Faun
29 03 2010 (21:59:49)
Na tle wierszy na tym portalu wyróżnia Cię styl w jakim okrywasz nagie myśli słowami. Nie będzie tajemnicą, jak powiem, że często wracam do Twoich poprzednich utworów ze względu na podejście do nich. Sposób zarysowania obrazów, sposób dobrania kolorów, a więc sposób stworzenia klimatu jest czymś co zawsze działa na czytelnika. Potrafisz nastroić słowami i ta sztuka jest Twoja. Subtelność w przekazywaniu emocji, to coś co przewija się przez całą pracę, jak i te poprzednie. Być może treść sama w sobie nie zaskakuje tak jak w poprzednich pracach, w pewnym sensie jestem negatywnie zaskoczony, ale to nie zmienia faktu, że nie można przejść obok pracy, nie wczuwając się w nią i tylko czytając.
Użytkownik ocenił pracę na 5
Napisze mopiasto - motykowy komentarz special for you, Kwiatku. Czemu? Bo chce się spoufalić na oczach milionów i wstawić ładną ocenę, o...nie, nieprawda. Czemu? Bo swoim smutkiem stanowi kontrast dla mojego serca w tą wiosenną pogodę, bo mimo wszystko wynajduje sobie zakamarki mojej duszy, w której budzi do życia mój zagrzebany smutek i tęsknotę. Wiesz, czy mówiłam Tobie, że ten wiersz ma klimat Poświatowskiej? Klimat - klimatem, ale subtelność, delikatność są Twoje i tylko Twoje. 'lubię mówić z tobą' zaczynasz utwór wyznaniem bezpośrednim, ale z nutą już pewnej nostalgii. Jak zwykle wiele symboli, zarówno gałęzie wierzby jak i kamienie - chłodne, hermetycznie zamknięte na zewnętrzność. Dzieci to element radości, beztroski i uśmiechu. Podmiot sugeruje, że podczas rozmowy 'gubi', więc może raczej zapomina o wszelkich smutkach. Nie, nie pisze, że całkowicie odrzuca go i wprowadza szczęście. Emocje nie zastępują emocji. Płaszczyzny uczuć nie pokrywają się. Jest 'coś' co być może zawsze będzie sprowadzało do stanu 'przed rozmową'. 'Urażone kamienie' - malowniczy stworzyłaś obraz duszy podmiotu lirycznego. Nie czuję przeładowania. Mocny epitet. Jak obojętne kamienie, oziębłe mogą poczuć się urażone? Czy może są jednocześnie przenośnią jakiś spraw, jakiś przeżyć lub... niezmienności? [tak, Palczasta, bawię się treścią Twą;p]. I teraz co mnie nie przekonuje pod względem wizualnym - forma. Treść, sposób przedstawienia - wszystko na chwyta za serce, ale trzy strofoidy pozostawiają tak nieznośny niedosyt... są jakby urywane. Wyrzucane z siebie. Poza tym odczuwam zbyt wielką dysharmonię całości, zbyt wielka przepaść pomiędzy tymi "urywkami" a zbitą pierwszą częścią. Z drugiej strony - ha! wiersz wolny - czepiać się, czy nie? a ze strony dziesiątej forma mi zazwyczaj nie przeszkadza, o ile nie komplikuje przekazu. I tu mi trochę komplikuje, wiesz Palcu? Bo jest eliptycznie, zgrabnie, a jednak... ssie w duszy. Muskasz słowami uczucia. Nakreslasz je, oddajesz ich 'nieopisanowość'. Z każdym tym zdaniem, który w sumie nakłada się z cząstka intonacyjno - składniową jaką jest wers pogłębiasz smutek. Odkrywasz coraz bardziej jego przyczyny. Boli. Czuję, że jeśli będę dalej interpretowała [co raczej konieczne nie jest] obedrę wiersz z jego delikatnej aury, a tego nie chcę. Zamykasz ładnie, klamrowo. I ciekawie. Wzruszasz. Co mogę Ci napisać? Że te emocje dominują formę i mam ją gdzieś? Natężasz uczucia, wyrzucasz, by do nich powrócić. Taki...momentalny ekshibicjonizm wewnętrzny, ledwo namacalny. Twoja wrażliwość zawarta w tym utworze mnie oczarowuje. Najchętniej nie wystawiałabym oceny, bo po co. Ale skoro juz jest, niech będzie. Plus - minus - nieistotne. Piękniasta piątka piękniście się kłania piąstkę wciskając w...oko;p