warto go przeczytać
Autor książki: Jacek Dukaj
Rodzaj: historyczne fantasy
Język: polski
Stron: 1045
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Trudna literatura nie dlatego jest trudna, że nagromadzono w niej archaiczne słownictwo, a konstrukcje zdaniowe to kilkunastolinijkowe węże bez ładu i składu. Ciężkość niektórych dzieł polega tylko na tym, że nie należy tylko sczytywać czarnych literek z bladej kartki, ale czytając książkę – jednocześnie ją czuć.
Do takich dzieł zazwyczaj zalicza się np.: Miłość w czasach zarazy Marqueza, Idiotę Dostojewskiego, Mistrza i Małgorzatę Bułhakowa. Można sypać nazwiskami, tylko po co?
Osobiście do tego szanownego grona dodaję Jacka Dukaja. Urodzony w 1974 roku, zadebiutował wcześnie, bo w 1989 opowiadaniem Złota Galera. Pierwszą książkę wydał w 1997 (Xavras Wyżryn). Prawdziwy rozgłos pisarzowi przyniosły dopiero Inne Pieśni, wydane w 2003 r.
Ja jednak nie chcę mówić o sukcesach tego pisarza, tylko o czymś, co przeciętny czytelnik nazwie porażką.
Mowa o książce zatytułowanej enigmatycznie Lód. Pierwsze oględziny dobrego wrażenia nie czynią. Okładka jest mroczna, ale prosta. Nie zachwyca brokatem, odblaskami, fakturą. Jednych może przyciągnąć, innych nie bardzo. Druga sprawa to przepotężne gabaryty. Tekst kończy się na 1045 stronie. O Matko Boska! Ale-ale, na wewnętrznych stronach okładki widnieją... no właśnie. Przednia wyklejka to herb Syberii i rysunki charakterystyczne dla kultur tego regionu. Natomiast tylnia – mapa komunikacyjna Syberii.
Po jaką cholerę piszę o wyklejkach? Co bystrzejszemu czytelnikowi dało to pewnie wskazówkę: świat jest tak samo złożony jak ten, w którym żyjemy obecnie. W zasadzie można powiedzieć, że Dukaj wziął naszą historię i, w odpowiednim momencie, przekręcił ją o 180°. Najważniejszą zmianą jest to, że nie wybuchła I Wojna Światowa a bolszewickie rewolucje zostały stłumione. Imperium Rosyjskie jest rządzone niepodzielnie przez cara. Piłsudski spiskuje u Japończyków, więc Polska oczywiście nie istnieje. Najważniejsze jest jednak zejście na świat Lodu.
Lód zmroził Warszawę, Petersburg i inne największe miasta Europy. Lód zamraża ludzi, sprowadzając ich charakter do systemu logicznego 1-0. Lód wytworzył nowy rodzaj przemysłu – choładnicowy – opierający się na zmrożonych metalach. Temperatura lodu to poniżej 0 absolutnego. Lód – wreszcie – zmroził historię; kieruje nią mityczny Ojciec Mróz.
W takim świecie żyje Benedykt Gierosławski. Warszawski student z krwi i kości, hazardem przeżarty do szpiku. Przegrał zresztą cały swój majątek i zastawił już chyba wszystko, co jeszcze miało jakąś wartość. Dodatkowo jest osobą twierdzącą, że nie istnieje. Rozerwany między wspaniałą przeszłością, a brakiem perspektyw na życie, oddaje się całkowicie badaniom logiki. Kolejnego bezbarwnego dnia do ubogiego życia Benedykta wkracza z hukiem Ministerium Zimy. Misja ma proste założenie: odnajdź Filipa Gierosławskiego, Batiuszkę Maroza. Swojego ojca. Tysiąc rubli teraz, tysiąc na miejscu, w Irkucku. Z czynownikami Zimy się nie sprzecza, do wzięcia jest fortuna, więc Syn Mroza wyrusza.
Akcja jest jak lód. Niby jest stała, nudna, nic się nie dzieje. Ale to tylko, gdy w dzieło się nie wczytać. Jeśli już raz poczuje się klimat luksusu Ekspresu Transsyberyjskiego; jeśli już raz dotknie się politycznych, metafizycznych i filozoficznych intryg Zimnego Nikołajewska i Irkucka; jeśli wreszcie lód zmrozi kości na amen... Od książki ciężko się oderwać. Lektura obfituje w nagłe przyspieszenia, jest wyjątkowo dynamiczna mimo tego, że rozciągnięta na wielu stronicach. Jest to z jednej strony wada, z drugiej zaleta.
Fabuła jest bardzo złożona, wielowątkowa. To właśnie świadczy o jej życiowości i prawdziwości. Podróżując z Gierosławskim Ekspresem Transsyberyjskim, zapominamy na chwilę o Ojcu Mrozie. Zostajemy uwikłani we wszelkiej maści rozrywki i rozgrywki. W badania doktora Tesli, w życie śmietanki towarzyskiej. W gwałtowne zdarzenia, przewroty, ale też w rozmyślania angażujące na raz religię, fizykę i filozofię. W fałszywe i pół-fałszywe historie ludzi...
Nie tylko to jednak tworzy swoisty, niepowtarzalny klimat Lodu. Pod tym kątem można chyba porównać dzieło Dukaja do Ojca Chrzestnego. Częściowo będzie to zasadne. Wydaje mi się jednak zbyt wielkim uproszczeniem i spłaszczeniem nastrojowości obu dzieł.
Klimat Lodu jest ciężki, mroczny, zimny. Został skonstruowany na wielu poziomach. Od opisów, przez przedstawienie bohaterów, świat, religię, naukę, filozofię aż po język. Rozwinę nieco myśl o trzech rzeczach, których jeszcze nie ruszałem.
Opisy są dwojakie. Z jednej strony ciężkie, pełne przenośni, metafor i skrótów myślowych. Z drugiej są to prosto podane fakty; zazwyczaj dotyczące tego, co powinno szokować – na przykład trupów na latarniach.
Przedstawienie bohaterów jest, pomimo często szczątkowej wiedzy o nich, bardzo dobre. Autor nie zasypuje nas niepotrzebnymi informacjami o postaci, a mimo to jej obraz jest bardzo wyrazisty. Dodaje to sporego smaczku, szczególnie w kontekście specyfiki Kraju Lutych – jak w książce często nazywa się Syberię.
Ostatecznie język, najbardziej wpływający na klimat. Jest pełen archaizmów (również w pisowni), wtrąceń po rosyjsku, włosku, francusku, angielsku. Mimo to treść jest zupełnie zrozumiała. Jest to chyba fenomen wszystkich książek Dukaja – zrozumiałość treści mimo zawiłości językowych. Czytając można odczuć pewien majstersztyk całej konstrukcji. Każde słowo jest na swoim miejscu. Nawet pojedyncze kwestie zostały dopracowane do perfekcji. Daje to poczucie ciągłości, pewności, że nagle cały klimat nie pryśnie przez jedno nieprzemyślane zdanie.
Równie ważne w kontekście języka są słowa wymyślone przez autora. Dzięki nim odczuwa się wyjątkowość dzieła przez cały czas lektury. Jest to wysiłek, na jaki stać tylko prawdziwych artystów w dziedzinie literatury.
Dla niektórych Lód będzie porażką absolutną. Szczególnie dla czytelnika, sięgającego po książkę tylko w huku autobusu lub przerwach między zajęciami. Dlaczego? Gabaryty tomiszcza odstraszają, zbyt dużo stron, fabuła zbyt złożona, akcja zbyt rozwleczona, wszystko zbyt skomplikowane i w ogóle nierozrywkowe (przynajmniej pozornie). Ponadto lektura Lodu, jak wszystkich dzieł Dukaja zresztą, wymaga wielkiego skupienia i wczucia.
Nie jest jednak ciężko spełnić te dwa warunki. Wystarczy cisza, wyobraźnia i otwarty umysł. Książkę tę mogę polecić zdecydowanie osobom mającym czas na czytanie oraz lubiącym czytać w ciszy. Ewentualnie dozwolona jest cicha muzyka poważna. Lód, pomimo tego, że jest książką trudną, dostarcza rozrywki wysokiej klasy i jakości. Rozciągnięcie akcji na wiele stron jest pozorne. Dukaj używa rozmyślań jako retardacji; to też ma swój smaczek, tak typowy dla tego autora. Przeplatanie się wielu wątków na wielu płaszczyznach stanowi o kunszcie autora oraz jego umiejętności budowania powieści na setkach poziomów jednocześnie.
Co jest bardzo zaskakujące to fakt, że w Lodzie akcja jest bardzo mocna spodziewanym punkcie kulminacyjnym. Nie ma rozluźnienia, fabuła nie rozłazi się w szwach i nie wygasa. Przeciwnie, nabiera tempa aż do ostatniego słowa Gierosławskiego – „Ja”. Opowieść została urwana w momencie pozostawiającym wszelkie domysły czytelnikowi. Otwartość zakończenia to kolejna zaleta książki. Bardzo ciężko powstrzymać się od przeprowadzenia fabuły przez lata 1930 – 2011. I porównania, na ile „proroctwo” Dukaja, zawarte bardzo głęboko między wierszami, się spełniło.
Zalety:
- Fabuła, akcja, język;
- Poruszanie problemów filozoficznych w przystępny sposób;
- Rozrywka wysokiej klasy;
Wady:
- Gabaryty; ilość stron;
- Nie ma charakteru typowo rozrywkowego.
Ocena: 5.25
Liczba komentarzy: 19
Data dodania: 23.03.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46576 | Użytkownicy: 3566
Online(30): 25 gości i 5 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Wojtex81, 77majka77, Darksio