warto go przeczytać
Autor książki: Marianne Curley
Rodzaj: Fantastyczno - przygodowa
Język: Angielski, tłum. Małgorzata Kaczarowska
Stron: 432
Wydawca: Wydawnictwo Jaguar
Długo zastanawiałem się, jakimi słowami zacząć tę recenzję. Chciałem, żeby była lepsza niż poprawna. Miała wciągnąć od pierwszej do ostatniej literki, miała zafascynować, miała rozpalić emocje... zupełnie jak Mrok.
Druga część Strażników Veridianu nie podtrzymała sukcesu pierwszego tomu trylogii. Przerosła Straż o jakieś pół głowy. Niby niewiele, ale jednak.
Klimat okładki został utrzymany. To spory plus – wydawnictwo tworzy pewną rozpoznawalną markę. I tyle o okładce, bo fajerwerków nie ma.
Wybuchają one dopiero w pierwszej chwili czytania. Płynne przejście z pierwszej do drugiej części sprawiło, że ciśnienie skoczyło na poziom zagrażający zdrowiu. Lathenia, przysięgająca krwawą zemstę wprowadza pożądany na początku książki niepokój. Pierwszy rozdział rzuca w wir akcji, nie daje jednak ani na chwilę zapomnieć o śmiertelnym zagrożeniu.
Jedyna wada całego zabiegu jest taka, że napięcie zbyt szybko zostało rozładowane. Na dodatek w sposób, który nie spełnił moich oczekiwań. Być może w świecie przedstawionym wynika to z uzdrawiających mocy Isabel, ale opis ran jest zdecydowanie zbyt mało dobitny. Powiedziałbym, że prawie cukierkowy.
Fabuła jest bardzo konkretna. Bogini Chaosu dopełnia swojej zemsty: porywa Arkariana i mocno miesza w historii świata. Straż ponosi serię porażek, a świat zmienia się na gorsze w tempie wykładniczym. Jak wybrną z tego bohaterowie? Jak wielkie zmiany spowoduje osłabienie Veridianu na całe dziesięć dni? Czy DA SIĘ przetrwać w Świecie Podziemnym, okrutnym miejscu, zamieszkanym przez istoty bez duszy? Kto jest zdrajcą w szeregach Straży?
Akcja przeprowadzona jest na przestrzeni około dwóch tygodni. Co tylko świadczy o tym, jaka jest szybka. Autorka nie ma czasu na bezsensowne dywagacje i zbędne motywy – od razu przechodzi do sedna. Dzięki temu pół książki czyta się jednym tchem, a zakończenie sprawia, że chce się więcej. Przeczytawszy ostatnie słowa – wypowiedź Loriana – jestem pewien, że sięgnę po trzecią część.
Obok wszystkich plusów książki jest jedna sprawa, która nie dała mi spokoju. Gwoli wyjaśnienia: w każdym rozdziale Straży zdarzenia opowiadał jeden z bohaterów. Szkoda, że w Mroku ogranicza się to do Isabel i Arkariana. Naprawdę brakowało mi narracji z perspektywy Matta, nie mówiąc już o Ethanie. Niestety, musiałem się zadowolić tylko tą dwójką.
Wypływa z tego wspomniana „cukierkowość” opisu ran czy walk. Nie to, że wymagam od każdej książki jakiegoś makabryzmu, swądu palonego mięsa i hektolitrów krwi. Tym razem jednak wszystko zostało przeciągnięte w drugą stronę, na czym stracił realizm. Oczywiście trzeba dopasować treści do wieku odbiorcy, ale moim zdaniem Curley przesadziła.
Podsumowanie może być jedno: ktoś, kto sięgnął po pierwszą część Strażników Veridianu drugą również będzie zachwycony. Kto nie kupił pierwszej części... cóż, może od razu nabyć dwie. Albo poczekać na zakończenie trylogii, zapowiedziane na wiosnę 2012.
Zalety:
- Wartka akcja;
- Wciągająca fabuła;
- Bardzo dobre rozwinięcie części pierwszej.
Wady:
- "Cukierkowość" niektórych opisów.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 18.10.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46578 | Użytkownicy: 3567
Online(41): 31 gości i 10 zarejestrowanych:
Fał, Stefan B., Salem_de_Lincourt, Kamil M. Jaszczak, Yumiko, utopistka, RattyAdalan, .moniaa., Dawied, Ell003