Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Dzez
Napisanych prac:
- recenzje: 2

Średnia ocen: 4.0
Użytkownik uzyskał: 15 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Tohańska branka" 10.06.2010
"Cisza pod sercem" 17.12.2011

Inne prace tego autora:
"Tohańska branka" 10.06.2010
"Cisza pod sercem" 17.12.2011


Najnowsze recenzje (wszystkie):
"Onyx boox A60" - RattyAdalan
"Fajerwerki próżności" - screamerty
"Trauma" - cudzy
"Każdy zrobił, co trzeba" - Astralka
"Mechaniczna pomarańcza" - Wrzos
"Wielka wojna diabłów, tom..." - MGryglicki
"I wciąż ją kocham" - Alabastrowa Marzycielka
"Gdzie indziej" - aubrey
"Diabeł. Autobiografia" - aubrey
"Ty" - emeryt

Cisza pod sercem

Autor książki: Monika Orłowska
Rodzaj: Literatura piękna
Język: polski
Stron: 442
Wydawca: Replika


Skończyłam właśnie terapię. Zawdzięczam ją książce Moniki Orłowskiej Cisza pod sercem, która była dla mnie formą zmierzenia się z przeszłością. Ta swoista terapia mogła się odbyć dlatego, że z losami bohaterek ściśle związana jest moja przeszłość.

Okładka książki przynosi nam informacje o trzech kobietach Annie, Dominice i Marioli, tymczasem rozwój wątku ujawnia czwartą – Ewę, dzięki której poznajemy jeszcze inne podejście do tematu.
W książce śledzimy losy bohaterek za pomocą tradycyjnej narracji, a także dzięki zapisom z forum, odnotowanym dokładnie tak, jak moglibyśmy to śledzić na ekranie monitora.

Opowieści czterech głównych bohaterek pozwalają wyłuskać dla siebie ziarnko własnej historii, bo każda z dziewczyn wnosi coś innego do tematu poronień. Matka wszystkich powołanych do życia bohaterek - Monika Orłowska, pokazuje nam, że zagadnienie poronień zna i potrafi opisać autentycznie, nie tylko od strony medycznej, ale przede wszystkim zagłębiając się w psychikę bohaterek. Tym sposobem pozwala przeżyć jeszcze raz uczucia towarzyszące stracie dziecka i czyni to w przyjaznej atmosferze forum dla matek utraconych aniołków.

Na pewno nie rozczaruje was forma książki, ponieważ dzięki umiejętnemu przeplataniu zarówno losów bohaterek, jak i tradycyjnej narracji z nowoczesnym porozumiewaniem się w sieci, książkę czyta się dynamicznie i z zainteresowaniem. Również język, jakim posługuje się autorka jest barwny i różnorodny w zależności od bohaterki, w którą przychodzi się jej wczuć. Tradycjonalizm przeplata się tu z nowoczesnością, a konsekwencja w utrzymaniu różnorodnych stylów wypowiedzi bohaterek budzi podziw. Jeśli dodać jeszcze, że książka jest laureatką Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego Świat Kobiety 2011 – to gwarancja jakości, mówi sama za siebie.

Podeszłam do książki bardzo emocjonalnie i osobiście, ponieważ również w życiorysie mam zapisane poronienie, które skrzętnie wyparłam ze świadomości, bo łączy się z przykrymi przeżyciami. Równocześnie jestem świadoma, że to co wyparte nie znika przecież z naszego życia, a pojawia się pod różnymi innymi postaciami. Z lękiem sięgałam po Ciszę pod sercem w obawie, że poruszy we mnie wszystkie niechciane struny i porozrywa zasklepione strupy. A jednak okazało się, że książka napisana jest w tak ciepły i delikatny sposób, że nawet jeśli przywołuje smutne wspomnienia, to atmosfera panująca między kartkami przykleja do ran gojący plaster. Wcześniej napisałam – zasklepione, chociaż wolałabym napisać - zagojone rany. Zmierzenie się z tematyką poronień, dotknięte bardzo głęboko przez Orłowską pozwala przepracować temat i powoli spróbować wyleczyć to, co było wcześniej zamknięte w skrzyni z tabliczką: Nie otwierać.

Jeśli, któraś z czytelniczek boi się tej książki, jak to było w moim przypadku, to zachęcam, aby jednak odważyła się sięgnąć pod Ciszę pod sercem, dlatego, że większość z nas, które doświadczyłyśmy traumy poronienia z przeżyciem pozostaje sama. A prawdą jest, że syty głodnego nie zrozumie i jeśli na waszej drodze nie stanęła nigdy kobieta z takimi samymi doświadczeniami, z którą można „przepracować” swoje uczucia, to ta książka daje szansę zrobić to w bezpieczny sposób. Nie epatuje drastycznymi scenami, nie szarżuje z graniem na emocjach, daje prosty zapis rzeczywistości kobiet, którym przydarza się stracić dziecko. I co najważniejsze nie oszukuje, że to było bezosobowe poronienie, ale za każdym razem mówi o dziecku, jako niepowtarzalnej istocie, której należy się osobne miejsce w naszej pamięci.

Oczywiście nie jest to tylko książka dla kobiet, które doświadczyły straty, to książka dla wszystkich, którzy temat znają na tyle słabo, że przyczyniają się do nieświadomego sprawiania przykrości kobietom, którym przyszło się zmagać z dochodzeniem do siebie po przedwcześnie zakończonej ciąży.
Znajdą się na pewno i takie wśród nas, które będą uważać, że temat poronień nie jest już tabu i opisywanie go jako traumy, podczas której nie ma się do kogo zwrócić, to niepotrzebne rozdmuchiwanie problemu, z którym służba zdrowia radzi sobie coraz lepiej. Moim zdaniem nadal jest bardzo dużo do zrobienia, a tylko nieliczne spośród nas miały szczęście trafić na ludzi, którzy wiedzieli jak pomóc kobiecie w takiej sytuacji. Książka Orłowskiej daje też gotową podpowiedź – spróbuj w przestrzeni wirtualnej poszukać podobnych sobie.

Jeżeli właśnie poroniłaś i nie wiesz co zrobić z emocjami, bo może jesteś bardzo młoda, albo nie wiesz do kogo się zwrócić, zobacz jak inne kobiety oswajają ten problem.
Jeśli poronienie przeżyłaś tak dawno, że wydaje ci się, że czytanie tej książki będzie tylko zbędnym powracaniem, do czegoś, co wyparłaś ze świadomości, przekonaj się, że możesz swoje niechciane wspomnienia oswoić i sprawić, by wspólnota kobiet po podobnych przejściach przyjęła cię do swojego grona, a łzy, które mimowolnie spłyną po policzkach, przyniosły ulgę otuloną przesłaniem – nie jesteś sama.
Sięgnij po Ciszę pod sercem.

Zalety:
- dynamika
- różnorodność stylu




Ocena: 3.333
Liczba komentarzy: 12    
Data dodania: 17.12.2011r.

1     

cień Niepewności 25 12 2011 (23:20:36)

Aha zapomniałby.
Określenie "literatura piękna" w stosunku do nowej książki jest dość pochopne. Rozumiem, że może się coś, komuś Bardzo podobać, ale bez przesady. Na to trzeba zasłużyć!

cień Niepewności 25 12 2011 (23:14:32)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Kurza twarz! Szczerze to bardziej zainteresowała mnie wymiana subiektywnych argumentów niż Twoja recenzja, ale o tym może na końcu.

Więc tak:
Wcześniejsza Twoja recenzja była o niebo lepsza, ta jest tylko przekonywująca. Potraktowałaś sprawę serio, co się chwali, jednak szczypie mnie w oczy twój kwiecisty język. Nie mam tu na myśli tego co Pan MGryglicki nazwałby pewnie "peanowością" recenzji, raczej zwroty iście poetyckie, upiększające wypowiedz. Uważam, że temat jest dość "życiowo brutalny" i język recenzji powinien być przez to taki sam. Samo chwalenie książki podejmującej w niebanalny sposób problemy ludzkie nie uważam za złe, ani nietaktowne, miałaś do tego prawo.
Nie wyszczególnienie wad książkowych też nie jest wadą. Nie o to tu chodzi by robić bilansy i rachunki, raczej o to by pokazać, że istnieje coś co pokrzepi kobiety załamane.

