Zoso
23 08 2011 (20:30:31)
Użytkownik ocenił pracę na 6
Zapach zniczy płomienia, a może bardzo podobny zapach - towarzyszy mi ostatnio praktycznie co wieczór. Nie wiem dlaczego, ale przestałem lubić moją lampkę, wolę zapalić kilka świec. Lepiej mi się komponują z muzyką i całością wieczoru..
Cztery strofy, które czyta się ułamkiem chwili, tak pomiędzy jednym mrugnięciem, a drugim. Ktoś powiedział, że gdy mrugamy przegapiamy najważniejsze chwile naszego życia - ostatnio coraz bardziej w to wierzę.
W pierwszej strofie podmiot liryczny przedstawia się w postaci osoby zmarłej. Ale nie odpowiadasz na pytanie czy była to śmierć fizyczna, czy duchowa. Ta druga bardziej boli, wiele bardziej, wiem coś o tym, wiem trochę. Ale tak tylko okruszynkę. Zapach świec, róż, grobu i "Yesterday" potrafi z niejednego faceta zrobić zwykłą cytrynę w fazie najmocniejszego wyciskania. Burza mi tu idzie, mam nadzieję, że to dociągnę do końca.
Zimne lato, wietrzne łany, wiatr przynoszący niechciane. Czasem niechciane, czasem wyczekiwane. Jednak jedno nie wyklucza drugiego. Czasem pragniemy niemożliwego, nasze fantazje nierzadko opierają się na rzeczach z pozoru niemożliwych. Niektórzy jednak trwają mocny przy tym, że wszystko jest możliwe, jeśli bardzo się tego pragnie. Nie wiem czy umiem pragnąć, szczególnie ostatnio. Chciałbym wierzyć, że wciąż dobrze mi to wychodzi, bo to bardzo potrzebna do życia czynność.
O niechcianym nadmieniasz w trzeciej strofie, szczególnie w wersie pierwszym. Potrzeba zabija, ta bez-potrzeba najbardziej.
Ostatnie dwa wersy przedstawiają kobietę ociekającą łzami, deszczem, złością, smutkiem, frustracją, rozpaczą i zniecierpliwieniem naraz. Nie zadzwonił, nie zjawił się, postanowił sobie odpuścić. Właśnie teraz odpuścić, właśnie teraz. Zastąpił go zimny deszcz. Tylko deszcz. I błyskawice.
Wszystko oplecione aurą smutku, niepewności i bijącej z wersów swoistej rozpaczy. Emocje doprawione niezłą dawką liryczno-dobijającej wręcz historii.
Cóż, ocena pozostaje w tym wypadku formalnością.