Słucham Jeff'a,'Forget her',nie od Twojego wiersza. Od Twojego wiersza nie zacznę też przygody z Poświatowską, która jest obecna przy mnie już tyle lat, odkąd mama pierwszy raz podarowała mi stary jej tomik zakupiony na allegro.
Chciałam skomentować ten wiersz przed Zoso, jak tylko go ujrzałam. Bałam się, że ta parafraza tak naprawdę sama w sobie mnie nie chwyta, bo mimo wszystko widzę ten jedyny, ukochany wiersz Haliny. Musiałam się zdobyć na jakiś dystans, by nie być pochopną i odrzucającą.
Bo tak naprawdę to zgadzam się z Krzysiem. Czasami wypłukujesz wersy swoich wierszy w banale, innym razem jest to wspaniała, czysta prostota. Emocje.
Tutaj jest p-i-Ä™-k-n-o. O taak.
Czuję w tym wierszy ulotność, nagłość wypowiadanych słów, jakby brakowało czasu na najmniejszy oddech. Wypowiada się kolejna Julia, która doświadcza, która przeżywa, która chce żyć. Zakończenie jest mistrzowskie. Takie kobieco silne.
Może nie podoba mi się epitet 'gwiezdne oczy', ale to nie znaczy nic tak naprawdę.
Wiesz, jestem pod wrażeniem. Dzięki.
Zoso
31 07 2011 (22:02:08)
Użytkownik ocenił pracę na 6
Uwielbiam oryginał, który był inspiracją.
Uwielbiam inteligentne covery, które godne są zestawiania z oryginałem.
Uwielbiam ostatni dzień lipca, bo wiem, że jutro będzie już mój kochany sierpień.
Uwielbiam czytać poezję przy głośnych Floydach, nie bez kozery napisałem poezję.
Tyle uwielbiań, mimo, że jest ich jeszcze mnóstwo.
Pierwsze co mi się nasuwa, to pytanie kim jest Romeo? Jeśli jest? Czy może to tylko "...i Julia"? Albo "Jeff i Julia" na przykład?
Ten wiersz jest przykładem jak cholernie smutna może być miłość nieodwzajemniona. Bo chyba to najbardziej potrafi podciąć skrzydła chęci kobiecie - nieodwzajemnienie. Odrzucenie, olanie, pozostawienie w deszczu w środku miasta, danie za wygraną, rozwianie nadziei, wyparowanie tego oddechowego alkoholu - wyparowanie, a kolejnej butelki już nie ma. Będzie, ale inna, gorsza, mniej dojrzała, mniej dostana, mniej...na mojej twarzy uśmiechu po przeczytaniu tej pracy. Nie mówię, że to źle. Bije od niego jednak cholerne niezrozumienie. Podmiot liryczny jest kobietą wyciskającą ostatnie kropla z cytryny życia, która zaczyna się lekko marszczyć. Tego się boicie, że nie zdążycie. Tym się różnimy, my zawsze mamy czas, wy się boicie, martwicie, kalkulujecie, troszczycie, my jesteśmy tylko słodkim dodatkiem rozchodzącym się po wilgotnym ciele podczas upojnych wieczorów.
Ale sama powiedz, chyba nudno by było, gdybyście po tysiąc lat żyły? Zbyt mało zmian, tysiącletnia seska? Jak sobie to wyobrażasz? Nadal lubiłabyś Buckleya tak jak teraz?
Druga strofa jest definicją miłości niemożliwej do zrealizowania. Miłości, która była, kiedyś, kiedyś tam dawno, albo wcale jej nie było, albo była - ale tylko wymysłem kobiecej imaginacji (która potrafi wiele, wiele, bardzo wiele). Jest swoistym hołdem w stronę gatunku męskiego, zestawienie oddechu faceta z jakimś dobrej klasy trunkiem jest jednym z lepszych komplementów jakie udało mi się kiedykolwiek przeczytać. Ta strofa jest jednocześnie uwielbieniem faceta, a jednocześnie emanuje pewnego stopnia nienawiścią w jego kierunku. Bo to uwielbienie jest smutne, niemożliwe do ucieleśnienia, minęło, nie wróci, nie ma go już "anymore".
Oddech jest upojny, kosztowny, drogi, jednak rani, drażni, spala, okalecza, dobija, doprowadza ciało do szaleństwa. Bo jest tylko produktem wyobraźni, nie dotknie jednak rozpalonych ud i nie pomasuje językiem najzimniejszych fragmentów zimowych stóp. Miłość smakuje, nie straciła smaku, jest jednak gorzka. W końcu zabija, dobija, ubija...upija.
Julia bierze brzemię tej miłości na siebie, jest młoda, przekroczyła właśnie bramy dorosłości. XXI wiek i 21 lat idą z sobą w parze smutku i rozpaczy. Bo ona wie, że druga taka miłość się nie zdarzy, że drugie takie uczucie nie ukłuje jej z taką mocą, częstotliwością i gorącem rozpalającym każdy fragment jej pragnień. Uczucie nazywane jest przez nią trucizną, trucizną którą chce pić, do końca, do ostatniej kropli łzowego wywaru. Chce i zrobi to, nawet jeśli miałaby nie przeżyć ze swoim facetem marzeń pierwszego seksu, kilku okresów z rzędu i nocy poślubnej. Będzie pić ten wywar nawet wtedy, gdy będzie w związku z kimś innym. Bo ten wywar nie wyparuje dopóki ona będzie stąpać po Ziemi swoimi zimnymi i rządnymi dotyku stopami. Nie wsiąknie w grunt zapomnienia nawet przy trójce dzieci. Bo on będzie w jej podświadomości, w czeluściach jej wspomnień, będzie dopóty Julia nie zakwitnie na nowo.
Julia ma tylko chwilÄ™,
by żyć,
by przetrwać,
by ostatni raz spleść usta ze swoim prawdziwym Romeo.
Dzięki, że mogłem sobie "zaszaleć" leciutko w komentarzu, dla takich wierszy warto kontynuować przygodę z WPMT.
Dobrej nocy, sesko.