Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Agent
O sobie: "Dream as if you'll live forever, live as if you'll die today"
Napisanych prac:
- wiersze: 7
- recenzje: 4
- proza: 9

Średnia ocen: 4.9
Użytkownik uzyskał: 36 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Menele" 03.04.2012
"Dobre kobiety" 07.02.2012
"Niesłyszalna brama" 15.10.2011
"Umierające ogrody" 04.10.2011
"Ty" 18.03.2012

Inne prace tego autora:
"Tryptyk studencki cz. III -..." 30.09.2011
"Menele" 03.04.2012
"Projekt Grechuta" 29.09.2011
"Dobre kobiety" 07.02.2012
"Ty" 18.03.2012


Najnowsze recenzje (wszystkie):
"Onyx boox A60" - RattyAdalan
"Fajerwerki próżności" - screamerty
"Trauma" - cudzy
"Każdy zrobił, co trzeba" - Astralka
"Mechaniczna pomarańcza" - Wrzos
"Wielka wojna diabłów, tom..." - MGryglicki
"I wciąż ją kocham" - Alabastrowa Marzycielka
"Gdzie indziej" - aubrey
"Diabeł. Autobiografia" - aubrey
"Ty" - emeryt

Disintegration

Wykonawca: The Cure
Gatunek: Rock
Cena: 37,99 zł
Rok wydania: 1989
Wytwórnia: Elektra Records


Obok muzyki The Cure nie można przejść obojętnie, szczególnie jeśli chodzi o album Disintegration. Po przesłuchaniu materiału na nim zawartego nie wiadomo czy zabić się z żalu, czy oprawić okładkę w ramkę, oddając hołd muzykom. Tytułowy rozpad zdaje się oddawać nie tylko przesłanie płyty, ale też stan emocjonalny odbiorcy.

Pierwszym, co rzuca się w oczy jest pompatyczność, jaką podszyty jest prawie każdy utwór. Imitacje skrzypiec, organów, szum deszczu i szelest przepływającej wody to tylko niektóre z efektów urozmaicających kompozycje. Zabieg nie do końca udany, można to interpretować jako niepotrzebną butę. Dołóżmy do tego wszechobecne klawisze i wiemy, że motywem dominującym na płycie jest smutek. Z pewnością nie nadaje się ona na ścieżkę dźwiękową słonecznego, wiosennego poranka, przepełnionego świergotem ptaków i śmiechem bawiących się dzieci. Wiele osób powie, że to wada i przekreśli album już po kilku utworach. Niezaprzeczalnie, monotematyczność może być postrzegana jako skaza. Dla słuchacza, który nastawiony jest na łatwy odbiór pozbawiony kontemplacji album wyda się po prostu nudny. Kompozycje napisane są na jedno tempo, szalone gitarowe solówki nie istnieją, a wokalista zalatuje weltschmerzem. Do tego teksty, ociekające tęsknotą i żałością, pozostawiające po sobie jedynie promyk nadziei. Trzeba przyznać, że nie jest to płyta napisana z myślą o stacjach radiowych (z wyjątkiem umiarkowanie optymistycznej Lovesong).

Spójrzmy teraz na album okiem odbiorcy gotowego na skupienie i odczytanie intencji autorów. Efekty dźwiękowe wplecione pomiędzy regularne instrumenty przestają być niepotrzebnie pompatyczne, stając się nietuzinkowymi cegiełkami monumentalizmu. Melancholia, którą współtworzą, staje się przesłaniem, aurą unoszącą się nad całością materiału. Owa bezsilność osiąga apogeum w tytułowym utworze. Wydobywają się z niego tak silne emocje, że ponad osiem minut trwania piosenki pozostawia słuchacza z niedosytem i błaganiem o więcej. Tak silne oddziaływanie na odbiorcę byłoby zapewne niemożliwe, gdyby nie słowa napisane i wyśpiewane przez Roberta Smitha. W Last Dance, czy The Same Deep Water as You zdaje się oddawać całego siebie, jakby jego życie zależało od wykonania tych utworów. Przy takim spojrzeniu na płytę jednostajność kompozycji staje się ogniwem spajającym album w czytelną całość. Wspólne elementy występujące w każdym utworze nakazują odbieranie dzieła jako skończonego, pełnego, celowo napisanego w ten sposób. Spokojna gitara prowadząca linię melodyczną, unikalna praca perkusji, dudniący w tle bas – tak wygląda każda piosenka na Disintegration. I właśnie ta spójność stanowi o kunszcie muzyków, o ich artystycznej wizji i pieczołowitości.

