Użytkownik ocenił pracę na 6
Zaryzykuję, może i stracę w oczach "tego od nieprzyjemnej woni" (o co chodziło, nie pamiętam) i posunę się do wystawienia oceny, do czegoś "bezsensownego" ;)
Nie wiem jak to jest, że Ty piszesz i wciąż zachwycasz, że piszesz i dalej mnie wzruszasz, i w końcu, PISZESZ, a ja czytam jakby każdy kolejny utwór był dziełem nieznanego mi autora. Ponoć każdy ma swój własny, na ogół już lekko opracowany, wypracowany styl pisania. Ty też go masz, ponoć, a mimo to, to nie to samo, rozumiesz, prawda? Tak, Ty rozumiesz.
Czytając "Na dwóch krańcach klatki piersiowej" nachodziły mnie różne skojarzenia. Trochę twórczość Czesia, jego sposób postrzegania i wyrażania myśli (ciekawa jestem czy jego teksty miały choć w najmniejszym stopniu wpływ na ten wiersz), no i te mniejszość, drobności, 'kochaności'. Czuć co Ty czujesz.
To mnie zachwyca, że za pierwszym podejściem do Twojego wiersza, wers po wersie, słowo po słowie odczytuję - sama to odczuwając - co Ty czujesz/czułaś je pisząc. Wiersz mówi wprost o co chodzi, ale co ciekawe nie słowami, mam na myśli, że nie ich znaczeniami, ale... Pakujesz w każde z nich jakieś fale uczuciowe (udawajmy, że coś takiego jest). Chyba za dużo Fringe ;)
Jeśli są jakieś błędy w tym wierszu, to ja ich wyciągać nie chcę, nie będę. Poza tym byłoby podejrzewam trudno się do nich dokopać.
Skoro mam możliwość 'dodatkowo ocenić tę pracę', więc 'dodatkowo' daję 6. Za wszystko co napisałam i przyklejając część z analizy Faun'owskiej.
Faun
06 11 2011 (22:24:52)
Inspirująca jak dla mnie próba zmetaforyzowania emocjonalności. Dużo tu uczuć, emocji, powiedziałbym namiętności, choć nie takiej wyuzdanej czy piedestalnej, lecz subtelnej. Ciekawa w tym wszystkim jest kompozycja, która przypomina mi falę, na której Ty, jako autor zbijasz tratwę i robisz co chcesz z płynącym na niej czytelnikiem. Lata świetlne minęły od czasu, kiedy czytałem Twe prace i teraz żałuję mojego niedbalstwa i ucieczki z rzeczywistości, bo ta jest odpowiedzią na pytanie "dlaczego kochałem się w poprzednich". Ktoś mógłby zarzucić Ci(choć nie ja) monotonię w pracy, bo ciągle obracasz się właściwie wokół jednego zdania, robiąc z niego korzeń i od czasu do czasu dopisując nowe gałęzie. Myślę jednak, że takowy był zamiar, ponieważ podbija wagę przekazu, czyniąc go wyrazistym, bardziej charyzmatycznym, przez co grzechem byłoby beznamiętnie karmić się Twoim wnętrzem.
"twoje wargi osuwajÄ… siÄ™ ze mnie
fioletowo i chmurnie
gdy milczysz"
Ten fragment z Poświatowskiej pomaga mi się do Ciebie zbliżyć, nie wiem czy obrałem słuszną drogę ale co tam. Przecież nie sztuką jest znaleźć autora(choć to cnota w pewnym sensie), a sztuką jest w tym wszystkim znaleźć siebie. Ty opisałaś powietrze, ja mogłem nim swobodnie oddychać ;)
Myślę, że "płuca" są tutaj jedynie słownym zabiegiem, czyniąc je symbolem do wielu tematyk, a nie tylko tej narzucającej się. To, jak pamiętam było u Ciebie atutem, za sprawą którego, byłaś w stanie z praktycznie wszystkiego zrobić odwołanie do rzeczywistości. I tak moim zdaniem jest tutaj. Kolejną zaletą jest fakt, iż starasz się niemalże każdym kolejnym słowem dotknąć czegoś, o czym czytelnik nie ma pojęcia, a co stara się znaleźć w każdej pracy...wnętrza. Ty potrafisz je przedstawić w ten sposób, że nie widać "wątroby i kich", tylko świat widziany Twymi oczyma i to jest wybitność.
Bez sensu jest tutaj mówić, czy jest progres czy czegoś Ci brakuje i jaką ocenę winno się postawić. Swoimi tekstami jesteś ponad wszelkie formalności.