warto go przeczytać
Do księżyca, co krzyczy w noc ciemną,
do niego rozświetlonego, śpiewającego,
jak ptak piszczący na gałęzi, otulonego cieniem,
o tarczy jasnej, przeciętej dolinami,
jak ranami ciało żołnierza, w mroku nocy,
tej nocy, świeci wysoko, daleko za ludzki świat.
Do niego niosę smutek wydęty, niespokojny.
Unoszę na nici blasku gwiazd, zbyt odległych.
W szumie ciemnym, martwym, nieruchomy ja,
jak głaz nie rozkruszony przez czas, przez nas.
I choć zimny, kamienna twarz, nie naruszony,
patrzący w świetlisty nocy blask, wołający milczeniem.
Do księżyca unoszę na nici złotej, swój smutek.
Otulony przez szalik chłodu i płaszcz dreszczy.
Po policzku z wolna, jak leniwy potok, sunie łza,
słona kropla żalu co dzierży oręż zwycięstwa.
Do słońca co woła co dnia do życia,
do niego, płonącego jasnym ogniem, słuchającego
jak gepard ofiary ruch,
ukrytego w ciemności z koroną promieni jasnych,
jak Chrystus w blasku chwały błękitnej, czystej.
W ten poranek leniwy, gdy słońce jak kurtyna,
rozpoczyna przedstawienie z kukłami w rękach losu,
niosę skruszony, swą złość i wstyd wołaniem.
Rosa drży w podmuchu wiatru a obłoki jak kamienie
na rzece nieba nie ruchome, tak bliskie sercu.
A mój głos, głuchym echem w zgaszonym radiu,
ni trąba ni grzmot, nie zniszczy starych murów.
Okryty w koszulÄ™ jasnÄ… z nici mlecznych puchu,
na oczach zamkniętych jak bramy Troi, okulary,
blado sine, przez które nie widać zieleni.
Uśmiech zniszczony schowany w sercu płacze
A co z kwiatami, blado różowymi, pachnącymi,
co z majem, na pędach jabłoni, przychodzą
jak ptaki na wietrze wędrujące do kraju ciepłego,
do swej ojczyzny, gdzie stają się życiem barwnym?
Wam powierzę strach i lęk, swym dotykiem.
Szorstkie palce zgniotą i zgwałcą płatków cień,
delikatny niczym was zapach wirujący w upał,
A ja oczy będę cieszył kwitnieniem i życiem.
Sam, wśród traw, jak posąg z marmuru.
Ma blada skóra, zimna jak śniegu dotyk,
naznaczona bliznami, przez czas pędzący, jak lawina,
lawina sunąca po zboczu żywym w przepaść
Wiatr zatańczy z kwiatami wokół mnie.
Płatki będą muskać martwy posąg patrzący
i wirze radości, w zieleni słodkiej mym oczom,
puch i kurz, zapachy i barwy istnieć będą.
Pozostanę ze wspomnieniem jednym i łzami.
Będę żył miłością niespełnioną do lalek,
oddychał nadziejami pustymi jak serce,
umierał marzeniami zapomnianymi, kwiatami,
z pytaniem na ustach, po co żal i smutek?
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 27.12.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7866 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46605 | Użytkownicy: 3569
Online(48): 36 gości i 12 zarejestrowanych:
exother, dezerter89, Pawlak, .moniaa., Darksio, Salem_de_Lincourt, Faun, Marybeth, TheAnka, pisarkownica, Angelika596, Matii01