Użytkownik ocenił pracę na 5
Droga amymone,
przede wszystkim, przeuroczo w tym wierszu grają liczne akcenciki, naciski intonacyjne (bo takimi jawią się w mojej głowie) -
"ten on", "jeśli to to", "to ta", "a czemu", "i czemu" (!) upodabniające podmiot do nieśmiałej dziewczynki, która jest zupełnie zagubiona w nowej sytuacji. Pisze o rzeczach dorosłych i poważnych z dziecinnymi wątpliwościami, tudzież dziecinnie pyta o wszystko, o wszystko się upewnia - co jednak nie jest żałosne, a słodkie. Mile zabawne i tak właśnie rozbroiła mnie doszczętnie jedna cząstka:
"jeśli to to
powiedz
nałożyłam dzisiaj czerwone majtki
i do końca nie wiem czy warto" (!)
Tak czule w Twoim wierszu pojawia się "ty" i "świat". I nieokreślona Transcendencja, a właściwie całkiem określona - sprowadzona do roli kogoś nierozsądnego(!) :D
Nawet jego chaotyczność ma uzasadnienie - przecież jasno wypływa z profilu psychologicznego (paraprofilu!) podmiotu lirycznego. Chaotyczność to zagubienie. To małe maślane ślepka w wielkim tłumie.
Pozdrawiam Cię serdecznie,
Astralka
Jutyno, Ty wiesz, że ja bardzo, bardzo lubię Twoje wiersze ...
Czytam, czytam i jestem zachwycona tą emanującą kobiecością,
a zarazem wyczuwalną w niezwykły sposób samotnością. Poruszyło mnie to.
Użytkownik ocenił pracę na 6
Dla mnie wiersz bardzo dobry. Z jednej strony wydaje się, że skupia się na samotności z drugiej ma się poczucie niepewności i niezdecydowania. Dawno nie czytałem wiersza w którym podmiot liryczny by tak przejmująco wyrażał ludzką wrażliwość i niemoc. Przeczytałem ten bałagan kolegi pod i mam wrażenie, że nawet nie próbował wgłębić się w słowa, zastanowić się nad tym co niedopowiedziane, co ukryte i wątpliwe w tym wierszu. No cóż jak widać dobry wiersz to ten, który ma w nawiasach literki i zahacza o zabawy lingwistyczne. Nie komentuje zwykle wierszy Justynki i jeżeli to robię to tylko z pracami, które uważam za prawdziwe perełki. Prostota zmieszana z wielością znaczeń sprawia, że ten smutny wiersz nie przytłacza a raczej każe się zastanowić nad sylwetką podmiotu lirycznego. Kiedy autorka pisze o whiskey nie trzeba koniecznie widzieć przed oczyma zalaną w trupa półnagą desperatkę. Być może to osoba z tłumu, skromna nieśmiała, która libacje alkoholowe odbywa tylko w swojej głowie leżąc w ciemnym pokoju i gapiąc się w sufit. Może jest w związku, ale jednak skrycie pragnie czegoś więcej. To jest piękne, że w tych kilku wersach można zanurzyć się i poczuć jak na najlepszym filmie. Właśnie przyszło mi skojarzenie z "Obywatelem Kane" tutaj też autorka próbuje odkryć przed nami naturę pewnego człowieka a my idąc za nią co rusz natrafiamy na inne tropy i na końcu dalej nic nie wiemy. Wiem komentarz może nie składny, ale kiedy ojciec dyrektor takiego portalu tak nisko ocenia wiersz, który na tle poziomu wpmt prezentuje się naprawdę ciekawie to szewska pasja mnie ogarnia.
"(...)zastanowić się nad tym co niedopowiedziane, co ukryte i wątpliwe w tym wierszu."
Gdybym uczynił to rutyną, wszystkie prace wyniósł bym na panteon. Co wcześniejszego komentarza - myślę, że zawarłem w nim nie tylko rozważania nad formą, ale i właśnie nad treścią... kary godnym jest umiejscawianie lichej w treści w nader problematycznej formie. Ot, tyle w kwestii dopowiedzenia, poza tym gratuluje gustu. A jeśli tytuł to Postscriptum w takim razie piszemy bez "." - nawet tu błąd.
