drogi Boże
podpaliłem jej warkocz splątany
patrzyłem jak zimny wosk spływał po rumianych policzkach
a między włosami dopalał się kruchy knot świeczki
krzyczała
jej usta zalałem chłodem
wybacz Boże
że z głową na twardej poduszce musiała stygnąć
a na jej zimnym ciele położyłem tylko cisową gałązkę
że bez żalu zdmuchnąłem płomyki w jej samotnych źrenicach
i odszedłem jakby wypalony
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 11.06.2011r.
Użytkownik ocenił pracę na 5
Ogrom obojętności, jakiejś znieczulicy (odpycha mnie to słowo, ale dość dobrze oddaje charakter uczuć płynących z pracy), kompletnego zdystansowania się podmiotu względem człowieka. Bezuczuciowość. Sam tekst mógłby przypominać w swej wymowie pewien rodzaj spowiedzi, gdyby uzupełnić go o najistotniejszy element, czyli żal. Postawa podmiotu wskazuje tutaj raczej na chęć mówienia, podzielenia się z kimś swoim czynem. Tym kimś jest Bóg, co powleka całość czymś zachodzącym na cynizm, co świetnie widać w końcówce, idealnej puencie.
Prosta budowa nieprzyćmiewająca treści, dobre metafory (zwłaszcza ta o zalewaniu ust chłodem), umiejętnie wytworzony klimat. 5.
Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.
Statystyki: Wiersze: 7862 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46598 | Użytkownicy: 3568
Online(14): 11 gości i 3 zarejestrowanych:
exother, Dawied, Salem_de_Lincourt
Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook |
Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa |
Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl