Użytkownik ocenił pracę na 5
Dzień dobry Dawidzie.
Nie wiem, czy po ostatniej walce pod Twoim wierszem ktoś się boi teraz Ciebie komentować czy jak;p ja się nigdy nie bałam, bo wiedziałam, bo byłam świadoma, tego, że Twoje wiersze nie do każdego będą trafiać. Nie każdy odnajdzie w nich siebie. Coś dla siebie. I choć żałuję, że ewoluowałeś trochę tak, jak mi się niezbyt podoba (dawniej rozdziawiałeś moją buzię, teraz po prostu wywołujesz uśmiech i pewną miarę zadowolenia ). Ale nie można mieć wszystkiego niestety. A to, że ciągle się zmieniasz, pokazuje, że chyba nadal nie znalazłeś stylu, który by Tobie najbardziej odpowiadał albo też zwyczajnie lubisz się bawić swoim słowem.
Treść pobudza do myślenia. Nie dajesz nam na tacy, tego co trzeba zrozumieć, ubierasz to w takie słowa, byśmy mogli drążyć, byśmy zatrzymali się chwilę dłużej nad Twoją poezją. To jest fantastyczne uczucie, zabieg. W tym wierszu wybijają się takie dwie główne strofy, pierwsza i trzecia, są najobszerniejsze, może dlatego, najbardziej bogate słownie, a te oddzielające je dwa wersy i zaraz po nich tworzą pewne dopowiedzenie. Ja aż czytam je szeptem, kojarzą mi się z zamyślonym człowiekiem, który opowiada, zamyślony, a w tym całym ciągu słów, po pauzie , wtrąca takie uzupełnienia, jakby sobie przypomniał, że to też jest ważne. Taki jest mój odbiór tego utworu. Od gruzów znów coś rośnie, ale zaraz potem upada w ostatniej prośbie, w aurze bezsilności „Proszę, nazwijcie go”. Wspaniale mi się balansowało między pewnym patosem, a kruchością człowieka. Ktoś mógłby się doczepić powtórzeń. Ja wiem, że one musze być, że chciałeś by były. Tworzą pewien klimat, nie można ich ot tak usunąć. Proponowałabym jednak uzupełnienie znaków interpunkcyjnych. Używasz dużych liter, dwóch przecinków, kropki na końcu. Wygląda to chaotycznie. A można by to łatwo zmienić. Oddzieliłabym też ostatni wers od strofy, moim zdaniem następuje zbyt szybko, uderza, a pewna pauza byłaby tu wskazana. Na początku zresztą w ogóle mi nie pasowało to zakończenie, jakoś tak mi się wybijało w takiej formie wiersza. Teraz już po tylu odczytach po prostu dałabym odstęp.
Zmieniłeś się Dawid, w swojej poezji. Ciekawa jestem Twojego dalszego rozwoju. Teraz jestem niepewna, bo co chwilę pokazujesz coś nowego. Zostaje mi więc czekać na kolejne prace.
Ach, zapomniałabym.
"Z tych tkanin chciały sfrunąć ptaki
pastelowe cienie chwil
niech piórami będą stany
stany dusz, instrukcje jak czuć" - uwielbiam.
Użytkownik ocenił pracę na 6
Po kliknięciu na zachęcający tytuł pojawia się utwór który faktycznie bije złotem po oczach.:)
Nie znam Twojego zamysłu, jaki miałeś pisząc ten wiersz, ale co do moich odczuć po kilkukrotnym jego przeczytaniu nasuwa mi się na myśl pewna interpretacja. Nie wiem, czy takiej się spodziewałeś, ale pozwolę sobie ją tutaj przedstawić (oczywiście chciałabym poznać, tą zamierzoną, jeżeli jest inna niż ta moja).
Tak więc ja widzę tutaj kościół. Podmiot liryczny wchodzi do pełnej przepychu katedry, bazyliki, być może po raz pierwszy. I zamiast zobaczyć tam, to czego być może spodziewał się z opowieści o bogu, zamiast wnętrza odpowiadającego klimatowi zadumy i kontemplacji, widzi przepełnione złotym przepychem pomieszczenie. I co czuje? Czuje strach. Strach którego nie potrafi nazwać, gdyż jak można bać się miłosiernego boga? Ale z drugiej strony, czy miłosierny bóg może żądać bogactw (często kosztem, zdrowia, życia ludzi). I tu znów rodzą się dalsze i głębsze przemyślenia na ten temat...
Tak więc to jest moja interpretacja, popraw mnie, jeśli się mylę.
Pozdrawiam;)