Pozdrawiam,
PS. - to skrót od słowa pseudonim. A gust każdy ma inny i o nich się nie dyskutuje, nie krytykuje, dlatego szanuję to, że Ci się nie podobał, ale nie akceptuję tego, że krytykujesz czyjąś opinię. Zawsze masz dużo do powiedzenia, fajnie, szkoda tylko, że tak zarozumiale i nieprzyjemnie. Może dlatego trudno mi szanować Ciebie jako osobę i tym bardziej dyrektora portalu, z którym jestem związana dłużej niż większość. Wiesz, co jest najgorsze? Nie ma w Tobie naturalności, nawet Twój komentarz formą zdominował treść, dlatego Dawied nie dostrzegł być może wszystkiego.
Mimo wszystko cieszę się, że przypomniałeś mi o sobie, bo niebezpiecznie o Tobie zapomniałam.
A, a jeśli chodzi o słowo Postscriptum, to ma nawet dwie kropki - P.S., mój drogi, drobiazgowy dyrektorku ;)
PS. - pseudonim ? No dobrze dopuszczalna forma, ale co ona ma wspólnego z całością...?
A co do postscriptum taki zapis skrótu nie jest zapisem oryginalnym. Droga Ignorantko jeśli już się wypowiadasz wiedz, że w języku łacińskim po skrócie nie umieszcza się kropki, co zdecydowana większość słowników podaje (tak to jest kiedy książki kupuje się patrząc na cenę i okładkę a nie wydawnictwo). Niedopuszczalnym jest stosowanie rodzimych zasad gramatyki względem wyrazów obcych, które nie są leksemami zapożyczonymi. Eh... i cóż jeszcze dodać jak nie jakiś zgrabny epitet dopełniający Twój obraz, ale ot! Powstrzymam się...
Stalówko, nie możesz wiedzieć z jakich książek korzystam i wyobraź sobie, że Słownik Języka Polskiego podaje nawet dwie możliwości zapisu skrótu, zależne od zapisu. Nie zachowuj się, jakbyś był wyrocznią w kwestii lingwistycznej, stylistycznej, technicznej, w kwestii - nawet - gustu. Każdy ma prawo do zwrócenia komuś uwagi, ale czemu Ty robisz w to w ten, a nie inny sposób? Nie wiem. No nic, pozostaje mi odpowiedzieć w Twoim stylu - jeśli masz jeszcze jakieś zastrzeżenia - pisz. Mamy super wiadomości prywatne! :)
Odpowiedź nijaka, nie podałaś inf. dotyczących wydania, roli tytułu, oraz kwestii skrótów. Co do wydania sprawdzę z czegoż korzystasz... Aaa no widzisz, by prawidłowo używać słownika, trza wychodzić z jakiegoś założenia i tu przydają się właśnie zagadnienia z gramatyki i stylistyki.
Użytkownik ocenił pracę na 2
- "Kocham" wprost te ubogie wiersze kolażowe, gobelinowe.
- Panie Bartoszu! Jęknął wielki paluch, gdzieś z okolic podłogi.
- Wróć! Czyż nie zaakcentowałem dość karykaturalnym tonem ostatniego słowa? Oburzył się.
- Nie ! Paluch był nieugięty.
- Toż proszę. W iście teatralnie powtórzył. "Kocham" wprost te ubogie formą wiersze kolażowe, <skrzywił się> "gobelinowe".
Paluch - Zaraz, zaraz! Wcześniej nie było "formą"!
Racja - Odrzekł redaktorzyna. Zawiesił głos, spojrzał raz jeszcze w tekst i począł dalej. - Ale Panie paluchu! Czyż kolaż nie jest ubogi, gdy z łatwością można wyodrębnić rdzeń?! Czyż, sama przywołana forma nie powinna stanowić raczej złożonego układu planetarnego niźli planetki z nader marnym księżycem? Ba! Kupą, zlepkiem śmieci zawieszonej w przestrzeni kosmicznej, trzymanej tylko z zasady przez nikła więź jaką jest grawitacja, która zmusza obiekty do współistnienia, idąc tą kosmiczną analogią. Gdzie tu kunszt formy, gdzie plan astralny zawiłości, mnogości odbioru działa?!
- Spokojnie Nie ekscytuj się Pan! Wskazałem tylko rozbieżność w tych dwóch stwierdzeniach. To co z tą formą? Stonował paluch.
- Pal ją licho, zresztą "jest wiele słońc niż te nade mną". Ze zrezygnowaniem.
- Słońc?
- A no, jak "bogów". Może to powrót do antycznych korzeni, taki dysonans miedzy XX wieczną formą? - Zakpił, odpierając paluchowi.
- To wędrujesz do treści. Panie redaktorze, przeca "księżyc" wskazuje na Chrześcijańskiego Boga, toż pojawia się "ewangelia". Paluch chwycił bakcyla szydery.
