Faun
07 11 2011 (14:39:23)
Zakończenie jest dowodem na głębię i wieloznaczność całości. Zrobiłaś z tego symbol, który nie narzuca autorskiej interpretacji, a wymusza bardziej okazałą hermeneutykę u odbiorcy. Pierwszy raz gdy przeczytałem, pomyślałem sobie "ot zwykłe(choć w przypadku tego wiersza rzekłbym niezwykłe) upoetycznienie letniego, rozdartego i pękającego przy tym z hukiem jak gałęzie jesienne nieba)". Każdy kolejny raz był coraz to szerzej rozlanym zmetaforyzowaniem, co sprawiało, że widziałem więcej.
Trzecia strofoida zabrała mnie w kierunku dzieciństwa(a żem Faun, to i kawał świata zwiedziłem czytając ;D). Jest ona tak niewinnie oczywista a jednocześnie tak charyzmatycznie inna, że aż chciałbym Cię dotknąć, ujrzeć, jak piszesz pracę raz jeszcze, od nowa.
Wyróżniasz się słowem, za każdym razem inaczej brzmiącym(choć tym samym i nie zarazem) i pokazującym spory wachlarz tego, co masz w środku. Raz widzę Cię jako małą dziewczynkę z zapałkami, a raz jako stare, duże drzewo w młodym, aczkolwiek bogato ugęstnionym lesie. Ta matematyczna z wyglądu parabola pragnie mnie przekonać do stwierdzenia, żeś subtelny demon zarówno w środku, jak i na zewnątrz(choć to zakładam, bo z codzienności Cię nie znam) ;p
Drugi z czterech oddechów(strofoid) zawiera w sobie intrygujący zabieg słowny. Ja wiem, że Ty nie potrafisz kłaść słów na tacy(tzn. nie chcesz), zresztą cała praca to mówi. Jak historia długa i szeroka, tak i Ty odnoszę wrażenie, chcesz krótkim zdjęciem chwili ukazać cały ich repertuar i dlatego owy tekst jest szczególny, brawo ;)