warto go przeczytać
Autor książki: Eric-Emmanuel Schmitt
Rodzaj: zbiór opowiadań
Język: polski
Stron: 240
Wydawca: Wydawnictwo Znak
Eric-Emmanuel Schmitt jest – mogę śmiało powiedzieć – jednym z bardziej poczytnych autorów, który po spektakularnym sukcesie Oskara i Pani Róży konsekwentnie realizował swoją literacką drogę(z małymi wyjątkami) tworząc krótkie, klarowne historie, „mikropowieści”, uderzające w uczucia czytelnika.
Rzecz podobna miała miejsce w Trucicielce, w której to mamy do czynienia z czterema opowieściami, złożonymi w jedną książkę. Wydawać by się mogło – ot, po prostu zbiór opowiadań, które łatwiej wydać razem, bo dzięki temu istnieje większe prawdopodobieństwo, że któraś historia spodoba się czytelnikowi, tym samym zwiększając spektrum sukcesu całości.
Zasadniczo opowiadania służą chwilowemu się oderwaniu od rzeczywistości, bo determinuje je do tego, sama w sobie, ich zwięzła forma. Szczerze powiedziawszy, sam podchodzę do zdecydowanej większości w ten sposób. Tym razem jednak musiałem, bądź co bądź przez zamysł autora, uczynić wyjątek.
Trucicielkę, Powrót, Koncert Pamięci Anioła i Elizejską Miłość łączy nie tylko wyjście spod tego samego pióra, ale również zagadnienia poruszane w tych opowiadaniach(w każdym w inny sposób): obsesja, miłość, wiara, śmierć oraz… postać świętej Rity. Jednak jak to możliwe, że historia kobiety, która otruła swoich trzech mężów; ojca, który mentalnie, po otrzymaniu telegramu, uśmiercał po kolei swoje córki; Axela i Chrisa, którzy na przestrzeni dwudziestu lat zamienili się rolami Kaina i Abla; czy wreszcie pary prezydenckiej, żyjącej w medialnych maskach, których miłość ustępowała miejsca nienawiści – i na odwrót – że te cztery pozornie niezwiązane ze sobą historie połączone są kamieniami milowymi, służącymi rozwikłaniu głębszej refleksji, serwowanej przez Schmitta?
Nie udałoby mu się to bez ubrania całości w lekką formę opowiadań oraz bez języka – konkretnego, lekkiego, choć niekoniecznie reportażowego! Czytelnik nie tylko wchodzi w światy kreowane przez Schmitta, ale staje się ich współtwórcą, chociażby przez wzgląd na własne rozważania po zakończeniu lektury.
Ułatwiają to notatki autora, umieszczone na zakończenie książki, gdzie autor dzieli się swoimi przemyśleniami odnośnie samych opowiadań, ale i tego, czym jest dla niego sama forma opowiadania. Nawiasem mówiąc, notatki te pozwalają dostrzec w każdej opowieści coś, co umknęło naszej uwadze, dlatego zachęcam do skonfrontowania ich z własnymi myślami na zakończenie czytania.
Eric-Emmanuel Schmitt ma to do siebie, że każda z opisywanych przez niego opowieści to balansowanie między kiczem i tanim banałem, a czymś rzeczywistym, momentami lekko patetycznym. Tak też było w Trucicielce. I za każdym razem, szokuje mnie, że znowu(!) udało mu się wyjść z tego balansowania obronną ręką.
Momentami raziła przewidywalność dalszego ciągu fabuły, nietrafiony opis do konkretnej sytuacji czy przerysowanie, ale tylko w momentach ekstazy, bohaterów. W opowiadaniach, co podkreśla w notatkach sam autor, ważna jest precyzja, bo każde potknięcie będzie zauważone, wypomniane, co w tym momencie, pro forma, robię.
Trucicielka dała Schmittowi Literacką Nagrodę Goncourtów, jeden z najważniejszych literackich laurów, jakie pisarze mogą otrzymać. Czy słusznie? Pozwolę to zachować dla siebie, żeby każdy zweryfikował to samemu.
Zdradzę tylko, że moim ulubionym opowiadaniem stało się Koncert Pamięci Anioła.
Ocena: 0
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 05.02.2012r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46578 | Użytkownicy: 3567
Online(43): 32 gości i 11 zarejestrowanych:
Stefan B., Wojtex81, Salem_de_Lincourt, Yumiko, utopistka, RattyAdalan, .moniaa., Dawied, Ell003, Janek Freund, Mii