warto go przeczytać
Pseudonim: screamerty
Data Premiery: 8.2.2007r.
Gatunek: Dramat
Czas: 87 min.
Reżyser: Bruce McDonald
Obsada: Ellen Page, Ari Cohen
Nie przepadam za formalnymi eksperymentami filmowymi. Zwykle powodują brak jakiejkolwiek logiki. Do tego, produkcje w tym stylu często wzorowane są na innych dziedzinach sztuki. Niestety, realizatorzy nie zawsze rozumieją, że to co sprawdza się np. w rzeźbie, może nie funkcjonować w kinie. Z drugiej strony obraz „Fragmenty Tracey” z 2007 roku udowadnia, że warto czasami poszukać trochę innej formy i korzystać z rozwiązań użytych gdzie indziej.
Fabuła jest bardzo prosta. Mamy dziewczynę, tytułową Tracey Berkowitz, która nie potrafi odnaleźć swojego miejsca na Ziemi. Rówieśnicy jej dokuczają, rodzice nie rozumieją, a do tego zakochuje się w chłopaku ze szkoły, u którego (jak się jej wydaje) nie ma szans. Jak sama w pewnym momencie stwierdza, jest tylko normalną dziewczyną, która nienawidzi siebie. Wychodzi na spacer z bratem i przez nieuwagę wraca do domu tylko z jego czapką. Rodzice robią jej wyrzuty, więc rusza w trasę, aby odnaleźć chłopca.
O ile sama fabuła jest prosta i logiczna, o tyle brakuje tego formie. Film wzorowany jest na malarstwie Pieta Mondriana. Ekran, praktycznie przez cały czas projekcji, podzielony jest na kilka części. W każdym z kwadracików rozgrywa się inna część tego samego ujęcia, czy też sceny. Obraz przesycony jest na zmianę ciepłym kolorem czerwonym lub zimnym niebieskim. Cechy te działają zarówno na korzyść jak i niekorzyść odbioru. Nie mamy czasu, aby przystanąć chwilę i przeanalizować każdy z elementów, przez co nie wszystko od razu bywa zrozumiałe.
Żeby nie było za prosto reżyser dodatkowo pomieszał czasy. Nie ma tu liniowej fabuły. Przeszłość miesza się z teraźniejszością. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że buduje to klimat i trzyma w napięciu. Z niecierpliwością czeka się na rozwiązanie jednego wątku, dostając w tym samym momencie kolejny. Na szczęście trudno się pogubić.
Wszystkie wymienione cechy formalne, no i sam tytuł, uwydatniają rozbicie głównej bohaterki. Dostajemy tylko małe fragmenty jej życia, które musimy sami poskładać. Każdy będzie to odbierał inaczej. Można zarzucić, że jest tutaj przerost formy nad treścią. Owszem, nie sposób się nie zgodzić. Jednak jak już udowodniło „500 dni miłości” bez podobnych zabiegów nie zwrócilibyśmy uwagi na niektóre historie. To forma sprawia, że opowieść, którą już kiedyś widzieliśmy, staje się ponownie interesująca.
Tracey to jedna z lepszych ról Ellen Page. Dawny postrach pedofilów pokazuje aktorski kunszt. Często jest zupełnie bez wyrazu, nie wiadomo co o niej myśleć. W innych momentach można pałać sympatią do panny Berkowitz, współczuć lub dopingować. Od początku do końca widać tą „normalność” polegającą na nienawidzeniu siebie.
Po tym, co napisałem mogłoby się wydawać, że w obrazie wszystkiego jest za dużo. Za dużo treści, za dużo formy, za dużo kolorów. Jest to tylko pozorne. Po dokładniejszym przyglądnięciu, można zobaczyć, że jest to prosta historyjka podana w niesamowicie ciekawy sposób. Nie wszystko ze sobą współgra, ale to tylko mały minus. Polecam wszystkim, którzy nie boją się nowych doznań filmowych.
Zalety:
- gra aktorska
- nowa, innowacyjna forma
- ładne zdjęcia
- klimat
- napięcie
Wady:
- zbyt prosta historia
- nie wszystko można zrozumieć od razu
- możliwość dostania oczopląsu
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 29.12.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46576 | Użytkownicy: 3566
Online(31): 27 gości i 4 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Wojtex81, 77majka77