warto go przeczytać
Autor książki: Kenneth Boegh Andersen
Rodzaj: Młodzieżowa, przygodowa
Język: Duński, przekład Frank Jaszuński
Stron: 373
Wydawca: Wydawnictwo Jaguar
Powiem szczerze, że znów recenzja Wielkiej wojny diabłów sprawiła mi diablo wielkie problemy. Ogarnia mnie nieokreślone odczucie, podobne do towarzyszącego przy II tomie Pana Lodowego Ogrodu Grzędowicza. Przy czym, mam nadzieję, pozycja Andersena nie rozczaruje mnie tak jak przygody Vuko Drakkainena.
O co chodzi – po skończeniu drugiego tomu Pana... czułem, że kolejny będzie słabszy. Przewidywania się sprawdziły i tom III skończyłem trochę na siłę.
Z Wielką wojną diabłów może być podobnie. Podczas gdy dwa pierwsze tomy trzymają wyraźnie dobry poziom, rodzą się pewne obawy co do trzeciego. Dlatego też, skończywszy czytać, mam mieszane uczucia. Z jednej strony Andersen napisał dokładnie tyle, ile trzeba było. Nic nie przeciągnął, niczego nie pominął. Na plus trzeba zaliczyć też, że początek książki jest o wiele ciekawszy. Można powiedzieć, że stopniowanie napięcia i powolne przybliżanie niebezpieczeństwa jest stare i oklepane, jednak wciąż sprawuje się bardzo dobrze.
Fabuła sama w sobie jest dość ciekawa. Kradzież stuściennej kostki, należącej do Śmierci (w małej, zgarbionej osobie Mortimera), powrót Filipa do zaświatów i umowa zawarta między starcem a chłopcem. Utarczki i zatargi wśród diabłów, prawie że rewolucja w Piekle. Spokojnie, więcej nie zdradzę, przeczytajcie sami!
Lepiej od fabuły, moim zdaniem, prezentuje się świat. Po raz kolejny dostajemy pełny, zgrabny obraz, mający perfekcyjną ciągłość od części pierwszej. Andersen przewidział wszystkie możliwe skutki pobytu Filipa Engella w Piekle i znów stworzył unikat.
O, właśnie. To nie jest tak, że tylko Filip wpłynął na Piekło. Dzięki pobytowi u Lucyfera, nasz aniołek staje się troszkę diabełkiem. Nie waha się przed popularną za mojej młodości „złodziejką” (chociaż ja częściej chodziłem na czereśnie), czy silnym ciosem w brzuch. Wciąż na czole ma resztki swoich rogów i, od czasu do czasu, rozmawia z Satiną. Kolejny aspekt, w którym książka została dopieszczona.
Są to niewątpliwie plusy książki. Wszystko jest tak wymuskane, że nie przeszkadzały mi nawet pewne motywy, wspólne wszystkim książkom młodzieżowym. Tak, tak, chodzi o życie uczuciowe głównego bohatera. Nie, nie powiem – przeczytajcie sami!
Z drugiej strony jest tylko jeden zgrzyt, ale bardzo duży. Jakoś tak nie czułem tego napięcia, związanego z kostką. Andersen poprowadził to bardzo dobrze pod kątem warsztatu. Coś jednak nie zaskoczyło dokładnie tak, jak powinno. Mam nadzieję, że nie jestem na to po prostu za stary. Możliwe, że miałem zbyt długą przerwę między Uczniem... a Kostką... Jest to moje subiektywne odczucie, które absolutnie nie powinno Was odstręczyć od sięgnięcia po Wielką wojnę diabłów.
Mam nadzieję, że trzeci tom ukaże się wkrótce. Mam też nadzieję, że nie podzieli losu Pana lodowego ogrodu.
Chciałbym jeszcze raz móc nacieszyć się wzorową książką młodzieżową. Warsztat Kennetha B. Andersena jest, w swojej kategorii, bardzo dobry. Natomiast Wielka wojna diabłów to wspaniała rozrywka na wolne chwile, podczas opalania lub nudnego, niedzielnego popołudnia.
Zalety:
- Bardzo dobry poziom warsztatowy;
- Ciekawa fabuła;
- Perfekcyjnie stworzony świat;
- Lekkość lektury
Wady:
- Nie widzę (mam nadzieję, że za słabe okulary nie mają na to wpływu)
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 17.07.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46578 | Użytkownicy: 3567
Online(35): 26 gości i 9 zarejestrowanych:
Stefan B., Wojtex81, Salem_de_Lincourt, Yumiko, .moniaa., Dawied, Ell003, Janek Freund, Mii