warto go przeczytać
Pseudonim: screamerty
Data Premiery: 13.9.2010r.
Gatunek: Horror
Czas: 88 min.
Reżyser: John Carpenter
Obsada: Amber Heard
John Carpenter od wielu lat jest nie tylko reżyserem i kompozytorem, ale również pewnego rodzaju marką. Gdy film reklamują jego nazwiskiem wiemy, że dostaniemy jeden z najstraszniejszych koszmarów w naszym życiu, albo przynajmniej zakręconą historią. „Oddział” z 2010 roku nie należy do żadnej z tych grup, mimo że nazywany jest horrorem. Tym razem twórca „Halloween” się nie postarał.
Mamy tutaj naprawdę mocny początek. Młoda dziewczyna podpala dom, po czym zostaje schwytana i zawieziona na oddział zamknięty. Nie potrafi się wpasować w towarzystwo, a w nocy dręczą ją koszmary. Przez cały film stara się rozwikłać zagadkę tajemniczej pensjonariuszki Alice Hudson, która powoli zaczyna zabijać jej koleżanki ze szpitala.
Brzmi ciekawie? Niestety nie jest. Potencjał miejsca, w którym dzieje się akcja, jest zupełnie niewykorzystany. Równie dobrze wszystko mogłoby rozgrywać się w jakimś domku na wsi, lub motelu. Jedyne, co w pewnym sensie ratuje ten film to smaczki, w postaci wspomnień głównej bohaterki, które zapowiadają mocne zakończenie. Byłoby takie, gdyby nie dało się go przewidzieć. Nie ma zaskoczenia, gdyż wszystko już widzieliśmy. Podobne zabiegi były przeprowadzane w kilku innych filmach, których nie mogę przytoczyć, bo byłby to zbyt duży spoiler.
Nie ma ożywczej energii horroru, takiej jak Carpenter wkładał chociażby do „W paszczy szaleństwa”. Nie mamy tutaj nawet krzty napięcia, którego spodziewalibyśmy się po twórcy „Coś”. Kristen się miota, ale nas to nie interesuje. Brakuje nawet ciekawych zabiegów reżyserskich takich jak np. subiektyw w „Halloween”, który budował niesamowity klimat. Są pewne przebłyski w postaci ruszającej się kamery na zbliżeniu głównej bohaterki, gdzie cały kadr wypełniony jest prześwitującą krwią. Morderstwa nie mają tego polotu, co we wcześniejszych filmach. Wszystko jest takie… zbyt normalne. To, co powinno straszyć jest tutaj obojętne. Nie wiemy po co, dlaczego, kto jest kim. Nie ma możliwości wejścia w świat filmu, wszystko wydaje się spływać po widzu.
Największym plusem tego filmu jest muzyka, skomponowana przez samego Carpentera. Buduje chwilowy klimat niepokoju. Nie jest to wybitny soundtrack, ale jak na film o takim poziomie jest jedynym, co można powiedzieć, że się udało.
Wygląda na to, że mistrz grozy się wypalił. Gdy nie było możliwości robił niesamowite rzeczy pokazujące jego geniusz. Teraz, gdy pojawiło się dużo nowinek technicznych i praktycznie nieskończenie dużo perspektyw dla horroru nie potrafi z tego korzystać. Jego historia się rozlatuje, nie zaskakuje w żadnym momencie. Dla mnie, jako fana jego twórczości, był to wielki zawód. Mam jednak nadzieję, że jeszcze kiedyś wróci z czymś na miarę „Halloween”. Na razie, jeśli macie ochotę obejrzeć horror polecam Roba Zombie, lub odzyskującego siły Wesa Cravena.
Zalety:
- duży potencjał
- momentalne "smaczki" zapowiadające coś ciekawego
- dość ciekawe zdjęcia
- muzyka
Wady:
- niewykorzystany potencjał
- brak napięcia
- historia się rozsypuje
- nic oryginalnego
- brak możliwości wczucia w historię
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 25.12.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46576 | Użytkownicy: 3566
Online(32): 29 gości i 3 zarejestrowanych:
Dawied, Darksio, Ell003