Recenzja spłyca (rzecz jasna moim zdaniem)jednak problematykę. Podkreślasz, że jest to idealna pozycja dla kobiet cierpiących z powodu poronienia, jak i tych co o tym problemie nie wiedzą za dużo. A co z innymi? Np: z kobietami myślącymi o aborcji? Co z ludźmi stosującymi antykoncepcje? "Kuracje" zaburzające gospodarkę hormonalną?


Co do dyskusji pod tekstem to cieszę się, że nie była to kolejna portalowa pyskówka mająca udowodnić kto jest głupszy. Fajnie było przeczytać coś innego.

PS: Panie MGryglicki nie powinieneś pisać emocjonalnych komentarz, na gorąco, bo zaczynasz walić ostrymi sucharami. Jak Ci się "wyostrzy" jeszcze troszkę humor to dostaniesz propozycje prowadzenia "Familjady". Nie tylko ja tak uważam, wystarczy spytać wróżki Bogdany.

Dzez 30 12 2011 (19:12:13)
Właśnie odkryłam jak dodać podkomentarz :)

Dziękuję Cieniu Niepewności (nick do mnie przemawia) za komentarz. Co do porównania moich dwóch recenzji, zgadzam się całkowicie. Pierwszą pisałam na chłodno, a drugą na gorąco, a ponieważ co nagle, to po diable, wiec i ja z perspektywy widzę, że lepiej mi robi odczekanie. Jednakże w tym wypadku odczekanie napisałoby zupełnie inną recenzję, a mnie zależało na gorącej, więc biorę na kark wszystkie jej ułomności.
Dziękuję za docenienie naszych konwersatoryjnych starań z Misterem Gryglickim.
Pozdrawiam

Dzez 20 12 2011 (09:26:59)

Kobieta zmienną jest, więc jeśli rozmówca prezentuje odpowiadający jej poziom wypowiedzi, to odpowiada na WSZYSTKIE zarzuty, a jeśli kultura wypowiedzi w jej osądzie nie dopuszcza wielu rzeczy to skraca odpowiedź. To o kulturze miało być ad personam? Przecież to się odnosi do poziomu rozmowy, nie do koloru Twojego fiołkowego tuszu.
Co jest ważne, a co nie ocenia recenzent i nie widzę powodu, dla którego miałabym się tłumaczyć np. z braku opisu dedykacji. Może w innych recenzjach napisali o niej i nie trzeba się powtarzać. Przeczytałam pozostałe recenzje, napisałam swoją po prostu inaczej, żeby wnieść coś innego.
Zrozumiałam MGryglicki, że Tobie się nie spodobała, przyjęłam na pierś ocenę, nie kłócę się z nią w jakiś szczególny sposób. Stosuję się do ulubionej przez net skrótowości wypowiedzi, więc odpowiadam Ci tylko na niektóre zarzuty. Tak jak Ty masz prawo stworzyć sobie listę stu punktową, tak ja mam prawo odpowiedzieć na pięćdziesiąt z nich. Nic tu nawet złoty atrament nie pomoże.
Długość zdań jest nadal kwestią gustu i jeszcze taki powszechny trend nie zapanował, żeby wszyscy musieli pisać morsem.
Myślę, że należy w pewnym momencie dyskusji uznać, że nie jest się wyrocznią nieomylną, więc tak jak ja mogłam w kilku miejscach nadwerężyć kondycję tej recenzji, tak samo Ty w niektórych miejscach swojej oceny możesz się mylić, więc złóżmy sobie życzenia świąteczne i nałóżmy już ciszę na serca.
Wszystkiego dobrego.



