Użytkownik ocenił pracę na 4
Shosh,
Nie tyle "o miłości", co z miłością w tle. Takie było moje pierwsze odczucie.
Kolejne odczucie wiąże się już z umiejscowieniem i określeniem roli podmiotu lirycznego, oczywiście nie kryje, że zainteresowała sfera leksykalna, tropy stylistyczne, czy sama forma, która jest dosyć ciekawa. Ale właśnie podmiot liryczny, który pojawia się w pierwszej, można powiedzieć "szczątkowo", to ten kontrast do całej reszty, wizualny (spoglądając na proporcję tekstu) jak i istoty roli jaką odgrywa w całości, dręczy mnie najbardziej.
Dobrze, przejdę do rzeczy. Pierwsze trzy strofy, są rozmyślaniem, wewnętrznym monologiem, choć bliżej jemu formy mowy pozornie zależnej, brak mi tu odpowiedniego zaakcentowania, choć pojawiają się, regularnie pytanie stawiane pytania retoryczne (które sugerują osobę która je stawia) w podobnej częstotliwości (co drugi wers), lecz różnym rozkładzie (pierwsza czterowersowa strofa 1;3 , kolejne dwie 2;4 , 2;4). Opis jest bliski obserwacji, stąd te niespójności, lecz jest to na pewno ciekawe.
Od czwartej strofy pojawia się pierwszoosobowa wypowiedź podmiotu lirycznego w czasowniku /nudzę/ (ja - nudzę), zaimki osobowe /mnie/ , /ja/, który ustosunkowuje się do - właśnie! Wcześniejszego "autora" tych, że rozmyślań, dociekań - /Tak sobie myślą ludzie/ - sugeruje podmiot zbiorowy, ale to tylko przywołanie, a podmiot jest jeden pierwszoosobowy. Zatem, wszystko to mętne jak cholera, nie spójne:
- /Pytają szeptem papierowe marionetki./ - a to wtrącenie sporo mi krwi napsuło, powinno być zaznaczone jakim znakiem graficznym ! No, już jestem spokojny.
Czyli, można zacząć przechodzić do wniosków. Skoro jest odwołanie, które nie jest samodzielnym bytem, a odniesieniem, choć rozmyślanie a bardziej domniemaniem pierwszoosobowego podmiotu lirycznego to (cicho, bo ryzykownie), jest to personifikacja miłości.
Zatem, "Nie tyle o miłości, co z miłością w tle" dodaje - mówi miłość.
Tropy stylistyczne, że się rozpisałem zatem krótko. Sfera leksykalna, no dobrze, ciekawe słownictwo, równie dobrze zestawione, choć sporo tego przymiotnika /malinowe/ w różnej maści. Rozumiem, że pojawia się tu tautologia:
-/że dziewczyna bezwiednie dotyka malinowymi* palcami ust malinowych*?/
potęgująca walory artystyczne, ale "paznokcie malinowe" darować sobie mogłaś, poza tym /papierowe/ też się pojawia dwukrotnie, a nie ma już swojego uzasadnienia w stylistyce.
Pierwsze trzy strofy wiersz wolny zdaniowy, więc już nie rozpisuje się o interpunkcji bo powinna być poprawna składniowo a nie dobra w wymiarze intonacyjnym. Dwie ostatnie strofy za to pretendują do miana intonacyjnych, a tu wyczucia ze spójnikami i wspomnianym tonem za grosz nie ma (troszkę goryczy). Metonimia, no z nią mogłabyś się troszkę pobawić a może by była? Tylko po co te do znudzenia "mężczyzna" i "dziewczyna". Rym który się pojawia w czwartej strofie, nie ma przeciwwskazań gatunkowych, we mnie akurat to nie zbudziło żadnych emocji, czy innych dylematów. Metafora tańczącego królika, przypomina mi "Ergo Proxy", eee nie będę się o tym anime rozpisywał, ale dla osób, które nie oglądały pewni i też jest wystarczająco obrazowa.
Podsumowując udało się godnie podjąć wątek miłości raz jeszcze, brawo. Wiersz się spodobał, choć nie brak w nim niuansów, niedociągnięć i innych niedoskonałości. Co do oceny, cóż po ostatniej 5, którą wystawiłem po wysnuciu dość mocnych domniemań o charakterze wiersza. Zresztą przymykając oko, na różne błędy - czego zwykle nie robię. Wracam do sprawdzonych nawyków. 4! Wiersz na pewno się wybija z tabunu podobnych mu tematyce, patrząc też na niedoskonałości i to że musiałem edytować przecinki, które "pływały" - a tego nie lubię, ocena adekwatna.
Pozdrawiam,
Stalówka
PS Na Twoje szczęście bądź nieszczęście [to już sama oceń ;)] nie skomentuje Twojego kolejnego wiersza, który jest zaraz po tej pracy na liście - a miałem taki zamiar. Zbyt dużo czasu mi "zeszło" przy tym wierszu (a godzina późna), ale nie żałuje, jest naprawdę ciekawy.Raz jeszcze pozdrawiam