Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: MGryglicki
Imię: Maciek
Skąd: Lubartów
O sobie: Emeryt.
Napisanych prac:
- nowości: 25
- wiersze: 4
- recenzje: 24
- artykuły: 6
- wywiady: 1
- proza: 20

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 252 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Lód" 23.03.2011
"Łowca Czarownic, Tom I:..." 25.09.2011
"Złodziej dusz" 17.08.2011
"Tajny wywiad cara Grocha" 05.08.2011
"Wielka wojna diabłów, tom..." 17.07.2011

Inne prace tego autora:
"Ja, Inkwizytor. Dotyk zła." 19.10.2010
"Magia Kąsa" 18.02.2010
"Strażnicy Veridianu tom..." 18.10.2011
"Śmierć Bogów: Księga..." 11.01.2009
"Strażnicy Veridianu tom I:..." 26.05.2011


Najnowsze recenzje (wszystkie):
"Onyx boox A60" - RattyAdalan
"Fajerwerki próżności" - screamerty
"Trauma" - cudzy
"Każdy zrobił, co trzeba" - Astralka
"Mechaniczna pomarańcza" - Wrzos
"Wielka wojna diabłów, tom..." - MGryglicki
"I wciąż ją kocham" - Alabastrowa Marzycielka
"Gdzie indziej" - aubrey
"Diabeł. Autobiografia" - aubrey
"Ty" - emeryt

Wielka wojna diabłów, tom I: Uczeń Diabła.

Autor książki: Kenneth Boegh Andersen
Rodzaj: Młodzieżowa, przygodowa
Język: Duński, przekład Frank Jaszuński
Stron: Brak danych
Wydawca: Wydawnictwo Jaguar


Diablo ciężko zabrać się do recenzji, gdy jest się nastawionym do gatunku ogólnie negatywnie, a ta jedna pozycja wywiera dobre wrażenie.

Nie lubię powieści młodzieżowych. Miałkich przygód półbohaterów, których największym problemem są oczęta jakiejś dziewczynki/jakiegoś chłopca, które rzucają płoche spojrzenia. Do tego dochodzi ich wnętrze, finezją dorównujące poniemieckiemu bunkrowi. Dylematy natomiast są małostkowe, nieistotne, rozpatrywane nawet nie tyle z jednej strony, co z połowy punktu widzenia.
Czasami zdaje mi się, że autorzy powieści młodzieżowych traktują czytelników jak półinteligentne istoty, będące odbiorcami tylko mass-medialnej lub pop-kulturowej papki. A to co najmniej smutne. Bo przecież książka ma rozwijać – przynajmniej teoretycznie.

Właśnie z takim podejściem zasiadłem do pozycji Kennetha Boegha Andersena. Zaskakująca zbieżność nazwisk, prawda?
Ale nie bójcie się, pierwszy tom Wielkiej wojny diabłów nie ma za wiele wspólnego ze smutno – sadystycznymi opowieściami. Na przykład tą o dziewczynce umierającej na mrozie. Łączy go z nimi, na dobrą sprawę, tylko jedna rzecz.
Uczeń diabła został po prostu dobrze napisany. Czuć kunszt; porównywać tę pozycję do innej literatury młodzieżowej to troszkę jakby zbrodnia. Taka mała, wymagająca tylko klapsa, ale jednak. Pisząc o zaletach i wadach książki, wprowadzę Was, drodzy czytelnicy, w ma... wróć! piekielny świat Filipa Anioła.

Po pierwsze – suspens, lub, jak kto woli, napięcie (z francuskiego). Towarzyszy nam w zasadzie przez cały czas czytania książki. Może poza słabym, sztampowym początkiem, w którym nie dzieje się NIC wyjątkowego. Jednak już pierwsza chwila Filipa w piekle zarzuca na nas sieć, zastawia sidła. Aż chce się czytać o tym, jak schorowany Lucyfer wybrał złe... wróć! dobrego chłopca na swoje miejsce.
Dlaczego Filip jest niewłaściwym następcą Niosącego Światło? To w zasadzie pytanie bardzo łatwe: jest chłopcem do cna dobrym, uprzejmym, miłym, pokornym. Nie chowa urazy, nie czuje gniewu, nie ma nic nikomu za złe. Taki ktoś ma zostać następcą Mistrza Zła? Jak się okazuje, bardzo łatwo może do tego doprowadzić.

