warto go przeczytać
Data Premiery: 15.5.1998r.
Gatunek: Cinżko określić ale raczej dramat
Czas: 118 min.
Reżyser: Terry Gilliam
Obsada: Johnny Depp<br />
Benicio Del Toro<br />
....
Byłem świeżo po seansie, gdy pomyślałem sobie coś w stylu: Hmm, ale zgłodniałem. Czas na kanapkę. Opuściłem więc sale kino-domową i udałem się do kuchni. Kanapka nie smakowała dobrze. Było coś nie tak w połączeniu szynki, sera, majonezu i ogórka kiszonego. Ale co? Nie umiałem odpowiedzieć na to pytanie, jednak pobudziło to mój umysł na tyle, że zacząłem myśleć o innych sprawach. Powiedziałem do siebie: cholera, jakie to życie jest paskudne. Wszędzie otaczają nas schematy zachowań, poglądów, ubioru itp... i mimo, że ich przestrzeganie jest wymagane, a odbieganie od nich karane, to i tak nikt nie jest w stanie żyć w tym schemacie. Jakkolwiek go nazwać: modą, obyczajami, przyzwoitością, regułami gry; jakkolwiek... Nagle zrozumiałem dlaczego musiałem to wypowiedzieć.
Dopiero teraz pojąłem co działo się ze mną przez dwie ostatnie godziny mojego życia. Fala świadomości posuwała się jednak powoli, jakby ognik wpadające przez moje ucho i kierujące się do przełyku, żołądka, jelit, by w końcu wyjść pomiędzy nogami. Nie wiedziałem jedynie, którędy owy ognik wyjdzie; przodem, a może tyłem....
Pierwszy przypomniał mi się obraz. Składał się on z wywołujących niepokój scen, gdzie jawa i narkotyczne wizje zlewały się w jedno, następowały po sobie, niczym efekt domino rozpoczęty uruchomieniem filmu. Wzory na ścianach i podłogach wirowały co jakiś czas, a twarze przekrzywiały się niczym odbite w krzywym zwierciadle. Dlaczego jednak tak było...?
Już wiem, to przez dwójkę głównych bohaterów - zdegenerowanych, podstarzałych hippisów wybierających się do Las Vegas z całym arsenałem środków uzależniająco-aczasemspowalniającoprzymulających. Mieli zreportażować wyścig motocyklowy na cześć jakiegoś bogacza. Zatracili się jednak w tym wiecznie świecącym mieście siejąc strach i odrazę. Te obrazy na ekranie były próbą przedstawienia ich sposobu odbierania świata na haju. Tak, już pamiętam.
Ta dwójka przypominała mi kogoś, jakichś aktorów? Może piosenkarzy? Ten jeden zdawał mi się wyglądać jak Johnny Depp, a drugi chyba jak Benicio Del Toro. Dwaj świetni aktorzy, jednak wątpię by ktoś mógł to zagrać tak świetnie. Pewnie mi się myli. Ten film musiał być kręcony z ukrycia. Był jak dokument obrazujący cały syf kraju jakim były Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Wzór demokracji, gdzie ludzie są wysyłani pod przymusem na drugi koniec świata, aby na rozkaz zabijać żółtków, siać terror i udawać, że są tymi dobrymi. Kraj gdzie jedni ludzie gonią za pieniędzmi sprzedając wszystko co tylko się da, grając w kasynach; inni próbują uciekać od tego zgiełku, poczuć wolność wpadając w narkotyczne zniewolenie i pielęgnując pogardę dla tego świata. Najgorzej ma trzecia grupa, ta która chce przetrwać, pracuje w przydrożnych barach, gdzie terroryzują ją jacyś narkomani lub jako sprzątaczki w motelohotelach, czyszczące kible i porządkujący ten cały syf po jednych i drugich.
Pamiętam, widziałem też stróżów prawa, potykających się w jakiejś wielkiej sali, by przedyskutować i opracować sposoby walki z falami narkomani. Przybyli z całymi rodzinami tak jakby to był piknik, albo wczasy. Ktoś coś mówił mądrego o marihuanie i motylach. Siedziało tam chyba jeszcze dwóch ćpunów i nikt ich nie rozpoznał.....
Teraz jeszcze ta muzyka, mieszanka piosenek głównie z lat 60. i 70. Transowa niczym cały film, zabrakło jednak świeżości. Wszystkie one były niczym wczorajszy odświeżany bigos, chciałoby się powiedzieć: "Ej! Już to jadłem!" jednak zapach kartofli i mięsa w sosie sprawiał, że zapominało się o tym i jadło z apetytem. Bigos wszak dobry, mimo że nie egzotyczny.
Przeszła mnie nagle ochota pogadać z kimś o tym filmie. Może komuś go pożyczę? Może z kimś oglądnę? Jednak z kim? Nie jest to kino rozrywkowe, ani z całą pewnością lekkie. Skierowane jest raczej do kogoś, kto nie boi się odrazy, kto zrozumie, że ten film to coś więcej niż przedstawiona kunsztownie wizja libacji alkoholowo-narkotykowej. Tu są poruszone problemy egzystencjalne! Tego czym są marzenia i jak się odnaleźć w dzisiejszym świece.... A może nie?......
.....Terry Gilliam mnie nie zawiódł. Jak za dawnych czasów gdy był jeszcze taki latający cyrk, ukazał absurd tego co stworzyliśmy i tworzymy. Pokazał po raz kolejny ten schemat usilne dopasowany do ludzi, którzy nie chcą się do niego dopasować. Śmiać się czy płakać z tego powodu? Nie wiem sam? Kończę.... Zbiera mi się na wymioty. Nie wiem, czy to szynka, ser, a może ogórek? Albo ten film co go widziałem chce, żebym się uzewnętrznił. Wszak poruszył mnie dogłębnie, ale żeby aż tak!
Fala świadomości musi gdzieś ujść............
Ocena: 5.5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 05.10.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46576 | Użytkownicy: 3566
Online(31): 27 gości i 4 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Wojtex81, 77majka77