Użytkownik ocenił pracę na 5
Pojawił się ktoś nowy, piszący wiersze rymowane i w sumie ten fakt mnie bardzo zainteresował z racji tego, że mało na portalu jest takich „szaleńców”, co to sięgają do źródeł poezji i starają się tworzyć takie, a nie inne teksty. Do takich osób zazwyczaj podchodzę ostrzej, więcej wymagam, bowiem w poezji rymowanej trzeba zwracać uwagę na wszystkie mankamenty składające się na budowę utworu, a także na to czy czasem nie doszło do przerostu formy nad treścią. Wcześniejsze Twoje wiersze czytałem, ten aktualnie jest w poczekalni, więc się za niego wezmę i postaram się sprostać Twoim oczekiwaniom. To co? Zaczynamy.
Wiersz utrzymany w formie monologu lirycznego, ukierunkowany na określonego adresata, ma charakter przede wszystkim opisowy z elementami refleksyjnymi. Podmiot liryczny ujawnia się poprzez zaimki w formie osobowej, jak również czasowniki. Jest mężczyzną, który przedstawia czytelnikowi pewną sytuację. Mamy tu więc do czynienia z pewnego rodzaju balladowością tekstu, którą spotykamy choćby u Mickiewicza czy Leśmiana. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to fakt, że perfekcyjnie utrzymana melodyjność i sylabotoniczność wiersza. Jest to 12-zgłoskowiec ze średniówką po 6 sylabie z rymami parzystymi, żeńskimi, w większości gramatycznymi, bardzo dokładnymi(jest tylko jeden wyjątek, ale powiedzmy, że jest to dopuszczalne). Ten tekst jest niezwykle melodyjny, co więcej, nie czuć żadnej, ale to żadnej maniery czy też niesmaku, który nieraz czuję się przy czytaniu, kiedy to ewidentnie autor dobierał słowa na siłę, byleby tylko pasowało mu do reszty utworu. Chwała Ci za to. Bardzo ważne jest to, ażeby wiersz rymowany był jakby przedłużeniem myśli samego autora, a nie odwrotnie: kiedy to wiersz ma we władzy swego twórcę, wtedy dochodzi do zaburzenia i czuć przerost formy nad treścią. U Ciebie pisanie rymami przychodzi z lekkością, delikatnością, niczym dzieci piszące swoje pierwsze rymowanki. I to jest tak, drogi Logaritiusie(mam nadzieję, że dobrze odmieniłem), że ten utwór ma trochę charakter takiej opowiastki, który sam określasz jako „prosty jak bajka dla dzieci”. I faktycznie, przy czytaniu ma się takie wrażenie. Czy to źle? Powiem słów kilka o tym przy podsumowaniu.
Oprócz warstwy technicznej wiersz składa się również z przedstawienia pewnej sytuacji, o której wspomniałem na początku. Już na wstępie pojawia się liryka inwokatywna, rozpoczynasz bowiem od opisu kobiety, którą podmiot porównuje do diamentu, ale sam nie jest do końca pewien tego, co twierdzi. Można więc się domyślić, że adresat podmiotowi nie jest jeszcze dobrze znany, dalej mężczyzna mówi o swojego rodzaju nieufności wobec kobiety(„cofałem się wolno”), a później charakteryzuje swoje wnętrze jako niesforną blachę duszy, a więc metal, a więc coś niedoskonałego, czasem w odbiorze ostrego, chłodnego. W późniejszych słowach pokazujesz, że jednak ktoś zaczął ową blachę topić niczym kwas. Ciekawe jest to, że „kwasem” okazały się miłe słowa, mamy tu do czynienia z metaforą o charakterze antytetycznym. W tym momencie w podmiocie lirycznym zachodzi zmiana. Kiedy blacha roztapia się całkowicie, wychodzi na wierzch prawdziwe oblicze bohatera lirycznego, choć podkreśla fakt, że nie zna adresatki utworu. Następuje przedstawienie owej chwili w bardzo pozytywnym świetle. Mężczyzna uważa, że jest dla niego podporą, być może nadzieją na coś innego, lepszego, co pomoże mu przejść z uśmiechem na ustach przez życie, które czasem potrafi przytłoczyć człowieka własnym ciężarem. Kolejny wers budujesz na zasadzie opozycji. Pokazujesz zarówno krótkość chwili, jej ulotność, a także to, że przez długi czas podmiot będzie czuł jej skutki. Tak proste, banalne zdanie, a zawierające w sobie tyle prawdy. Chwila dla poety jest ciepłem, które pozwala mu chronić się przed światem. Zastanawiające jest to, że wcześniej to podmiot dawał światu chłód i był zamknięty na ciepło, a teraz swoją postawą zmienia się o 180 stopni. Dlatego w późniejszej części podkreśla wartość momentu, w którym następuje jego metamorfoza. Słowa kobiety okazały się być podporą, odwagą, z którą podmiot pójdzie dalej, radością, a także zapewnieniem, że być może nic niewartym był chłód, który wcześniej tak często okazywał. I w tym momencie kończy się zasadnicza część utworu. Ostatnie dwa dystychy, wyodrębnione z całości są swojego rodzaju podsumowaniem ogółu tekstu. Sam autor podchodzi krytycznie i zarazem z humorem do swojego wiersza. Mówi o nim jako wierszu dla serca, a nie dla prawdziwego konesera poezji, pauperyzuje jego wartość, ba! nazywa go tylko „wierszykiem prostym”, ponieważ jego zadaniem było wywołanie uśmiechu na twarzy adresata lirycznego, a także czytelnika.
I tak naprawdę mógłbym na tym zakończyć swój komentarz, ale jak obiecałem, czas na podsumowanie. Cholernie zaskoczyłeś mnie lekkością pióra i tym, z jaką łatwością czytało się cały wiersz, jak dokładny byłeś w średniówce, melodyjności i sylabotoniczności. Mało kto potrafi pisać pod tym względem tak dobrze(mówię o amatorach). Na pewno zależą Ci się za to słowa uznania, bo rzeczywiście jestem pod wrażeniem. Druga sprawa to treść: treść, która jest delikatna, zwiewna, taka niewinna, prosta, szczera i banalna. I być może Twój wiersz ma coś z rymowanki, ale ja to kupuję, bo jest w tym wszystkim prawda, niewymuszoność zabiegów artystycznych, łatwość w prowadzeniu czytelnika poprzez świat, Twój świat. Być może brakuje Ci jeszcze pracy nad urozmaiceniem treści, zakreśleniu w interesujący sposób sytuacji, przedstawianej przez Ciebie w tekstach, ale na chwilę obecną nie ma to najmniejszego znaczenia. Połączyłeś dokładność i dbałość o szczegóły z dziecięcą naiwnością, a mało komu się to udaje. Tytuł oddaje faktyczny sens tego utworu. Jest to bajka – taka miła dla serca, miła dla duszy, która daje uśmiech, która pokazuje, że „fajnie jest być poetą”. Takim dla siebie i dla innych, ażeby dawać im radość. Oczywiście wiersz akceptuję z i miłą chęcią stawiam piątkę.
Nie wiem czy powinnam komentować... Ale nie potrafię się powstrzymać - taki kaprys. Wiersz jest piękny i prawdziwy, a dlaczego? Bo naładowany emocjami, szczery. Widać, że naprawdę czujesz co piszesz. Tak... uśmiech się pojawił. Jest tak niesamowicie lekki, delikatny w czytaniu, przyjemny. Końcówka... uwielbiam po prostu pisanie o samym pisaniu i widać jak podmiot, którym ewidentnie jest sam poeta nie uważa siebie za kogoś wielkiego, nie uważa własnego dzieła za coś wielkiego - wg niego - z punktu poetyckiego, ale najważniejsze w tym wszystkim, najważniejsze dla niego jest to, że utwór jest z serca, szczery i to wystarczy. Nie potrafię obiektywnie popatrzyć na tą pracę, bo... bo nie potrafię. I tak teraz mi się to kojarzy z sytuacją kiedy, np dziecko daje mamie laurkę własnoręcznie robioną. Ktoś powie, że badziewie, ale w oczach mamy ma ona bezcenną wartość. W tym wypadku jest podobnie, z tym wyjątkiem, że Twojej pracy badziewiem nazwać nie można. Tak zwykle dziękuję speszenie. Wiersza nie oceniam, nie akceptuję, nie odrzucam. Chciałam tylko wyrazić swoją... wdzięczność.