Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Agent
O sobie: "Dream as if you'll live forever, live as if you'll die today"
Napisanych prac:
- wiersze: 7
- recenzje: 4
- proza: 9

Średnia ocen: 4.9
Użytkownik uzyskał: 36 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Menele" 03.04.2012
"Dobre kobiety" 07.02.2012
"Niesłyszalna brama" 15.10.2011
"Umierające ogrody" 04.10.2011
"Ty" 18.03.2012

Inne prace tego autora:
"Szarość" 02.10.2011
"Tryptyk studencki cz. I -..." 28.09.2011
"Andromeda" 02.10.2011
"Tryptyk studencki cz. II -..." 28.09.2011
"Istota" 11.10.2011


Najnowsze recenzje (wszystkie):
"Onyx boox A60" - RattyAdalan
"Fajerwerki próżności" - screamerty
"Trauma" - cudzy
"Każdy zrobił, co trzeba" - Astralka
"Mechaniczna pomarańcza" - Wrzos
"Wielka wojna diabłów, tom..." - MGryglicki
"I wciąż ją kocham" - Alabastrowa Marzycielka
"Gdzie indziej" - aubrey
"Diabeł. Autobiografia" - aubrey
"Ty" - emeryt

Wilki

Wykonawca: Wilki
Gatunek: Rock
Cena: 34,99 zł
Rok wydania: 1992
Wytwórnia: MJM Music Pl


Sztuka jest pojęciem abstrakcyjnym, a jej kontemplacja odbywa się na wielu płaszczyznach. Przenosząc się dwadzieścia lat wstecz, chciałbym uruchomić wyobraźnię czytelnika. Debiutancki album Wilków zabiera myśli daleko poza przestrzeń życiową. Muzyka przepełniona jest bogactwem doznań i emocji, które tak rzadko spotykamy w dzisiejszych kompozycjach.

Już pierwsze dźwięki albumu pokazują, że mamy do czynienia z nietuzinkowym przedsięwzięciem. Eroll, czyli „cień" w indiańskim narzeczu, jest podróżą po meandrach ojczyzny czerwonoskórych szamanów. Bębny, tworzące swoiste intro, rozrysowują obraz tańczących wokół ogniska Indian. Wrażenie to podtrzymane jest kilkukrotnym pojawieniem się samego szamana w tekście. Skupiony odbiorca zapragnie wstać i zacząć pląsać w rytm kompozycji. Także kolejny, bardziej gitarowy utwór, Nic zamieszkują demony, podtrzymuje klimat mistycyzmu. Skojarzenia ze światem pozaziemskim wywołuje zawodzący śpiew wokalisty połączony z szaleńczą solówką gitarową. Nie jest ona ani szybka, ani skomplikowana, lecz przenosi słuchacza w wyodrębnioną przestrzeń. Kontemplując pieśń w ciemnym pomieszczeniu można niemal poczuć na karku oddech rzeczonych demonów.
Trzecia piosenka na płycie przyniosła debiutującemu zespołowi popularność trwającą do dziś. Okazało się, że piosenka zaśpiewana po angielsku także może zdobyć serca polskich słuchaczy. Biją z niej tak silne emocje, że nawet nieznający języka laik nie pozostanie obojętny wobec Son of the blue sky. Jeśli wierzyć informacjom, jakoby napisana została z myślą o nieżyjącym przyjacielu zespołu, to powstaje nam całkiem gęsta mgiełka metafor, unosząca się nad kompozycją niczym umarli nad błękitnym niebem.
Następny track, Amiranda, to zdecydowanie najostrzejszy numer albumu. Jest tu zadziorna gitara i wściekły, pełen intensywności śpiew, wyrażający być może walkę między kochankami. Pojawiają się tu motywy cygańskie, więc wachlarz inspiracji rozpościera nam się już od czerwonoskórych Indian po kolorowe suknie i wozy cyrkowe.
Po takiej eksplozji gniewu oczekuje się przerwy... Nic z tego. Utrzymana w spokojnym tonie Rachela dręczy swoją tajemniczością i podszytą melancholią agresywnością, atmosferą niezaspokojenia. Podmiot ukryty w tekście jest wyraźnie zniecierpliwiony i zdesperowany, przepełniony namiętnością i podnieceniem. Nie wiadomo, czy doszukiwać się inspiracji Gawlińskiego w Biblii, czy w Weselu Wyspiańskiego. A może stworzył zupełnie nową postać literacką, kobietę, której nie można posiąść, tajemniczy głos towarzyszący przejściu spokojnej ballady w krzyk nienasycenia?
W końcu przychodzi czas na pierwszą naprawdę spokojną piosenkę, na Beniamina. Jest to historia wiecznej wędrówki, która nabiera sensu dopiero, gdy znajduje się kogoś, z kim warto iść przez świat. To alegoria życia, przywołująca na myśl antyczny topos homo viator.
Po chwili refleksji z głośnika wydobywa się apel do powstania i bliżej nieokreślonej walki. Być może jest to nawoływanie do batalii o ideały, dziedzictwo, zachowanie czystej formy sztuki. Słowa VIVE L'A ARTE, występujące w tekście Gloryii, zdają się być manifestem wolności, domaganiem się swobody wyrazu i spełnienia artystycznego.
W opozycji do walki stoi hymn o pokoju - pieśń poświęcona Aborygenowi. Jest ona modlitwą, wezwaniem do porzucenia negatywnych emocji i wsłuchania się w naturę:

Niech słowa pięści zamienią w szum wody
Niech przyjdą noce szalonej miłości
Niech to co wzięte zostanie oddane
Niech to co inne zostanie pokochane.


Skojarzenia z protest songiem są jak najbardziej poprawne, choć nieco ryzykowne. Każda kompozycja znajdująca się na albumie zgrabnie wymyka się poza wszelkie ramy, mieszając stylistyki, standardy i koncepty.
Trzy utwory kończące płytę utrzymane są w spokojnej, łagodnej tonacji. Eli Lama Sabachtani to ostatni, rozpaczliwy lament przebitego serca. Z utworu emanuje głęboki ból, a sam tytuł, zaczerpnięty prosto z Biblii, pozostaje przejawem zatracenia wszelkiej nadziei, ostatecznej rezygnacji. Jest więcej niż pewne, że pieśń wycisnęła niejedną powstałą na skutek rozstania łzę. Z ulicy kamiennej i Uayo zamykają płytę w aurze tajemnicy. Znów pojawiają się elementy zahaczające o mistycyzm, zmieszany jednak z większą dawką osobistych odczuć podmiotu. Jeden z wersów ostatniego utworu na płycie zdaje się być dobrym podsumowaniem albumu:

Wyśpiewajmy miłość i łzy.

Podróż przez sensy naddane Wilków czas zakończyć, nadeszła pora na pozostałe elementy albumu. Dotychczas wspominałem tylko o liderze, a przecież zespół składa się także z instrumentalistów. Muzyków, którzy bunt zawarty w słowach dopełniają, a nawet uwydatniają dźwiękami, melodiami stanowiącymi o klimacie całości. Dzięki nim przejście z agresywnego apelu do pacyfistycznego manifestu wypada bardzo naturalnie. Różnorodność instrumentów, balansowanie na granicy tempa spokojnego i szaleńczego, a także niebywały talent ponad dziesięciu artystów - to wszystko sprawiło, że album rozszedł się w niemal milionie egzemplarzy, co na początek demokratycznej Polski było osiągnięciem nietuzinkowym. Wspomniany urodzaj sprzętu grającego momentami prowadzi niestety do przerostu formy nad treścią. Są fragmenty, kiedy zbyt wiele rzeczy nachodzi na siebie, tworząc nieprzyjemny zgrzyt (np. końcówka Beniamina).

Warstwa tekstowa jest bardzo mocną stroną tego wydawnictwa. Słowa napisane przez Gawlińskiego traktują o rozmaitych rzeczach, zdają się być podszyte naturalizmem. Można oczywiście zarzucić autorowi monotematyczność, album otacza szeroka smuga miłości, nie jest ona jednak wciskana odbiorcy pompatycznie i na siłę. Źródeł inspiracji kolejnych wersów jest tak wiele, że gdyby pokusić się o ich skompletowanie, powstałaby całkiem spora praca licencjacka.

Osobny fragment należy się frontmanowi zespołu, Robertowi Gawlińskiemu, którego obecność wyczuwalna jest w każdej sekundzie nagranego materiału. Autor kompozycji i tekstów, wokalista, gitarzysta i dobry duch czuwający nad całością albumu, wyprowadzający okręt zwany Wilkami na spokojne wody legend polskiej sceny rockowej. To między innymi jego wokal sprawia, że płyta jest tak genialna, że wraca się do niej z największą przyjemnością: momentami spokojny, często potrafiący wykrzyczeć swoje racje, napiętnowany emocjami, które pozwalają utożsamić się z bohaterem. Dla zachowania rzetelności trzeba przyznać, że nie jest idealnie czysty, zdarza się nawet fałsz, który może przeszkadzać.

Wilkom udało się stworzyć niepowtarzalny, surowy klimat, choć album z pewnością jest dziełem skończonym i oszlifowanym. Świadczyć o tym może chociażby klamrowe zamknięcie indiańskimi motywami. Niezależnie od tego, w jakim kierunku Wilki poszły w późniejszych latach, ich debiut wypadł znakomicie i dzięki niemu trafili do płytoteki niejednego melomana. Płyta zmusza do refleksji, a każdy utwór ma ukryte znaczenie, którego się szuka z przyjemnością. Sztuka przez wielkie S.

