warto go przeczytać
Pseudonim: screamerty
Data Premiery: 2.7.2010r.
Gatunek: Thriller, Sci-fi
Czas: 98 min min.
Reżyser: Olatunde Osunsanmi
Obsada: Milla Jovovich
Spotkanie trzeciego stopnia, jak wszyscy wiemy, nawet ze słynnego filmu Stevena Spielberga, następuje, gdy kosmici nawiązują z nami kontakt. Reżyser Olatunde Osunsanmi poszedł o krok dalej. Czwartym stopniem nazywa porwanie, przez obcą inteligencję. Wraz z główną aktorką, Millą Jovovich, próbuje nam wmówić, że to, co oglądamy wydarzyło się naprawdę. Od sukcesu „Blair witch Project” jesteśmy zasypywani podobnymi zabiegami. Wystarczy wspomnieć „Paranormal activity” lub zrobiony w niemal identycznie, ale dużo lepszy „Projekt monster”. Czy „Czwarty stopień” zasługuje na uwagę w tym zalewie? I moje osobiste pytanie, czy naprawdę staliśmy się tak wybrednymi widzami, że aby się bać potrzebujemy historii opartej na faktach? Co się stało z fikcją? Czemu nie robi się filmów wbijających w fotel, takich jak „Halloween”, „Koszmar z ulicy Wiązów”, czy chociażby „Obcy, ósmy pasażer Nostromo?
Na samym początku mamy piękne wystąpienie pani Jovovich, która zapewnia nas, że to, co zobaczymy wydarzyło się naprawdę. Aby upewnić w tym widza, reżyser momentami dzieli ekran na dwie połowy. Na jednej mamy „archiwalny” wywiad z dr. Tyler, a na drugiej rekonstrukcję wydarzeń. Co jakiś czas puszczane nam są taśmy z przesłuchań, których jakość pozostawia wiele do życzenia. To wszystko buduje klimat i w pewnym sensie uwiarygodnia całą historię.
Mąż pani doktor zginął w tajemniczych okolicznościach. Abbey jest pewna, że była to sprawka istot pozaziemskich. Wraca do źródła i przesłuchuje pacjentów swojego małżonka, którzy bardzo dziwnie się zachowują. Jednocześnie, niestety zbyt pobieżnie, prowadzona jest jej walka ze ślepotą córki i okresem dorastania syna. Do tego wszystkiego musi się jeszcze zmierzyć z cynizmem mieszkańców, a szczególnie szeryfa prowadzącego dochodzenie.
Najbardziej budującym napięcie jest zabieg urywania rekonstrukcji lub pokazywania czegoś innego w najciekawszych momentach. O tym, co się wydarzyło dowiadujemy się z rozmowy, z prawdziwą panią doktor lub sami musimy się domyśleć. W myśl zasady Hitchcocka, najstraszniejsze jest to, co znajduje się za zamkniętymi drzwiami. Jednak w pewnym momencie widz może się pogubić lub zirytować. Na duży plus dla filmu pracuje niejednoznaczne zakończenie. Można powiedzieć, że reżyser sam rzucił sobie kłodę pod nogi.
Pomimo ciekawych zabiegów, otoczki prawdziwości i momentów, w których się kuliłem ze strachu, jest to film nużący. Ciągle dostajemy to samo w trochę innej formie. Powtarzane elementy fabularne, sprawiały, że ziewałem i czekałem, aż to się w końcu skończy. Wywiady z dr Tyler, również w pewnym momencie zaczynają nudzić. Wszystko robi się wtórne. Myślę, że zbudowanie tego filmu z samych fragmentów archiwalnych niewiele by pomogło. Mamy tutaj za dużo wszystkiego. Łączone są wątki z innych znanych obrazów, przez co momentami staje się przewidywalny. Może gdyby reżyser skupił się bardziej na wątkach obyczajowych, jak kłopoty z dziećmi, czy stosunki jednego z pacjentów z żoną, uratowałoby całą historię. Raczej nie sięgnę po ten film drugi raz. Gdy będę miał ochotę na kosmitów, obejrzę serię „Obcego”, „Coś” lub chociażby „E.T.”
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 09.12.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(22): 16 gości i 6 zarejestrowanych:
Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, Kamil M. Jaszczak