- A no, by było śmieszniej niewiasta spory bałagan ma w pokoju, bielizna "czerwone majtki", wszechobecny alkohol i pismo święte.
- No, no rozrywkowa dziewczyna. Paluch co dziwne, puścił oczko.
- Cholera, że ona w taki bajzlu się skupić może, zdobyć na egzystencjalny skowyt, przeżarty łkaniem nad swym samotny żywot.
(w tym momencie paluch włączył odbiornik radiowy. Trzask, szum, śpiew wokalisty "Ale to już było")
- Właśnie, niewiele tego piękna. Począł redaktor.
- A środki stylistyczne? Paluch.
- <młodzian wybuchnął śmiechem> ten poszatkowany tekst? Tylko desperat szukałby tu przerzutni, może jest to jakaś nieudolna próba intonacji, ale nic więcej.
- Zatem? Począł Paluch rozglądając się na boki, mając tym samym nadzieje na dalszy rozwój rozmowy.
- Lepiej jednak umyć te nogi. Z lekkim rozbawieniem z przerażonego Palucha.
- boże <z premedytacją >! Paluch
- Ale boże czy mycie? Zaciekawił się.
- Myśl ! Co autor miał na myśli. Paluch zwęszył cień szansy by odwlec "egzekucje".
- Myśl to on może i miał, ale właśnie tak pod ciosami racjonalizmu padali tamci "bogowie".
Odmaszerował w stronę łazienki.
Zoso
14 08 2011 (00:14:14)
„Jeśli kilka razy nurkujesz do szafy dla faceta, to tak naprawdę już chcesz, aby zdjął
ci majtki. To na nich powinnaś się skupić i zapomnieć o reszcie”.
Zacząłem Wiśniewskim, lubisz go, hm? W sumie miałem pójść spać ale zahaczyłem jeszcze moim na wpół sennym okiem o ten przesiąknięty Nowym Jorkiem, Casablancą i niewiedzącą co począć kobietą utwór. Także pomęczę Cobaina jeszcze przez kilka minut. Postanowiłem wrzucić kilka błyszczących w marokańskim słońcu groszy.
Cóż, czasem życie płata takie figle, że spotkamy najlepiej oszlifowaną perłę wrzuconą w kałużę pod "Żabką", czasem jednak jest zupełnie przeciwnie.
Zastanawia mnie jak było u bohaterki tego utworu.
Podoba mi się zwrot w stronę Tego Z Góry niczym do dobrego kumpla sprzed lat. Tak chyba powinno się zwracać do Boga, albo chodzić do niego w poniedziałki, bo wtedy ma wolne i nie ma tłoku.
Czy w tej pracy ma jakikolwiek sens ocena formy, stylu, zapachu bijącego tak mocno, że odbija mi się od blado świecącej lampki i łączy z symfonią świerszczy?
Wydaje mi się, że wiersz tłumaczy się sam za siebie, w szczególności we fragmencie o whiskey.
Ciekawi mnie ile kobiet średnio spędza samotne wieczory z lustrem. Przecież nie trzeba być z kimś żeby spędzać wieczory wspólnie. Jednak ta "wspólnota" często jest na siłę, jest plastikowa i wymuszona. Te co nie chcą wymuszać odkurzają duże lustra w korytarzu i siedzą przed nimi po turecku z butelką średniej klasy wina, kot gdzieś mruczy w sąsiednim pokoju, a z oddali dobiega cichy Cohen.
Smutny ten wiersz, bo bije od niego prawda i czasem dobitna szczerość zakropiona odrobiną alkoholu.
"nałożyłam dzisiaj czerwone majtki
i do końca nie wiem czy warto"
Facet czytając go ma wrażenie, że to po prostu szereg słów wklepanych w worda w jakimś smutkowym afekcie, byle je gdzieś zapisać. Widać, że autorka ma bogatego ducha.
Mężczyzna cytujący Casablancę, nieużywający jednocześnie słów na "ka" - cholera, gdzie takiego szukać? Chyba gdzieś w okolicach Manhattanu kilka dekad temu.
Dekalog wysyłany pocztą ciekawie wyglądałby zostawiony awizo na poczcie.
Swoją drogą też czasem wolałbym dostać po prostu rabat na alkohol niż szereg odgórnych przykazań.
Taka smutno-miłosna perełka, która nie mieści się w tych skalach, czy innych systemach ocen.
A po północy było minut trzynaście.