Użytkownik ocenił pracę na 6
Wiersz jest trudny niewątpliwie, żeby zrozumieć musiałem przeczytać go co najmniej 3 razy, ale muszę przyznać, że utwór ten jest bezcenny, no i przede wszystkim ma on nietypową formę, która mi się podoba wizualnie. Ciekawy który numerek ja dostanę. <mam nadzieję, że dobrze zrozumiałem przekaz?>
Użytkownik ocenił pracę na 5
Przypadkowo, bo za Twoją pośrednią namową, drogi autorze, weszłam na ten portal, i równie losowo wybrałam ten wiersz. Jak miło jest trafić od początku na coś dobrego! Nie znam się na poezji, więc mój komentarz stronił będzie od rzeczowości i znajomości teorii, ale wyrażę po prostu co czuję przez te treści - świetnie rozczłonkowujesz wyrazy. Ma to zarówno znaczenie dosłowne, jak i poniekąd metafizyczne, metaforyczne. Niezależnie od statusu odbiorcy można znaleźć w tych słowach coś swojego, coś dla siebie, przez co wiersz staje się uniwersalny i zrozumiały dla każdego. Osobiście ujął mnie ukośnik (ma jakąś nazwę, której obecnie zapomniałam, chodzi o ten - \\), a szczególnie użyty po słowie "Boga". Dlaczego? Bo można go uznać, tym bardziej w formie poczwórnej, za symboliczny awers do Boga, oddzielenie sfery sacrum i profanum, zastanowienie się nad tym co ludzkiego, a co boskiego jest w Bogu, w jaki sposób podmiot liryczny go odbiera. Czy wiara powinna być pojmowana dosłownie, czy w przenośni; czy dla Boga jest miejsce w strasznie przyziemnej sytuacji lirycznej jaką jest kolejka. Czy w natłoku myśli, zapachów, dotyków, szeptów, a czasem krzyków i jęków, jest miejsce dla kogoś, kto z jednej strony jest nam obcy i daleki, jest kimś, do kogo dążymy, za kim stoimy w kolejce, a z drugiej strony kto jest nam bardzo bliski, bo przybrał przecież formę człowieka. Troistość istot sprawia, że Bóg ma wiele stron, aspektów, można go odbierać na wiele sposobów. I właśnie przez ten poczwórny znak zwracasz uwagę na to jak ważne jest dla przeciętnego człowieka zrozumienie sposobu, w jaki JA go odbieram. Należy sobie uzmysłowić, w jaki sposób podchodzę do życia, bo to rzutuje później na całe życie z jego wszystkimi aspektami. Co się zaś tyczy drugiej sytuacji "my" - poprzedzającego znów poczwórny ukośnik - można to również odczytywać przez pryzmat wcześniejszego Boga. My, czyli wiele istot składających się na jedną. My, czyli wiele istot składających się w bezkształtną masę, która nie myśli jednakowo - każdy członek tej masy myśli za siebie, i choć istnieje w tłumie, i często przejmuje nawyki od tłumu (bo człowiek jest z natury istotą zbiorową), to jednak gdzieś w podświadomości żyje za siebie i za siebie samego myśli. Kończąc mój monotonny wywód: pozostaje nam się zastanowić - jaki winien być mój stosunek do samego siebie, to otaczającej mnie rzeczywistości, do sfery sacrum i profanum, a w końcu do samego Boga i danego mi życia. (zamarudziłam, poleciałam trochę, i basta)
Akbar
23 10 2010 (16:08:34)
Z takimi utworami zawsze mam problem. Oczarowała mnie taka konfrontacja codzienności z filozoficznym przesłaniem. Ujęłaś to jednak w bardzo trudnej, niemal nieprzystępnej formie. Z jednej strony czuję się przytłoczony przez malutki pokoik strony technicznej, z drugiej czuję wolność otwartych przestrzeni religii. Ale w sumie nad tym się zastanawiamy, czytając utwór. Wiersz nie wydaje mi się smutny, ale zabawa słowem "atomy" - "a to my" jest genalna w tym kontekscie. Gęstą materią my, czy lotnym duchem?
Czuję tak wielkie nagromadzenie sprzecznych emocji, jak mocno ten wiersz jest rozbity. Nawet nie jestem pewien czy to dla mnie wada, która wybiła mnie z rytmu, czy też zaleta, podkreślająca te dwa różne światy swoją formą? Nie wiem czy dać 1, czy też może 6? Mam o tym zaraz zapomnieć, czy też wracać do niego po to duchowe uniesienie? Czytam go raz za razem, bo ciągle myślę, że coś pominąłem. Może po prostu to doświadczenie jest tak subtelne i nieuchwytne? Nie jestem wstanie ocenić tego utworu (a naprawdę się starałem). Na pewno zasługuje na akceptację, ale pozostawiam to do oceny innego redaktora.