Użytkownik ocenił pracę na 5
Witaj Lilko!
Przyznam Ci, że miło czytało mi się Twój tekst. Ciepła lektura przed południem, na dobry początek dnia, za co Ci ogromnie dziękuję. Przynajmniej wiem, że dzięki temu utworowi, mój dobry humor utrzyma się dziś na pewno długo.
Pierwsza strofa ujęła mnie ostatnim dwu-wersem, który pozwolę sobie zacytować - „opłacanym na co dzień
uśmiechem” Tutaj nasuwa mi się też ukryty dydaktyzm. Przesłanie mówiące, a wręcz bijące ludzi w serce, że nie tylko pieniądze się liczą w życiu, że najpiękniejszą za pracę, obecność, wsparcie itd. nie są miedziane groszaki, ani papierowe banknoty, a uśmiech i szczęście drugiego człowieka, które powinniśmy wzajemnie pielęgnować. No cóż, jednak świat Utopią, czy jak ktoś inny woli Edenem nie jest, ale warto pamiętać o tym uśmiechu i walczyć o każdą chwilę radości, gdyż w niej potęga i dobro człowieka.
Nieco pierwszy wers w tej strofie wydaje mi się banalny i nielogiczny. Chociaż wiem, że wszystko co piękne, widnieje w oczach.
W drugiej strofie widnieje obraz, rozkwitania uczucia. Wkładanie w niego coraz więcej energii i praca nad jego pielęgnacją, niczym dbanie o domowy ogródek - „rozsypałam żwir posadziłam klomby” , zaczynacie cos nowego, a ten dwu-wers skojarzył mi się z wprowadzeniem do nowego domu i zaczęcie urządzania go według własnych koncepcji i marzeń. „Wierzby nie chciały płakać”, interpretuję to, jako oderwanie się od samotności, która Cię przygniatała i zabierała wodę Twoim korzenią, hamując Twój rozwój.
Trzecia strofa niesie w sobie multum delikatności, czułości i radości. W moim odczuciu, jest taka…hmm… swojska. Osobiście lubię śpiew słowika, jest relaksująca melodią… Tą strofę interpretuję tak, jakbyś chciała napisać, iż Wasze uczucie, narodziło się, tak nagle, niespodziewanie i jak to napisałaś, po prostu zwyczajnie, ale przyniosło ze sobą coś nowego, doprowadziło do pewnej zmiany, oczywiście na lepsze w życiu obojga.
Tą strofę interpretuję jako obraz zmartwień. Które niestety, skrywają się gdzieś pomiędzy kwiatami waszej radości. Mgła kojarzy mi się z czymś okrywającym, zasłaniającym, czyli w wypadku ludzi - zaślepieniem, jakimś trudem.
Wszystko byłoby pięknie i wstawiłabym ocenę celującą, ale niestety, to co wspaniałe, szybko się kończy. Bardzo dobrze czytało mi się Twój utwór, który poraził mnie na początku subtelnością i ciepłem, oraz śpiewem słowika, ale niestety, popsułaś go w moim odczuciu ostatnią strofą. Powtarzasz tutaj znowu wierzbę, płacz, który widniał w strofie drugiej, sądzę, że to nawiązanie do tamtej ów strofy, przydałoby się to inaczej ująć, albo chociaż zrobić coś z tym płaczem, w którejś ze strof. Wronę i wierzbę interpretuję, jako Twojego ukochanego i Ciebie. Wrona jest lekarstwem na samotność i depresję, albo inny, zły stan ducha (sądzę to po wersie - “między marzeniem a mrokiem) oraz spełnieniem marzeń. Uwalnia wierzbę, od gnębiących ją nieszczęść, napełniając jej serce spokojem, poczuciem bezpieczeństwa i żarem miłości, który pobudza ją do życia.
Ogółem Twój wiersz bardzo mi się podoba i sądzę, że wiele włożyłaś w niego serca i emocji, aby przedstawić Nam obraz Waszej miłości i to, co dzięki niej zyskaliście. Jest taka liryczną historią, którą można byłoby nawet napisać jako balladę. Bardzo podoba mi się ukazanie Was jako wrony i wierzby, ciekawe ujęcie i równie bardzo wciągające i obrazowe. Walorem wiersza jest jego urokliwość, nadanie jako tła przyrody, oraz plastyczność. Z całą pewnością, nie raz będę do niego wracać, powiem nawet wprost, że uwiodłaś mnie tym wierszem. Od dawna nie czytałam czegoś tak subtelnego, miłego dla oka, oraz z wyczuciem lekkości pióra autora.
Życzę wszystkiego dobrego i więcej, tak wspaniałych wierszy!
Pozdrawiam R.A. :)