Wiesz, stęskniłam się już za Twoją poezją. A to, to powyżej, jak zwykle odbiera mi na chwilę mowę. Dlatego przez chwil parę pobędę sam na sam z Twoim lirycznym ja i nie będę dotykać klawiatury.
Napisałam niedawno pod jedną pracą, że tak to bywa z miniaturkami, że albo są genialne, albo niekoniecznie. Twoje są zawsze i koniecznie genialne. Nie tylko miniaturki. Ja nie wiem, jak Ty to robisz, ale wiesz, nie obchodzi mnie to w tym momencie. W tym momencie jest tylko dwadzieścia jeden słów. I wszystko to, czego nie napisałeś, a co stanowi tło i dopełnienie pracy. Taka otoczka, jak to kiedyś Faun powiedział. Ta otoczka sprawia, że płaskość staje się wielowymiarowa, a smutek przenika głęboko, do szpiku, pulsuje i rozwarstwia się i wypełnia oczy. I nie, nie chce mi się płakać, a jedynie odebrać ciepło klamce. Tytuł, tytuł jak zwykle, zresztą Ty wiesz jaki. Jest nutą, nie burzy uczuć, lecz doprawia je, nastraja. Jest kluczem.
Moja ocena byłaby tu nieobiektywna, więc nie pokuszę się o nią, jednak myślę, że na światło, wieczorne już, mogę Twą Perwersję śmiało wypuścić.