Użytkownik ocenił pracę na 6
no i zapomniałam...
oczywiście jak dla mnie 6 ;)
Zaskoczenie- to coÅ› na co zawsze czekam czytajÄ…c wiersz.
Tu zaskoczenie jak najbardziej było (przy ostatniej strofie).
Nie jestem wielkim znawcÄ….
Nie jestem wielkÄ… pisarkÄ….
Nie jestem.
Chciałabym jednak podziękować za tak poruszające słowa zawarte w tak niewielkim pliczku słów.
dziękuje i pozdrawiam.
Użytkownik ocenił pracę na 6
Kochany Ismo!
Swoje rozważania na temat Twojego wiersza zacznę od spokojnej, nieco banalnej refleksji: wiersz jest śliczny i poruszający.
Po powtórnej lekturze da się zauważyć misterną, świadomą konstrukcję wiersza, swego rodzaju bardzo ważny w dobrej poezji: koncept.
Zauważasz:
"kamienie płaczą
łzami"
a spostrzeżenie jest to niesłychanie prozaiczne i zaskakujące jednocześnie! Kamienie płaczą - myślę sobie: no ciekawie, ciekawie... A Ty zaraz podkreślasz: łzami. I już rysuje się gra pomiędzy Tobą a czytelnikiem, zauważając oczywistość dajesz mu do myślenia, podkreślając oczywistość podkreślasz i paradoksalność (bo jak to łzy z kamieni) - grę, którą to rozwiążesz dopiero ostatnią strofą.
Kolejna strofa kontynuuje zarys gry, którą rozpocząłeś u początku, wprowadzając enigmatyczny wazon -
"zmarznięty wazon
grzeje zimne dłonie
płomieniem"
który ma w sobie płomień. I jednocześnie jest zmarznięty, czy to nie piękny i ważny paradoks? Nawiązując do zakończenia, czytelnik może zdać sobie sprawę, że chodzi o znicz, jednak i tu przecież (jak mniemam) świadomie wprowadziłeś ten motyw zanim wyjaśniłeś istotę kamieni... Metaforycznie wazon może grzać wspomnieniem, zasuszone czy świeże kwiaty mogą symbolizować kogoś - i tak czytelnik intensywniej wciąga się w grę po niesamowitym świecie Twoich metafor.
Dalej piszesz:
"kamienie płaczą
perłami
ze złotych skrzydeł ciem"
"trzęsące się duchy
klęczą
słuchają wiatru"
gdzie strofa o trzęsących się duchach poprzez zestawienie słów o tak chybotliwym brzmieniu wzbudza w czytelniku niepewność, trwogę, nieokreślony rodzaj lęku. I tak zastanawia się i zastanawia co to też za duchy, dlaczego klęczą... Zaś wiatr? Piękny motyw - duchy zasłuchane w wiatr...
I ostatnia strofa, puentujÄ…ca (acz to jeszcze nie ostateczna puenta):
"kamienie płaczą
szkoda że to nagrobki
a nie prawdziwe łzy"
muszę przyznać, że to absolutnie rozkładające mnie na łopatki porównanie spełnia w wierszu ogromną rolę. Sposób, w jaki zastąpiłeś łzy - nagrobkami - jest niesamowity, obraz zostaje w głowie. Teraz jednak znowuż pojawia się pytanie: czy to cały wiersz w stosunku do ostatniej strofy jest grą, czy ostatnia strofa ma zamotać prawdziwość poprzednich? A może jedno i drugie rozwiązanie jest prawdziwe, może zależy to od nas, od okoliczności, w jakich postawimy Twój wiersz... Nie bez powodu przecież kończysz go, ustanawiając jednocześnie myśl, jaka z niego bije, otwartą, poprzez niesłychanie wymowny wielokropek, co więcej - zapisany w nawiasie, a więc i on staje się przez to częścią Twojej poetyckiej gry, jako z jednej strony poprzez nawias zmarginalizowany, a z drugiej - przecież funkcjonuje w wierszu jako wyraźnie wyodrębniony od reszty jego treści.
(...)
Pozdrawiam najserdeczniej,
Astralka
Ps, co do nurtującego mnie straszliwie wazonu - a może to taki płomień, jaki rozgorzewa w nas, gdy wazon stoi właśnie... pusty... A jego płomień (nasz płomień - nierozpalony - pragnienie miłości) nie ma jak zapłonąć, bo nie ma ludzi, którzy by pamiętali. Bo nasza śmierć, śmierć tych, co mogli pamiętać. Bo niechęć do pamięci. Bo choć żyjemy, to jak gdyby cały świat o nas zapomniał...
Zoso
03 02 2012 (16:43:42)
Użytkownik ocenił pracę na 6
no i zajebiście! bo wiesz czemu? i wiesz dlaczego zacząłem w taki a nie inny sposób. bo ta zajebistość w końcu bije z twojej pracy, a jest to jedno z moich ulubionych słów. znam twoją poezję nie od dziś i ostatnio zauważyłem, że miałeś skłonność do jakiejś sam nie wiem...może przesady, może delikatnej megalomanii - to, że nie komentuję - nie znaczy, że nie śledzę poczekalni i nowych prac. tutaj było żywo, z ogromnym dystansem, z jednej strony statyczny smutek, tajemniczość, piękna enigmatyczność wyjaśniona dopiero na końcu - zmieniająca totalnie wyobrażenie czytelnika o doświadczanym wierszu, była klasa. utwór bardzo plastyczny, płynny, można unosić się na tych łzach, zachwycać obrazami, przemierzać tor twojego rozumowania podczas tworzenia poezji. bardzo mi się podobało. każda strofa była osobnym indywiduum płaczu złączającym się w jedno wielkie "wow!" - złote ćmy w parze z klęczącymi duchami z wichrem w tle - cudo, można odetchnąć głęboko przy kubku gorącej herbaty przy tego typu sztuce. finał wiersza i informacja o grobach zasmuca, a jednak mimowolnie otwiera usta i zmusza człowieka do odczytania wszystkiego jeszcze raz i jeszcze i jeszcze. puenta spokojna, z dystansem, po męsku - po prostu szkoda, że to nie prawdziwe łzy. jednak na pewno nie jeden czytelnik doświadczyłby prawdziwych łez podczas odczytu tej pracy. dla mnie tutaj jest naprawdę wysoko. pokój i gratuluję powrotu do takiego stylu bracie!
Druhu, wiesz ile ja musiałem duszę zmieniać, żeby wyzbyć się Lucyferyckiej pychy i megalomanii, ale jak widać udało się ^^
Użytkownik ocenił pracę na 5
Zwracasz uwagę czytelnika na dłuższy czas Twoim monologiem wewnętrznym na subtelność przemian i zjawisk, i ich przenikanie wymagające od obserwatora wyostrzenia zmysłów, dużej koncentracji i wrażliwości.
Ujawniasz tym utworem różnorodność pojawiających się skojarzeń i odczuć, i niezwykłych możliwości ludzkiej wyobraźni oraz różnic w postrzeganiu świata, w którym rosnąca obojętność i wszechobecny chłód rodzą skamieniałe serca - nie łzy!
- - -
Zaglądam tu od czasu do czasu, by oczarować się Twoimi słowami ;)