Zastanawiacie się pewnie dalej, skąd dwa wcześniejsze przeinaczenia? Dopracowanie świata. Piekło Andersena jest tak wymuskane, że nawet mówi się odwrotnie niż u nas. Wszystko jest niby tak samo jak na ziemi, a jednocześnie zupełnie inaczej. Autor wykorzystał wzorce ludzkiego życia i na ich bazie stworzył rzeczywistość diabłów. Podobieństwa do naszej codzienności to chociażby konieczność uczęszczania do szkoły, prawie ludzkie uczucia mieszkańców Otchłani, normalna praca dorosłych diabłów, demonów, Smokonów. Obrazu piekła, obok słownictwa, dopełniają m.in.: jadłospis, pory aktywności (noc/dzień), stosunek postaci do siebie.
Równie doskonale Andersen dopracował istoty z piekła rodem. W książce znajdziemy obok wymienionych wcześniej: szeptaczy, wargi oraz banshee. Nawet kary, jakie autor przewidział dla potępionych, są bardzo dobrze przemyślane. Dodatkowym smaczkiem jest spotykanie na swojej drodze postaci takich jak Dawid czy Goliat.
Skomplikowane? Gdzie tam, idzie się przyzwyczaić. I jest to bardzo przyjemne, powiem szczerze.

Kolejna, największa chyba, zaleta książki – tajemnica, która napędza fabułę. Jakim cudem Lucyfer jest chory? Co się stało? Co będzie, gdy umrze? Czy w ogóle może umrzeć? Pytania te zostają bez odpowiedzi aż do samiutkiego końca. I nie trzeba wyjaśniać nic ponad to, że zagadka ta została zbudowana w stylu przygód Philipa Marlowe’a. Główny bohater miota się w sieci wątpliwości, odkrywa prawdę krok po kroku, aż do znalezienia rozwiązania. Od strony stopniowanego odsłaniania tajemnicy, książka jest wzorowa.

Dwie ostatnie dobre cechy, o których warto wspomnieć – akcja ogólnie oraz morał.
Akcja jest naprawdę ciekawa. Szybka, przeprowadzona bardzo płynnie, obfitująca w gwałtowne zwroty. Słowem – nie nudzimy się ani przez moment. To właśnie ona wciąga nas w wir przewrotnych zdarzeń, sprawia, że od książki ciężko się oderwać.
Morał jest między wierszami. Jest to bardzo miłe, że książkę można odebrać też troszkę inaczej. Uczeń Diabła pod rozrywkowymi treściami dotyczącymi perypetii Filipa, Lucyfera, kota Lucyfaksa oraz kusicielki Satyny przemyca treści, które w inny sposób byłyby lekkostrawne tylko dla miłośników filozofii Dalekiego Wschodu. Nie będę wyjaśniał wszystkiego, warto jednak przy okazji dynamiki głównego bohatera zastanowić się nad pokusami, emocjami i wartością spokoju ducha.

Jako antyfan książki młodzieżowej sądziłem, że wypunktowanie błędów będzie bezproblemowe. A jednak – nie.
Moi drodzy, błędów nie ma. Wprawdzie czytałem tylko egzemplarz przedwydawczy, ale bazując na marce Wydawnictwa Jaguar, wszelkie niedoskonałości wynikające z tłumaczenia zostaną wygładzone i dostosowane do naszej mentalności.

Jedna, jedyna rzecz, jakiej mi zabrakło, to retardacja akcji w stylu R. Ludluma w punkcie kulminacyjnym. Takie przedłużenie, która sprawia, że jakiekolwiek by zakończenie nie było, negatywne czy nie, to bicie serca słychać w całym mieszkaniu, a czytając odkrywasz nagle, że masz spocone dłonie.

Podsumowując Ucznia diabła mogę chyba powiedzieć, że wywołuje on pewien niepokój (czuć wyraźne nawiązania do Mistrza i Małgorzaty). Nie jest to jednak typ niepokoju, który sprawia, że chciałem uciec aby dalej od tej książki. Jest to uczucie podekscytowania przygodami, jakie serwuje nam Andersen. Gniew jak gniew Filipa; smutek jak smutek Lucyfera; zaciętość jak zaciętość Satyny; złość jak złość Aziela. Stopień współodczuwania z bohaterami powieści jest bardzo wysoki. W dzisiejszych czasach to dość rzadkie zjawisko.
Myślę, że wasza przyjemność z lektury będzie porównywalna do mojej. Słowem – zachęcam!

Zalety:
- Dobrze przeprowadzona akcja;
- Różnorodne, szerokie nawiązania;
- Tajemnica, suspens, fabuła;
- Jasność i przejrzystość stylu autora;

Wady:
- Trudność może sprawiać 'duńska' myśl o Piekle;
- Brak wyraźnej retardacji na samym końcu;




Ocena: 4.5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 13.03.2011r.

1     

Szpieg Don Pedro 13 03 2011 (19:57:56)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Macieju,

Na drodze rozmowy ustaliliśmy już pewne sprawy, niemniej nie wypada i tu o nich wspomnieć.

W styl publicystyczny w jaki wpisuje się recenzja, zakłada obiektywizm - choć ten w pełnym wymiarze, nieosiągalny, człowiek istota niedoskonała a i stronnicza -wiadomo. To nie wiem czy dobrym pomysłem na rozpoczynanie recenzji, tym samym rzetelnej i obiektywnej oceny jest zarzekanie się "jak ja nie lubię, nienawidzę i gardzę" wspomnianym tematem. Cóż, ile ludzi tyle podejść, jednak na coś te wyznaczniki istnieją. Zatem potraktuje to jako rodzaj swoistego artyzmy, który we wstępie znaleźć się może, lecz coś jeszcze przemycasz.

/(...)Kennetha Boegha Andersena. Zaskakująca zbieżność nazwisk, prawda? Ale nie bójcie się, pierwszy tom Wielkiej wojny diabłów nie ma za wiele wspólnego ze smutno – sadystycznymi opowieściami. Na przykład tą o dziewczynce umierającej na mrozie./

Te niewybredne, obrazoburcze porównanie do Andersena, mistrza gatunku baśni oraz jednego z klasyków tegoż gatunku "dziewczynki z zapałkami", dla mnie już nie tyle szydercze, satyryczne co nie na miejscu. W dalszej części opisu recenzowanej książki nie znalazłem cienia argumentu, na który mógłbyś się powołać przy tak kąśliwym zestawieniu tych dwóch takich samych a różnych nazwisk.

Wirtuozerię i swobodne traktowanie formy przeżyć mogę, co więcej nawet ma to swój smaczek. Natomiast, dalszą cześć czytałem nie tyle zainteresowany opisywaną książką, co z pytaniem dotyczącym cytowanych słów - Celowe? Czy "chlapnął" tym skojarzeniem, bez głębi? Wprowadzając w atmosferę książki, sprawiłeś że ciekawiła mnie bardziej zasadność Twoich słów, niż sam przedmiot recenzji, większego "minusu" chyba dla tego rodzaju tekstu publicystycznego niema.

Co d konstrukcji, spójnie i nawet proporcjonalnie. Akacje, fabułę (z głównym wątkiem,)styl pisarza i konstrukcje świata przybliżyłeś dość szczegółowo, tym samym nie odbierając potencjalnemu czytelnikowi radości "odkrywania" tych faktów. Dalej, w zakończeniu znów wraca wlekące się od samego początku poczucie poczucie uprzedzenia - "antyfan", "wypunktowanie", raczej określenia nie pozbawione emocji. Dalej kolejna rzecz która zmierziła mnie strasznie po Andersie (właściwym, "baśniowym"), kolejne bezpodstawne porównanie do Ludluma.

Gdzie temu pisarzynie do Ludluma! - myślę. Szukam uzasadnienia, w dalszej części tekstu. Ostatni akapit, nie ma. Wzdycham.

Porównywać można tylko wtedy, gdy występuje zasadność ku temu! Jeśli nie jest ona oczywista, należy ją przybliżyć, atu ani słowa, jest tylko przedmiot porównania, stanowczo za mało na choćby wrażenie rzetelności.

Reasumując zaczęło się źle, skończyło tragicznie. Lecz pomiędzy "artyzmem" znalazła się właściwa recenzja, kompleksowa, szczegółowa dość optymistyczna dla książki, lecz z ust "antyfana" - /Słowem – zachęcam!/, za bardzo mnie nie przekonuje. Z technicznego punktu widzenia, zawarłeś raczej wszystko, co istotniejsze fakty eksponując co równie ważne, lecz nie tyle mnie zaciekawiłeś co wywołałeś spore kontrowersje. Z estetycznego punktu widzenia, czuję się okaleczony. Nie mniej, OBIEKTYWNIE bo były wzloty i upadki, a całość "poprawnie" - dobrze.

Pozdrawiam,
Stalówka

mynemesis 13 03 2011 (11:52:13)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Recenzja bardzo dobra, rzucił mi się w oczy jeden błąd - brak dużej litery na początku zdania o piekle. Tak poza tym - wyśmienicie. Do książki czuję się zachęcona, myślę że z zaciekawieniem ją przeczytam gdy tylko zostanie wydana ;].
Daję 5 z plusem ;-)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46578 | Użytkownicy: 3567
Online(37): 28 gości i 9 zarejestrowanych: Stefan B., Wojtex81, Salem_de_Lincourt, Yumiko, .moniaa., Dawied, Ell003, Janek Freund, Mii

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl