Użytkownik ocenił pracę na 4
Witaj kochanie. Powiem tak - jestem zatrwożona. Nie, Twoim wierszem nie. Ale nie będę o tym mówić tu, na forum. Jej, co to się w ludzkich głowach dzieje...
Wracając. Pierwszej strofy nie rozumiem w świetle rozpoczynania dużą literą. Czy tu jest jakiś ukryty motyw? Jeśli nie, to dlaczego tak zmoderowałaś tekst? Ciekawa jestem, bo dalej idziesz równo, wolno. Dalej, dalej. Wiem, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla mojej bezczynności. Jestem jednak teraz i w cieple kołdry komentuję, co prawda już trochę daleki w przeszłości wiersz. Napisałaś coś Sofiś od tamtego czasu?
Tutaj widzę niezwykłe bawienie się symboliką. Ja również ujrzałam potężną burzę w tym opisie. Choć można również brać ten tekst inaczej. Jak komu się w głowie poprzewraca. Kłóci mi się "buntowniczość". Poruszasz ją w pierwszej strofie, gdzie piszesz, że tylko ziemia się zbuntowała, a potem nagle, że "nie mogli się zbuntować". Wisi to trochę w powietrzu. Kto nie mógł się zbuntować? A jeżeli już o ludzi chodzi, to dlaczego tylko ziemia się zbuntowała, a potem nagle nie mogła? Bo ja rozumiem, ziemię jako ogól ludzkości w tym opisie. Przyroda swoją drogą. Hm. A nawet gdyby iść tą drogą to wychodzi na to samo. Czyż nie? Kamilko, burzysz mój spokój ducha;p
Podoba mi się takie niebanalne ujęcie zjawisk przyrodniczych. Podoba chodnik, który jest przecież zazwyczaj szary, a nagle staje się taki. Jaki był wcześniej w takim razie? Symfonią był grad? Śnieg? O jakie wspomnienia chodzi? Jeden mały wiersz, a skupiając się na nim pojawia się lawina pytań. Chyba już wiem dlaczego tak kocham poezję. Pobudza mnie do przyjemnego myślenia. Zakończenie mistrzostwo wśród zakończeń i tym mistrzostwem uraczę usta i odejdę cicho.
Z łóżka - Marika.
PS Nie lubię wierszy przyrodniczych. Twój lubię.
Użytkownik ocenił pracę na 3
Porównanie jesieni do piekła? No proszę, któż śmiał mój dom tak niechlujnie opisać? Hę? Kiedy patrolując poczekalnię napotkam na swej drodze takie fenomeny mające w tytułach "Piekło, Demon, Anioł, Bóg, itp" zaraz włącza mi się zmysł potępieńca. "Zaiskrzyło między piekłem a niebem" jedyne skojarzenie jakie nasuwa mi się na myśl to burza, i to nie byle jaka burza, gwałtowna, sroga, potężna. Zbuntowana ziemia wydaje jakieś owoce? Czyżby to były liście? Suche, obumarłe kwiaty jesieni?. Dalej idąc moim (miejmy nadzieję, że poprawnym tokiem rozumowania), pojawia się deszcz, który bezlitośnie tnie ziemię i wszytko co na niej. Dalej już dostrzegam dalsze opisy deszczu, tej niedobrej pogody (ale zależy dla kogo) Ostateczne stwierdzenie podoba mi się. Mówi o tym, że piekło może być wszędzie i zawsze. Teraz przejdę do tej mniej przyjemnej części mojej interpretacji, czyli uwag. Wiersz otrzymał by ode mnie ocenę 5, ale nie spodobały mi się pewne części w tym mechanizmie. " niczym siedem nieszczęść", "skomli", "strasznobiała" tak... teraz ja się pytam co to jest, przez takie właśnie slogany wiersz, który napisałaś stracił na wartości, bardzo dużo stracił, ale to nie wszystkie rzeczy jakie mnie bolą w tym miejscu. Ostatnia zwrotka, zawiera w sobie (możliwe, że jestem głuchoniemym ślepcem) tak toporną i niedorozwiniętą przerzutnię, że nadaje się ona tylko do szpitala klinicznego leczenia przewlekłych chorób umysłowych. Kolejna rzecz, to leżąca i robiąca pod siebie interpunkcja, albo jej brak, wielkie litery? Chociaż byś powstawiała kropki, już jakoś inaczej by to wyglądało. Wiersz z oceny 5 spadł na 3. Jednak, muszę Cię też pochwalić za nietypowość porównania. Wiersz stał się fenomenem w moich oczach. Pozwolę sobie jeszcze dodać tak od Siebie, żebyś nie przejmowała się ostrością noża mojej krytyki, tylko pisała dalej, jeszcze lepsze prace. Slava! Salem.