Dzez 19 12 2011 (20:01:23)

jazzu, sformułowania „narracja tradycyjna” (może mało szczęśliwie) użyłam w opozycji do „nowoczesnego porozumiewania się w sieci”, jakie odwzorowano w książce okienkami z wiadomościami pochodzącymi z wpisów na forum.


MGryglicki, czytam, że samopoczucie lepsze, bo na innym poziomie napisana jest druga wypowiedź.
Jest na świecie krytyka i krytykanctwo, Tobie Gryglicki czasem się to miesza. Kultura wypowiedzi wyklucza branie na kolana, jak również umieranie w wypadku niespełnionych oczekiwań, tudzież przekleństwa, ale to wyłącznie mój sąd.
Współczesna choroba, napędzana sms-ami i jakością wypowiedzi wymuszanych przez medium, jakim jest Internet, pozbawia ludzi umiejętności czytania zdań wielokrotnie złożonych.
Wałkujemy temat rodzaju literackiego, który nie pojawia się bezpośrednio w mojej wypowiedzi, tylko został wymuszony tabelką. Może gdyby widniał w niej napis „gatunek” moje skojarzenie szybciej pobiegłoby w kierunku powieści obyczajowej. Nie uważam swojego wpisu za błąd ani nie czuję się w obowiązku z tego wyboru tłumaczyć.

Nie rozumiem dlaczego nie mogę pochwalić książki, dzięki której coś zyskałam, która była dla mnie pewnym procesem i którą polecam w celach terapeutycznych. Dlaczego muszę na siłę doszukiwać się jej ułomności? Żeby było po polsku, bo u nas nadal nie wypada chwalić i nie umiemy tego robić. Bo zachwycenie się czymś jest odbierane jak marketingowy chwyt i peanik. Bo powszechne jest pisanie z pozycji połkniętego kija? Recenzja to nie felieton? A jednak jest taki podgatunek recenzjowania. Napisałam otwarcie, osobiście i szczerze, tak jak pisze się recenzje z rodzaju recenzji felietonów ze skrajnie subiektywną oceną. Okroiłam część analityczno-krytyczną do zdania o rozdmuchiwaniu problemu, bo tylko tyle przeszło mi przez pióro, za to rozbudowałam oceniającą.

Przyznaję pominęłam bohaterów męskich (nawet uderzę się w pierś) ponieważ w procesie terapeutycznym, do jakiego przyrównuję książkę nie byli bezpośrednio obecni, a może tylko jeden – jako wyjątek na potwierdzenie reguły. Cóż… są dziedziny, w których wrażliwości im nie staje.

Dziękuję za dyskusję.
Pozdrawiam


MGryglicki 19 12 2011 (22:40:28)
I znów mi przypisujesz jakieś dziwne rzeczy.

Kultura wypowiedzi dopuszcza i nakazuje wiele rzeczy. Na przykład nakazuje bezpośrednio odnieść się do argumentów przeciwnika, a nie stosować chwyty ad personam. Nie uważasz? :)

Co do narracji: czy wpisy z forum wpływają na narrację? Na jej tok, opisowość, cokolwiek? Czy są tylko taką ładną wstawką, chwytem, żeby książkę się fajniej czytało i żeby była bardziej realistyczna?

Ta "współczesna choroba" to wymóg. Jeśli chcesz pisać dla siebie, to nie polecam mediów, przynajmniej tych aspirujących do jakiegokolwiek "streamu". Piszesz dla kogoś a ten ktoś wymaga, żeby nie czytać zdania trzy razy po to, żeby zrozumieć cokolwiek. Szczególnie w recenzji, która ma, obok innych, informować. Wcale nie trzeba złożonych zdań do pisania obrazowego, poetyckiego i jakie tam Ci się jeszcze nie marzy.

Nie powiedziałem, że nie możesz pochwalić. Pochwalam to, że chcesz coś pochwalić. Wadzą mi Twoje metody i tyle. Wydaje mi się, że jest wręcz przeciwnie - że to Ty połknęłaś pewien kij, nazywający się "chwalmy bezrefleksyjnie". Co z krytycznym spojrzeniem - nie powiem, bo zostanę znów oskarżony o nietrzymanie kultury wypowiedzi.
Co do recenzji felietonowych - biję się w pierś. Co nie zmienia faktu, że ich nie lubię :)

O mężczyznach, którym nie staje wrażliwości, nie powiem nic. Kobieta zmienną jest również w kwestii oczekiwań w stosunku do płci brzydkiej. Widzę tutaj jednak niebezpieczne nutki, w głowie zapaliło się żółte światło.

I nie wiem jaka mam sprawić, że w merytoryczny sposób odpowiesz na WSZYSTKIE podniesione przeze mnie zarzuty. Może przybije je sobie, zapisane czcionką comic sans i wydrukowane fiołkowym tuszem, na czole, po czym wpadnę do Ciebie i urządzę jakiś happening? :D To taka chamska, moja, prośba od odpowiedzenie: co z dedykacją? Dlaczego pominęłaś tak diablo ważny element książki? O wcześniejszych pytaniach nic nie wspomnę.

MGryglicki 19 12 2011 (06:47:12)

To nie żadne wiaderko, to była (subiektywna, ale wciąż) krytyka.
To mój subiektywny sąd, poparty tylko wikipedią, ale literatura piękna dawniej miała pewne szczególne wartości estetyczne. Wydając taki sąd o książce, pasowałoby go czymś poprzeć. Dlatego nie napisałem, że nie można, tylko pytam: quo iure? :)

I spytam dalej: dlaczego nie ma nic o dedykacji?

Okładka to nie tylko pierwsze zdjęcie, ok. A wiesz czym są linki i html? Jeśli tylna część niesie jakieś ciekawsze przesłanie, to warto by było podlinkować ją w tekście. Z chęcią zobaczę :)

Nie lubię chłodno, wręcz przeciwnie. Można pisać emocjonalnie, aby tylko nie przesadzić; recenzja to nie felieton lub komentarz. Kto powiedział, że emocje nie idą w parze z obiektywizmem? A, tak. Ty.

I nie zmienię zdania na temat "perełki", którą przywołałem na sam koniec. Jako, że jestem miłośnikiem czarnego humoru wywołała niejaki uśmiech. Gdybym był mężem kobiety, która poroniła, kazałbym Cię wychłostać i osobiście bym przyłożył do tego rękę. Taki tekst jest świadomym pogwałceniem wszystkich reguł empatii (którą, chyba troszkę na siłę, epatujesz przez całą recenzję) i zamiana ich na tani, telezakupowy slogan. Przez to (i wiele innych wcześniej) recenzja brzmi jak artykuł sponsorowany. I od tego sądu mnie dopiero Pan Bóg odwiedzie.

O właśnie, nowa myśl: a gdzie w tym wszystkim mężczyźni? Jeśli ich nie ma, to znaczy, że książka jest bardzo partykularna, a bohaterki nie funkcjonują w świecie szeroko rozumianym, tylko w swoim malutkim światku. A przynajmniej tak wynika z Twojego tekstu.

A, co do pudełka: osobiście uważam kremację za bardziej ekologiczną formę pochówku i takiej sobie życzę.
A teraz pozwolę sobie na eksperyment: zbuduję zdanie w Twoim stylu (Jazzu, Twoim też ;) ). Będziesz pisać i bardzo się z tego cieszę, mam jednak nadzieję, że nie zapomnisz o pewnych ideach, które powinny wyznaczać dobrą recenzję, to znaczy o obiektywizmie, rzetelności i pokazaniu przynajmniej dwóch stron medalu, które przynajmniej powinny przyświecać podczas próby stworzenia dzieła w najmniejszym stopniu krytycznego.
Prawie mi się udało :)

Pozdro, nothing personal :)

jazzu 19 12 2011 (16:58:34)
Anu też lubię sobie czasami walnąć długie zdanie, a ja nadal będę się wypytywać o tradycyjną narrację, bo ciekawi mnie ten temat:D

MGryglicki 19 12 2011 (19:45:28)
U Ciebie, J., nie jest tak źle już. Może to moja "zawodowa" przypadłość, że zdania muszą być możliwie krótkie, ale co ja poradzę :D

Wypada czekać na odpowiedź :D


Dzez 19 12 2011 (00:19:43)

Dziękuję za komentarze.

jazzu - można książkę oceniać jako kit można jako hit, w pierwszym wypadku trudno dostrzec zalety, w drugim wady.

MGryglicki - napisałeś: "Jednak czasami każdego może ponieść i suma wszystkich dni ostatnich sprawiła, że teraz mi się to zdarzyło." To tłumaczy ton Twojej wypowiedzi. Ponieważ nie piszę od wczoraj, szykuj sobie ostatnie pudełko, bo pewnie umrzesz. Nie napiszę jeszcze raz, bo nie zgadzam się z uwagami. Szanuję Twoje subiektywne zdanie, wiaderko, które tu wylałeś nie odniosło skutku.

Od kiedy powieść nie jest literaturą piękną?
Okładka to nie tylko pierwsze zdjęcie.
Jeśli autorce nie uda wczuć się w swoją bohaterkę, to tym bardziej czytelnikowi się to nie powiedzie.
Rozkleiłam się i napisałam recenzję. Emocjonalną. Nigdzie nie napisano, że takie są zabronione.
Ty lubisz na chłodno, tak też można.

jazzu 18 12 2011 (21:42:53)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Trochę mnie dziwi, że książka nie ma żadnych wad, a przynajmniej ich nie wychwyciłaś. Ale patrząc na nią z Twojej perspektywy, wcale się temu nie dziwię. Z recenzji wynika, że ogromnym plusem dla autorki, jest umiejętność przeprowadzenia terapii bez rozmów z psychologiem. A na pewno nie jesteś jedyną osobą, której ta książka pomogła, skoro dostała nagrodę od Świata Kobiet.
A co do Twojej recenzji, to czytało się ją bardzo przyjemnie i jestem zadowolony, że nie musiałem poprawiać niczego, aczkolwiek czasami drażnił mnie nadmiar przecinków, bo można by niektóre zdania skrócić. Ale poza tym 5.

i tak po przemyśleniu, też mnie zastanawia ta narracja;p

MGryglicki 18 12 2011 (15:00:11)

Użytkownik ocenił pracę na 1

Po przemyśleniu napiszę to jednak tutaj: przepraszam za tak skrajną, jednostronną, chamską i wulgarną ocenę. Jednak czasami każdego może ponieść i suma wszystkich dni ostatnich sprawiła, że teraz mi się to zdarzyło. Gwoli dokładności sprawdziłem pierwszy akapit recenzji, czy może jednak druga wersja będzie lepsza. Przypominam też, że to tylko MOJE SUBIEKTYWNE zdanie na temat pracy. Zapoznaj się z tym akapitem, zanim się obrazisz na całe wpmt.

Zanudziłaś mnie pierwszymi dwoma akapitami. Piszesz co, piszesz jak, a nie mówisz nic, o czym. Z pierwszych słów wnioskuje, że będę miał do czynienia z poradnikiem psychologicznym, każde kolejne zdanie zaś odsyła mnie do jakiegoś obyczajowego czegoś z elementami psychologii na poziomie prawie-akademickim. Do tego jeszcze nie mam pojęcia, jakim prawem zaliczyłaś książkę do literatury pięknej. Chyba ominęło mnie kilka literackich dekad.

Ok, po kolei.

1) jakie informacje? Widzę tam trzy kobiety ubrane w 3 kolory o określonej symbolice. Dodatkowo, z tego, co widzę w miniaturze, jedna prawdopodobnie jest w ciąży. I pytam: jaką informację niesie okładka o bohaterkach? W ogóle stwierdzenie "niesie informacje" kuleje gorzej niż weteran z przestrzelonymi kolanami. To jest tak patetyczne, że czułem się jakbym czytał co najmniej biblię.

2) Co to jest tradycyjna narracja?

3) "Matka wszystkich powołanych do życia bohaterek - Monika Orłowska, pokazuje nam, że zagadnienie poronień zna (...)" wiesz, ze całe zdanie w pierwszej chwili tworzy wrażenie, jakby te panie z okładki były poronione? A "poronione pomysły" są, jakie są.

4) "Również język, jakim posługuje się autorka jest barwny i różnorodny w zależności od bohaterki, w którą przychodzi się jej wczuć." - za dużo informacji w jednym zdaniu, pojawia się dziwny miszmasz. Poza tym wydaje mi się, że to czytelnik ma się wczuć w bohaterkę, a nie autorka.

5) Powołujesz się na niesprawdzone autorytety, jeśli chodzi o ten konkurs. Mi na przykład on nic nie mówi.

6) "Z lękiem...w obawie". Brzydko i niepoprawnie.

7) Jak książka o poronieniach może nie epatować uczuciami i, odpowiednio rozumianą, drastycznością? Nie rozumiem tego. To albo jest katharsis, albo go nie ma. Widzę tutaj, całościowo, pewną sprzeczność. Chociaż być może to kwestia Twojego stylu pisania.

Cienizna, błąd na błędzie, frazeologizmy niewydarzone jakieś, całość trzyma się kupy dzięki laniu miodu na książkę. Nie wymieniam wszystkich tekstów, które uważam za błędne, wymienię te, które uważam za dobre (niekoniecznie w kontekście, ale jako same w sobie).

1) "co było wcześniej zamknięte w skrzyni z tabliczką: Nie otwierać."
2) "nie szarżuje z graniem na emocjach"

Naprawdę, choćbym chciał, to nie widzę nic więcej. Jak chcesz, to zrobię spis wszystkich stwierdzeń, które MUSISZ poprawić, żeby to miało ręce i nogi. I, co najważniejsze, ta poprawka nie zaważy na tym dziwnym stylu, który obrałaś.

Po przeczytaniu końcówki już wiem, dlaczego ledwie przez to przebrnąłem. To nie jest recenzja! To pean! Taki peanik, z całą tą radosną podniosłością i klimatem filmowego spotkania samotnych matek. Poklepywanie się po ramionach, ciepła herbatka itd. Teraz już to wiem. Po drugie to list polecający! Taki mały, supcio liścik, wychwalający pod niebiosa, patrzący jednostronnie, do tego jeszcze piszący bzdury (proszę... znajdź empatię w internecie. fuck yeah...). I to liścik, do tego, chamsko marketingowy. Tak chamsko, że się rzygać chce.
Przez całą recenzję, droga autorko zapomniałaś, że jest to literacka fikcja. A jeśli nie jest, to trzeba to zaznaczyć. Poza tym nie wiedziałem, że na wpmt płacą za artykuły sponsorowane.

Co do techniki, podsumuję te poprzednie: budujesz beznadziejnie długie zdania. Szlag mnie trafia, jak widzę jednozdaniowy akapit w tym stylu: "Oczywiście nie jest to tylko książka dla kobiet, które doświadczyły straty, to książka dla wszystkich, którzy temat znają na tyle słabo, że przyczyniają się do nieświadomego sprawiania przykrości kobietom, którym przyszło się zmagać z dochodzeniem do siebie po przedwcześnie zakończonej ciąży." Twoje myśli nie próbują nawet być karne w żaden sposób. Rozkleiłaś się. I to tak, że choćbyś nie wiem co napisała, obiektywnego, i tak utonie w morzu nierzetelnej (?) oceny.

A teraz perełka na koniec: "Jeżeli właśnie poroniłaś (...)". Nie, nie powstrzymam się: co to kurwa jest? Reklama mango? "Jeśli właśnie ubrudziłaś dywan...".

Proszę Cię, napisz to jeszcze raz, bo umrę. 1, i to TWARDE 1.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(27): 22 gości i 5 zarejestrowanych: Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Wojtex81, Kamil M. Jaszczak

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl