warto go przeczytać
Pseudonim: screamerty
Data Premiery: 31.12.1988r.
Gatunek: Dramat, drogi
Czas: 133 min.
Reżyser: Barry Levinson
Obsada: Tom Cruise, Dustin Hoffman
Barry Levinson należy do tych twórców, których filmy lubię oglądać, ale za każdym razem gdy do nich siadam mam pewne obawy. Obrazy zawsze są dobrze zrealizowane, widać kunszt reżyserski, jednak, jeśli chodzi o jego historie, to często się rozsypują, lub są po prostu nudne. „Rain Man” natomiast zaczarował mnie od pierwszej sceny.
Ojciec, mającego problemy finansowe Charliego, umiera. Syn pojawia się na pogrzebie tylko ze względu na możliwość otrzymania wysokiego spadku. Jedyne, co dostaje to stary samochód i kilka róż, a wszystkie pieniądze zapisane zostają pewnej fundacji. Zjawia się w dofinansowanym ośrodku i przypadkiem dowiaduje się, że ma starszego brata, chorego na autyzm. Porywa go i ruszają w fascynującą, momentami zabawną, momentami smutną podróż do Los Angeles. W trakcie wycieczki Charlie poznaje niesamowite zdolności Raymonda. Zbliżają się do siebie, jednemu zaczyna zależeć na drugim. Obserwujemy jak z materialisty tworzy się współczujący, empatyczny człowiek.
Jest to film drogi trochę inny niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Bohaterowie nie szukają wolności, każdy ma inne cele, ale osiągają jeden, którego nie zakładali. Jest to wzruszająca historia o odnajdywaniu własnego człowieczeństwa i smakowaniu życia.
Gra aktorska stoi na najwyższym z możliwych poziomów. Autystyczny Raymond to perełka w karierze Dustina Hoffmana. Tom Cruise również świetnie sobie poradził z przemianą, jaka czekała jego bohatera. Początkowo nie wzbudza sympatii, ale w miarę rozwoju wydarzeń zaczynamy go lubić, momentami wręcz współczuć.
Piękna muzyka Hansa Zimmera. Buduje ten melancholijny klimat wspomagany jeszcze przez momentalne ujęcia pustyni. Czujemy pustkę rozrywającą głównego bohatera. Jest to chyba najlepszy soundtrack w dorobku tego kompozytora.
Należy też wspomnieć o reżyserii. Levinson nie zawiódł. Mamy tutaj kino, do którego naprawdę się przyłożył. Oglądamy wciągający film, w nie odkrywczej, ale ciekawej formie. Nie ma nic nowego, a jednak obraz potrafi nas zaskoczyć.
Jest to na pewno jeden z niewielu filmów twórcy „Good Morning Vietnam”, do którego chętnie wrócę w przyszłości. Pomimo kilku wad, takich jak dłużąca się historia, czy parę zbędnych ujęć, obraz ujmuje swoją prostotą. Historia wzrusza, a do tego mamy zachowane większość cech filmu drogi. Myślę, że nawet najtwardszą osobę nakłoniłby do zastanowienia się nad sobą i swoim życiem.
Zalety:
- piękna, wzruszająca historia
- gra aktorska
- muzyka
- daje do myślenia
Wady:
- kilka zbędnych ujęć
- momentami się dłuży
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 25.12.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46577 | Użytkownicy: 3567
Online(36): 30 gości i 6 zarejestrowanych:
Fał, Stefan B., Salem_de_Lincourt, Kamil M. Jaszczak, Yumiko, utopistka