Dochodzimy do momentu wyboru: podciąć sobie żyły, czy wybudować dla The Cure ołtarzyk? Ci, do których album nie przemawia niech odstawią go na tylną półkę, bo kolejne przesłuchania nie zmienią ich zdania. Ci, którzy zobaczyli w nim coś więcej, dostrzegli zamysł twórców, niech wracają do niego ponurymi wieczorami, bo, pomimo ogólnego pesymizmu, pozostawia po sobie przyjemny uśmiech na twarzy wprawionego słuchacza. Disintegration jest dziełem, które trzeba interpretować w całości, więc fani przebojów nie mają czego szukać na albumie, który przeszedł do historii jako jeden z najbardziej udanych przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

Zalety:
- Spójność
- Przejmujący wokal

Wady:
- Monotematyczność
- Może się szybko znudzić




Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 30.09.2011r.

1     

cień Niepewności 03 10 2011 (11:45:08)

Napisałem tak jak to odebrałem. Piszesz, że "Obok muzyki The Cure nie można przejść obojętnie, szczególnie jeśli chodzi o album Disintegration"- stwierdzenie to nie należy do bezstronnych i jest dla mnie nacechowane komplementami. Cytowane powyżej zdanie z poprzedniego postu też cechuje album. To wszystko nie jest oczywiście bezpośrednie. Ja po prostu tak to odczułem...

Fajnie by było jakby ktoś jeszcze się wypowiedział, bo faktycznie jako jedyna osoba wytykająca tekstowi(tekstom?) wady nie wyglądam zbyt wiarygodnie. Zresztą, tak jak i Ty. Taki pat....

cień Niepewności 01 10 2011 (12:32:10)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Następny dobry Twój tekst. Razi mnie tylko dylemat jaki w nim przedstawiłeś. Recenzje mają zazwyczaj na celu oceny(okey) danego "produktu" oraz próby przedstawienia komu warto a komu nie warto się z nim obcować, komu się on spodoba a komu nie. Oczywiście jest to strasznie umowny cel i strasznie trudny do osiągnięcia....... Wracając- Ty stawiasz założenie: Ta płyta jest dobra(kwestia gustu), zespół jest dobry (kwestia gustu), niektórzy mogą go jednak nie zrozumieć... I znowu moralizujesz i oceniasz kto go dobrze zrozumie a kto nie. Nie każdy kto zrozumie doceni i nie każdy kto nie zrozumie ten nie doceni- bo to wszystko kwestia gustu jest.

Podchodzisz do każdego z recenzowanych "dzieł sztuki" jak rzeźnik do świniaka. Pokazujesz kupującemu: "tu ma pani polędwiczkę, a tu kawałek szyneczki, a tu boczek na bigos bardzo dobry, te żeberka może nie są najlepsze, ale jak pani zrozumie dlaczego to pani doceni". Problem w tym że sztuka to świnia, którą się sprzedaje w sklepie zoologicznym a nie w rzeźnickim, a ty jako recenzent powinieneś bardziej powiedzieć coś w stylu: "Proszę spojrzeć jaka słodka świnka, jaki ma ryjek hohohoh jakie kopytka, a jaka grubiutka jest" lub " ona już stara, i śmierdzi ale ma się do niej sentyment, to w końcu taka mądra świnka", lub jeszcze inaczej...

Inna kwestia to, to, że nie widzę w tym tekście twojego mentorstwa, widzę za to przemądrzalcze ocenę przyszłego odbiorcy. Chociażby za zdanie: "Dla słuchacza, który nastawiony jest na łatwy odbiór pozbawiony kontemplacji album wyda się po prostu nudny" niektórzy mogą się obrazić.

Tyle

Agent 02 10 2011 (20:24:38)
Nie zdecydowałem, czy płyta jest dobra, czy zła, żeby recenzja różniła się od poprzedniej (Wilki)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46576 | Użytkownicy: 3566
Online(29): 26 gości i 3 zarejestrowanych: Salem_de_Lincourt, Dawied, Wojtex81

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl