warto go przeczytać
Autor książki: Nicholas Sparks
Rodzaj: powieść
Język: polski
Stron: 224
Wydawca: Wydawnictwo Albatros
O Jesiennej miłości Nicholasa Sparksa słyszałem wiele opinii – od tego, że to typowy wyciskacz łez, przez stwierdzenie, że film okazał się być lepszym od książki, po myśl, że jest to romansidło na miarę Zmierzchu. Rzadko się zdarza, żeby jakaś opowieść wzbudzała tyle emocji wśród czytelników. Dlatego też chciałem doświadczyć na własnej skórze, w czym tkwi fenomen tej historii.
Chciałoby się powiedzieć – typowe love story – on zbuntowany, całkiem przystojny, doświadczony w „tych” sprawach, ona cicha i nieśmiała, niczym się nie wyróżniająca osóbka. Z pozoru dwa różne światy. Ale jak to bywa w tego typu sytuacjach ich ścieżki się przecinają. Najpierw jest niezobowiązujący wspólny bal, na którym on docenia jej charyzmę, później przedstawienie, w którym grają główne role. Dopiero wtedy zauważa jej zewnętrzne piękno. Dopiero wtedy zaczyna rodzić się prawdziwe uczucie...
Pewnie będą żyć długo i szczęśliwie… - właśnie w taki sposób działa nasze myślenie, którego nie umiemy się wyzbyć, a to zła cecha, naprawdę. Sparks pokazuje, że mylimy się, oceniając książkę po okładce.
Głównym bohaterem Jesiennej miłości jest Landon Carter – 57-letni mężczyzna, który spacerując uliczkami rodzinnego miasta pogrąża się w rozmyślaniach dotyczących swojej przyszłości, w której pojawiła się Jamie. Poprzez narrację retrospektywną przywołuje w swojej głowie wspomnienia, którymi chce się podzielić z czytelnikiem. Momentami prowadzi z nim dialog, jak gdyby historia ta miała być opowiedziana tylko i wyłącznie temu, kto ją czyta. Tego typu zabieg literacki z pewnością przyciąga uwagę i zachęca do dalszego czytania.
Niekiedy męczący był język, jakim posługiwał się 17-letni Landon. Faktem jest, że został dostosowany do wieku bohatera, ale sądzę, że mógł być odrobinę mniej naiwny. Czasami odnosiłem wrażenie, że Nicholas Sparks nie za bardzo radził sobie z jego stylem wypowiedzi, przez co kilka kwestii czytało się z lekkim grymasem na ustach. Później – co trzeba zaznaczyć - z każdą kolejną przeczytaną stroną było coraz lepiej – język Landona dojrzewał razem z nim, by w końcówce urzec czytającego liryzmem i czymś, co nazwałbym mądrością człowieka, który przeżył w swoim życiu już praktycznie wszystko.
Pomimo tego, że w sumie cała akcja opiera się na zmianie Landona i dojrzewaniu do zakochania, nie sposób nie wspomnieć, że w kluczowym momencie Nicholas Sparks przełamuje swoją opowieść i tworzy ją niejako na nowo – dynamiczniej, bardziej emocjonalnie – tak, jak to, co zaczyna się dziać z Jamie Sullivan.
Książka opowiada o dorastaniu do prawdziwej miłości, lecz autor nie chciał wbijać się w znany literaturze schemat opowieści miłosnych. Tym samym udowodnił, że miłość, nawet w tak smutnym wydaniu, jest najpiękniejszym zjawiskiem na świecie.
W moim odczuciu, fenomenem jest to, że na jedynie ponad 200 stronach Nicholasowi Sparksowi udało się wykreować nie tylko niebanalną historię miłości dwóch ludzi, ale również przedstawić świat małej społeczności, w której nigdy nie jest za późno na zmianę, jeśli tylko ufność pokłada się w Bogu.
Szkoda, że niektóre wątki, choćby przygody związanej z sierocińcem, nie zostały szerzej przedstawione przez autora. Wyglądało to trochę tak, jakby Sparks skupił się jedynie na wątku głównym, a te poboczne potraktował hm… po łebkach. Bywa niestety i tak. Na szczęście! nie było problemu z autentycznością i naturalnością wszystkich bohaterów powieści.
Jesienna miłość wcale nie jest historią podobną do Zmierzchu, choćby przez sam fakt, że to mężczyzna jest jej narratorem. Nie ma tutaj wzdychania, jakiejkolwiek nieudolności, która nagle staje się główną zaletą któregoś z bohaterów. Nie ma nadnaturalnych mocy, przeciwności losu, które za wszelką cenę nie pozwalają być ze sobą. Nie ma wreszcie szczęśliwego zakończenia.
Jesienna miłość to piękna historia o miłości ponad wszystko, lecz nie pomimo wszystko. To opowieść o dwójce ludzi, których moglibyśmy spotkać na ulicy wśród tysięcy przechodniów. Którymi moglibyśmy być my sami.
I to jest urzekające.
Zalety:
- Interesujące studium dotyczące miłości
- Zaskakujące, acz smutne zakończenie
- Ciekawa kreacja bohaterów
- Nienachalne wprowadzenie wartości chrześcijańskich
- Urzekająca opowieść o miłości
Wady:
- Notorycznie powtarzające się zdanie: jeśli rozumiecie, o co mi chodzi
- Teoretyczna jednowątkowość fabuły
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 01.08.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46576 | Użytkownicy: 3566
Online(33): 28 gości i 5 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Wojtex81, 77majka77, Darksio