosę"
i inne tego typu zwroty trącą mi zwykłą prostotą i pospolitością, tak jakby wiersz był bardziej rozliczeniem się w prosty sposób z własnych emocji - aniżeli ucztą dla czytelnika, wyobraźni, czy jakimś większym doznaniem.
doskonale rozumiem, że cała rytmiczność i dźwięczność miała zostać umyślnie zachwiana poprzez ciągłe zmiany tonu, interpunkcję, wstawki bezpośrednio do adresata/ów - mnie jednak to nie przekonało. czytało mi się bardzo, bardzo opornie i szczerze - nudziłem się.
było pełno jakiejś niczym niewytłumaczonej przez moją osobę prostoty, banalności, mętnej świeżości - jakbym czytał zapiski zauroczonego chłopca - tyle ode mnie,
zauroczyło mnie może jedynie
"Jeżeli ktoś płakać chce - niech płacze!
Z każdą łzą rodzi się nowe, czyjeś kochanie."
ale to i tak jakoś mało, pusto, cierpko - cholera, nie odnalazłem się w żaden sposób,
Zoso
Faun
29 11 2011 (11:11:34)
Gdy czytałem pracę, w tle leciała muzyka z filmu Dom w wykonaniu Kazaneckiego, tak jakby próbując mnie nastroić. Mam dylemat w ocenie, ponieważ wiersz kompletnie mi się nie podoba, a zdaję sobie sprawę z tego, że nie powinienem brać tego pod uwagę. Przejdźmy do pracy:
Pierwsza strofa zabrzmiała nieco znajomo, to znaczy w sensie wykonania i braku jakiegoś większego wysublimowania, jeśli chodzi o tematykę i to, jak osobiście odbieram Twój warsztat. Pewnie ktoś uparcie zarzuci mi, że na siłę szukam w pracach czegoś więcej. Czegoś, czego być może nie ma, ale cóż...nie pierwszy niesprawiedliwy raz ;) Starałeś się podkreślić wartość symboliczną przewodniej myśli, nieco ocierając się o zbędny patos i banał. Wyszło dobrze, ale pozwól Dawied, że nie będę Ciebie oceniał w kategoriach portalowych, gdyż wcześniej pewne bariery już przekroczyłeś.
Strofa druga i tu pojawia się pewien zachwyt przy wersie pierwszym, mając przy tym w pamięci wers drugi strofy poprzedniej. Lekki kontrast w tym wyczuwam, choć treść sama w sobie miała dotyczyć czegoś, bądź kogoś innego. Potem następuje oczywisty w brzmieniu wers drugi co odbieram jako zaletę oraz nic nie wnoszący wers trzeci. Mimo wszystko śmiem twierdzić, że ta strofa jest pewnym wyznacznikiem Twoich umiejętności, które za każdym razem udowadniają, że z odbiorcą jesteś w stanie zrobić wszystko. Jest on dla Ciebie jak wrażliwe drewno, a Ty z łatwością go łupiesz, czyniąc kształty.
Trzecią strofę odbieram inaczej. Odnoszę wrażenie, że tutaj wbrew pozorom, zmieniasz przestrzeń, w której się obracasz, poszerzając jej granice. Czuć w tym próbę stworzenia poetyckiej definicji, która mniej więcej nazwie miłość konstytucją istnienia, będąc jego jednoczesnym substytutem.
Kolejna strofa jest świetna, po prostu bije po oczach pełnią swego błysku. Nie chcę do niej nic dodawać od siebie i choć odbiorcą w moim przekonaniu jest takim samym artystą jak autor i szuka w jego oddechu siebie, poprzez swoje płuca, tak tutaj z zachwytu straciłem oddech. Po prostu.
Męczyła mnie Twoja upartość w ciągłym przywoływaniu tego samego symbolu. Po prostu miłości to miałem tu na wyrost, co moim zdaniem nie podkreślało charyzmatyczności pracy, a obniżało jej wiarygodność...moje skromne zdanie, choć staram się zrozumieć Twoje podejście, gdyż za każdym razem czuło się w tym coś nowego. Wg mnie za mało, by powiedzieć że nie było to zwykłe powtórzenie.
Później następuje esencjonalny punkt, który kulminuje całość. Jest w nim opuszek filozoficznego spojrzenia, szczypta wrażliwości, garść liberalnego podejścia i taka sama garść czegoś transcendentalnego, które mimo wszystko ma wpływ na rzeczywistość. Sporo treści w jednym, co się ceni. Nie będę też ukrywał swoich osobistych odczuć akurat w tym momencie, ponieważ ta strofa jest świetnym przykładem, by ocenić całą pracę...która jest mizerna i świetna jednocześnie i coś w tym jest, co kiedyś powiedziała Justyna, że Twoje wiersze wzbudzają mieszane uczucia. Że można(i nie) przejść obok nich, że one są...dla wszystkich i dla nikogo. Ja to doceniam, choć tutaj w pełni oszukany się nie czułem. Mam jednak nadzieję, że jakąś krztę obiektywności zachowałem w jej skomentowaniu.
Oceny nie stawiam, ale jakby się ktoś pytał...to oczywiście jestem za akceptacją.
No i kolejny mój wiersz czeka, gdy inne są komentowane. Normalnie nie mam o to żalu, ale dziś... dziś sądzę, że to za dużo. Jak nikt nie potrafi go zinterpretować to niech tego nie robi, niech powie czy mu się podobał.