warto go przeczytać
Autor książki: Chufo Llorens
Rodzaj: powieść historyczna
Język: polski
Stron: 736
Wydawca: Albatros
Na półkach księgarń znajdziemy mnóstwo powieści historycznych. Począwszy od Scotta, przez Dumasa, Tołstoja, Szczucką, skończywszy chociażby na - często znienawidzonym przez uczniów – Sienkiewiczu, czy Eco. Są to pozycje bardziej lub mniej znane czy lubiane. Wśród nich możemy znaleźć jedną ze sławniejszych książek ostatnich lat, wielki hiszpański bestseller 2008 roku, który sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy. Jest to Władca Barcelony” Chufo Llorensa.
Na samą pozycję zwróciłam uwagę głównie za sprawą krótkiego streszczenia znajdującego się z tyłu książki. Okładka – która przedstawia drzwi z okuciami – jest zachęcająca i całkiem ciekawa, jednak grubość całej książki – jest to bowiem potężne tomisko – raczej zniechęcało mnie do czytania. Jednak zdecydowałam się kupić tę pozycję. I mam mieszane uczucia, co do tego czy zrobiłam dobrze.
Zaraz po otworzeniu książki mamy zaszczyt zapoznać się z "Dramatis personae”, czyli spisem bohaterów. Przyznam szczerze, że poczułam się jak idiotka - czytając książkę, która z resztą była głośno zapowiadana jako bestseller, wychodzę z założenia, że raczej domyślę się jakie są relacje między bohaterami. Wnioskuję, że jednak autor nie wziął tego pod uwagę. Po pierwszym niesmaku, minięciu drzewa genealogicznego rodu hrabiów Barcelony, przechodzimy do części pierwszej, z trzech części powieści.
Z głównym bohaterem powieści – Martim Barbany - spotykamy się dopiero w trzecim rozdziale, gdzie poznajemy jego dzieciństwo i wielkie ambicje. Dowiadujemy się, że dorastał bez ojca, a także to, że dostał list polecający i właśnie z nim ma udać się do Barcelony. Krótko mówiąc – dostaje swoją życiową szansę.
Jego wątek jest jednym z nudniejszych w tej książce. Przez cały niemal czas towarzyszy mu szczęście, co sprawia, że jako bohater wydaje nam się odrealniony, choć jest on ponoć wzorowany na postaci historycznej, autentycznie żyjącej w Barcelonie z XI wieku. Nie ma właściwie sytuacji, kiedy bohater nie wyszedłby cało z jakiejś opresji – zawsze znajdzie się jakieś zrządzenie losu, które mu pomoże. Jest pracowity, odważny, inteligentny, taktowny, uczciwy i miłosierny i do tego platonicznie zakochany – zbyt dużo zalet, za mało wad. Na szczęście losy Martiego poprzeplatane są tym, co w książkach historycznych najbardziej lubię. Mianowicie dworskimi intrygami, spiskami oraz historią polityczną – w tym przypadku Ramona Berenguera, który – jak dowiadujemy się z okładki – zapałał występną miłością do Almodis z Marchii, hrabiny Tuluzy”. Te fragmenty książki są zdecydowanie najlepszymi, jakie wyszły spod pióra – lub raczej klawiatury – autora. Kolejną mocną stroną jest postać Ermesendy z Carcassonne, a także przedstawienie jej konfliktu z kochanką jej wnuka - władcy Barcelony. Hrabina jest twarda, inteligentna potrafi dobrze wykorzystać swoją pozycję. Almodis – jej główna rywalka, jest samolubna, odważna, chwilami okrutna. Także zwraca uwagę. Ramon – dzielny rycerz, jednocześnie zbuntowany, gnuśny, ogarnięty sprzecznymi emocjami, waha się pomiędzy babką a kochanką, tak naprawdę będąc zależnym od obu jednocześnie.
Nie ma jasno określonego czarnego charakteru, choć niewątpliwie do tej roli mógłby pretendować Bernat Montusci – wpływowa osoba na dworze hrabiego, która odegrała w życiu głównego bohatera bardzo ważną rolę.
Jak widzimy postaci są różne. Różnie są też przedstawione realia epoki. A warto wspomnieć, że mamy tutaj do czynienia z wczesnym średniowieczem (od 1052 do 1056), czasami raczej ciężkimi. Chwilami zostały one przedstawione zbyt brutalnie – pierwszy rozdział powalił mnie na kolana, natomiast czasami aż zbyt cukierkowo – miłość Martiego, iście z romansów rycerskich. Mimo wszystko nie mam do tego zbyt dużych zastrzeżeń. Książka swój klimat ma, chwilami potrafiła mnie zauroczyć i przez niektóre fragmenty przebrnęłam z szybkością strzały, jednak inne – w przeważającym stopniu te dotyczące Martiego – ciągnęły się niesamowicie długo.
Co mi się podobało. Wspomniane wcześniej dworskie intrygi i wątek Almodis i Ramona. Postać Ermesendy. Ciekawe dialogi, narracja w trzeciej osobie, narrator wszystkowiedzący, niezbyt nużące opisy, brak literówek, liczne przypisy, które ułatwiały mi czytanie. Swoisty klimat średniowiecznej Barcelony. Oraz sceny, które dotyczyły ojca Martiego, choć raczej smutne, pozytywnie wyryły się w mojej pamięci.
Co mi się nie podobało. Postać Martiego i większość fragmentów z nią związanych, pomijając może kilka nielicznych. Akcja często się rwie. Czasem mi to przeszkadzało i miałam ochotę ominąć wyjątkowo nudne rozdziały i przejść do tych ciekawszych, zdołałam się jednak powstrzymać. Nie spodobała mi się także cena, wahająca się w okolicach czterdziestu złotych – czytałam wiele książek, które mając podobną ilość stron, kosztowały mniej i były dużo ciekawsze. Choć to akurat jest kwestia do przedyskutowania.
Podsumowując – książkę warto kupić, chociażby dla tych scen rozgrywających się w Geronie, Tuluzie i – niektórych – w Barcelonie. A także dla ciekawie zarysowanych postaci – choć nie wszystkich. Książka raczej dla cierpliwych, dobra dla cierpiących na bezsenność – gwarantuję, że szybciej zaśniecie.
Zalety:
- przypisy
- ciekawe opisy
- ciekawie zarysowane postaci hrabiowskie
- wątek Almodis i Ramona
Wady:
- chwilami nudna
- główny bohater dość irytujący
- nieco wygórowana cena - choć to akurat kwestia dyskusyjna
Ocena: 3.5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 29.12.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46578 | Użytkownicy: 3567
Online(35): 27 gości i 8 zarejestrowanych:
Stefan B., Wojtex81, Salem_de_Lincourt, .moniaa., Dawied, Ell003, Janek Freund, Mii