Zalety:
- niepowtarzalny klimat
- teksty
- zaangażowany wokal

Wady:
- teksty
- nieczysty wokal




Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 29.09.2011r.

1     

cień Niepewności 30 09 2011 (12:28:53)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Zamieściłeś drogi autorze trzecią bardzo dobrą recenzje na tym portalu. Co do obserwacji, języka, kompozycji, nie można się przyczepić. Wszystko jest wręcz kunsztowne. Jednak ja czepiać się mam zamiar. Nie dla tego, że coś jest źle, ale dlatego, że nie ma rzeczy doskonałych, a do tworzenia doskonałości powinniśmy małymi kroczkami dążyć. Zatem, nie traktuj tego z byt poważnie, jako przytyki wynikające z niechęci do Ciebie bądź z zazdrości, ale jako coś co może Tobie się przydać w przyszłym pisaniu. Mówiąc krótko:

1. Tekst jest dość długi jak na recenzje. Fakt nie ma tu jakiegokolwiek lania wody, wszystko jest spójne i konkretne. Całą recenzje można chyba podzielić na dwie części: szczegółową i ogólną. Obie wypadają dość dobrze, a każda z nich może stanowić trzon oddzielnej recenzji. Z tego co zaobserwowałem, to recenzje płyt muzycznych opierają się najczęściej na "szczegółach", ALBO "ogólnikach", rzadko łączą się w jednym tekście (Wynika to chyba z "dziennikarskiej oszczędności papieru", ale ja już w to nie wnikam). Zastanów się zatem nad problemem ile rzeczy naprawdę niezbędnych zawarłeś w tej recenzji. Jej długość może odstraszać niektórych ludzi, zresztą też panuje taka maniera by wszystko było zwięzłe i na temat. Również gabaryty mogą spowodować, że w razie twoich chęci twoja recenzja nie dostanie się do druku. Oczywiście w internecie ten drugi problem nie istnieje, ale fakt, faktem powinieneś się zastanowić nad "niezbędnością" tego co Twoje recenzje powinny zawierać.

2. Biorąc pod uwagę, że płyta miała premierę wiele lat temu, to o czym zaraz napisze nie wydaje się być tak dużym błędem, byłoby jednak karygodne, gdyby dotyczyła jakiejś nowości. Chodzi mi tu o twoje "interpretacyjne" wstawki, czyli wszystko to co objaśnia i wyjaśnię znaczenie tytułów, czy nawiązań do dzieł literackich. Jest to ciekawe, ale pisząc o tym, pozbawiasz przyszłego słuchacza przyjemności z pewnych "gier" pomiędzy twórcą a odbiorcą. Nie pozwalasz mu samodzielnie doszukiwać się znaczenia słów (Eroll, Eli Lama Sabach tan), szukania wskazówek dotyczących postaci (Benjamin, Rachel).... Oczywiście twoja recenzja płyty po 20 latach ma pewien charakter przypomnienia zjawiska jakim było wydanie pierwszej płyty Wilków i z tego powodu jedynie może zostać tobie to wybaczone.

3. Tu czas na moje osobiste odczucie: Przez całą recenzje prowadzisz czytelnika jak po sznurku pomiędzy kolejnymi akapitami, budujesz bardzo obrazowe metafory, tłumaczysz, "co z czego i dlaczego"- dla mnie to czysta manipulacja. Nie pozostawiasz przyszłemu odbiorcy wyboru tego nad czym SAM mógłby się zachwycić. Wszystko tłumaczysz jak jakiś mentor, nie dając mu możliwości odkrywania niektórych rzeczy samodzielnie. Oczywiście podkreślasz subiektywność wypowiedzi, ale ilość twoich spostrzeżeń jest tak duża, że mnie osobiście przytłoczyła. Po przeczytaniu nie mogłem pomyśleć nic innego jak: on ma racje. Czy to wada, czy zaleta to już oceń sam.

Napisałem co myślałem, co weźmiesz jest twoje.

Agent 02 10 2011 (20:27:41)
Tekst miał być recenzją, ale gdzieś po drodze wymknął mi się z typowych ram, postanowiłem przekazać czytelnikowi to, co sam czuję, w nadziei, że poczuje to samo


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46578 | Użytkownicy: 3567
Online(36): 27 gości i 9 zarejestrowanych: Stefan B., Wojtex81, Salem_de_Lincourt, Yumiko, .moniaa., Dawied, Ell003, Janek Freund, Mii

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl