Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Lesbia
Skąd: Katowice
O sobie: Studentka, do tej pory dużo czytająca, mniej pisząca - jednak pragnę to zmienić.
Napisanych prac:
- wiersze: 3
- recenzje: 1
- artykuły: 2

Średnia ocen: 4.1
Użytkownik uzyskał: 15 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"„Moulin Rouge”" 18.05.2011
"Śnieżny sierpień" 05.12.2011
"Co łykamy, czym rzygamy" 24.05.2011
"Tonę" 31.07.2011
"Przydatność wiedzy nabytej" 24.05.2011

Inne prace tego autora:
"Tonę" 31.07.2011
"Śnieżny sierpień" 05.12.2011
"Co łykamy, czym rzygamy" 24.05.2011
"Wieczorami" 18.05.2011
"Przydatność wiedzy nabytej" 24.05.2011


Najnowsze recenzje (wszystkie):
"Onyx boox A60" - RattyAdalan
"Fajerwerki próżności" - screamerty
"Trauma" - cudzy
"Każdy zrobił, co trzeba" - Astralka
"Mechaniczna pomarańcza" - Wrzos
"Wielka wojna diabłów, tom..." - MGryglicki
"I wciąż ją kocham" - Alabastrowa Marzycielka
"Gdzie indziej" - aubrey
"Diabeł. Autobiografia" - aubrey
"Ty" - emeryt

„Moulin Rouge”

Data Premiery: 5.10.2001r.
Gatunek: Melodramat, Musical
Czas: 126 min.
Reżyser: Baz Luhrmann
Obsada: Nicole Kidman, Ewan McGregor, John Leguizamo


Baz Luhrmann, reżyser i scenarzysta filmu, mógłby wykładać na akademii filmowej o tym, jak z banalnej, a wręcz kiczowatej historii zrobić niesamowity, trwający sto dwadzieścia sześć minut „show”. Idąc za wzorem filmu można go określić jako „spektakularny spektakl”: głośna muzyka, dynamiczna akcja, szybko zmieniające się obrazy, taniec, śpiew, magia światła i barwne postaci. Wszystko to oplata starą jak świat historię miłosną: On (Ewan McGregor jako Christian) – ubogi, lecz utalentowany, pisarz i poeta, ona (Nicole Kidman jako Satine) – szalenie piękna i pożądana przez wszystkich kurtyzana, marząca o aktorskiej karierze, pracująca w największym domu rozpusty końca XIX wieku, w tytułowym „Moulin Rouge”. Zakochują się w sobie do szaleństwa, oczywiście na ich drodze staje trzecia osoba: książę, nie taki piękny, nie na białym koniu i nie z bajki. Rzecz jasna ma złe zamiary i chce zniszczyć ich miłość. Banalność trwa dalej - piękna kurtyzana musi wybierać pomiędzy miłością, a karierą i bogactwem. Banalność nie zostaje przerwana, ona początkowo wybiera tego złego, ale poeta nie poddaje się i w końcu postanawiają być razem. I tu, o dziwo, nie ma szczęśliwego zakończenia. Kurtyzana umiera i nic nie może jej pomóc – widz może w tym momencie płakać.
Banał, banał, banał chciałoby się krzyczeć czytając opis filmu, jednak gdy w kinie gasną światła, obrazy pojawiają się na ekranie i gra muzyka, zaczyna się magia. Zanika cały kicz, a widz, choć łatwo przewidzieć ciąg dalszy zdarzeń, ogląda to wszystko z zapartym tchem, porwany nowoczesną muzyką, dobrą grą aktorską i świetnym wokalem, nawet nie zwraca uwagi na niezbyt odkrywcze teksty, które bohaterzy co chwilę wyśpiewują, patrząc na siebie maślanymi oczami, wręcz przeciwnie – jest nimi oczarowany. Pierwsze dwadzieścia minut filmu można określić „ostrą jazdą”, akcja toczy się bardzo szybko, a widz jest wbity w fotel i oszołomiony obrazami.
Baz Luthrmann nie poszedł w ślady swoich wielkich poprzedników, nie wrócił do klasycznych musicali złotego wieku, zaryzykował i stworzył coś zupełnie nowego, postmodernistyczne dzieło filmowe, które nie ma na celu wyśmiania typowych cech musicali, lecz uaktualnienia ich dla współczesnej widowni. Historia zaprzecza jakimkolwiek ramom muzycznym, czasowym i schematom – strojom oddającym ducha epoki towarzyszy nowoczesna muzyka, kobiety tańczą kankana do utworu Nirvany, a wyznania miłosne są fragmentami znanych piosenek, między innymi Whitney Houston. Film stanowi „zlepienie” wszystkiego tego, co już w filmach, muzyce i miłości zostało pokazane, lecz udowadnia, że nawet to wszystko można jeszcze ubarwić. Film ten można określić końcem pewnego okresu musicali, ale zarazem początkiem czegoś nowego, choć następnym reżyserom będzie niezwykle trudno pobić „Moulin Rouge”.
Wśród repertuaru muzycznego znalazło się miejsce także dla Davida Bowie. Dużym plusem jest to, iż aktorzy sami śpiewali swoje muzyczne kwestie, co więcej - wokalami urzekającymi. Wykonanie El Tango De Roxanne McGregora i Jacka Komana „weszło” w głąb mojej głowy podczas seansu i do tej pory nie chce wyjść. Wokal głównego bohatera, pełen obaw, strachu i zazdrość i „szorstki”,męski głos Polaka – majstersztyk. Muzyce często towarzyszą dopracowane do perfekcji choreografie, więc także miłośnicy tańca znajdą tutaj coś dla siebie.
„Moulin Rouge” jest filmem, po którego obejrzeniu każdy stwierdzi, że czegoś takiego jeszcze nie widział, co do oceny – gusta są skrajnie podzielone, lecz każdy zapewne przyzna, że mimo wszystko film jest oryginalny, przedstawia wszystko to, co było, ale jest odkrywczy: opinia pełna sprzeczności, jak cały film, jednak w nim tworzy to spójną i udaną całość, która przypomina szalony sen lub dwugodzinny teledysk.
Bazowi Luhrmannowi udaję się także pokazać w filmie idee wyznawane przez XIX wieczną bohemę artystyczną: wolność, piękno, prawda i miłość. Miejscami przerysowane postacie dążą do osiągnięcia tych ideałów i pragną żyć w zgodzie z nimi. Istotną rzeczą jest także podwójne znaczenie niektórych (pozornie banalnych scen), na przykład końcowa scena:
zakończenie odbywające się przed publicznością na scenie jest piękne, kochankowie pozostają razem, lecz po opadnięciu kurtyny jest jak w prawdziwym życiu – świat przestaje być kolorowy i szczęście zostaje przerwane.
Oglądając „Moulin Rouge” momentami, gdy obraz wiruje, a kamera szybko zmienia kadry z tańczących ludzi na rozśpiewanych aktorów chciałoby się śpiewać tak jak bohaterzy „So exciting!”. Film zdecydowanie ma w sobie „to coś”, trudno go opisyać – trzeba po prostu to zobaczyć i poczuć magię tego obrazu, przekonać się na własnej skórze (a raczej oczach), że Luhrmann z banału i kiczu uczynił dzieło. Uważam, iż film jest bardzo dobry, a to już coś oznacza, ponieważ nie lubię musicali, lecz jeśli te kręcone w przyszłości będą wyglądały jak „Moulin Rouge”, z pewnością je pokocham.

Zalety:
- Muzyka
- Gra aktorska
- Dobra zabawa

Wady:
- Przewidywalność




Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 18.05.2011r.

1     

Szpieg Don Pedro 19 05 2011 (22:37:55)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Lesbia,

Praca na mój gust napisana lekkim publicystycznym stylem, jak pisał mój przedmówca można wyczuć kontakt autora z czytelnikiem, co jest oczywiście walorem. Dalej, napisałem publicystycznym lecz zdołałaś również przybliżyć tło historyczne, używając terminologii specjalistycznej wyselekcjonowanej na tyle, że jest ona doskonale zrozumiała.

Recenzja zawiera wszystkie elementy jakie winna mieć,nie mamy tu klasycznego zarysu fabuły, a jej nakreślenie poprzez inne realizacje musicalu, kreacje aktorskie co ważne do gatunku muzyka, scenografia, aż po tło historyczne - składnie i na temat.

"ściana tekstu" eh, można się czepiać, nie twierdzę że nie przydałoby się choć rozdzielenie akapitów, ale nie wnikam jaki poziom reprezentuje czytelnik, który pod tym względem wybiera co warte uwagi treści. Fakt, byłoby ładniej, ale mi w zupełności wystarczy tekst. Czekam na kolejne recenzję mam nadzieję, że to zarys własnego stylu, a nie popis wyuczonego "słownego fachu" tkwiącego tylko w poprawności. Zatem czekam, a tymczasem "sądem osądem" stwierdzam - godny polecenia tekst.

Pozdrawiam,
Stalówka

MGryglicki 18 05 2011 (21:40:21)

Podoba mi się to, że nawiązujesz kontakt z czytelnikiem pewien. Opisujesz recenzję bardzo subiektywnie, to uwiarygadnia jej odbiór; sprawia, że jest żywsza i przyjemniejsza.
Jednocześnie używasz stwierdzeń raczej niewidocznych w mowie potocznej, co z kolei załamuje ten subiektywizm, np. "rzecz jasna". Pewnie kwestia maniery piszącej, ale mi nie pasuje.
Czepiłbym się jeszcze kilku słów, np. "oplata", "zanika".
Poza tym jedna rzecz - ściana tekstu. Powiedz mi jak zrobić w tekście światło, żeby był troszkę mniej przerażający na "dzień dobry".
Troszkę takie masło maślane momentami. Miałem wrażenie, że większość z tego można streścić i to bardzo mocno. Pamiętaj, że krótsza recenzja będzie nieco lepsza.
A, jeszcze tytuł: zauważyłaś pewnie, że tytułem recenzji jest tylko i wyłącznie tytuł recenzowanego utworu, dlatego tak też go zmoderuję.

Zapraszam do dyskusji co do poprawek, bo kilka/kilkanaście można wprowadzić :) Na chwilę obecną dodaję.

Pozdrawiam.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7853 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46575 | Użytkownicy: 3566
Online(18): 11 gości i 7 zarejestrowanych: Salem_de_Lincourt, Dawied, Fał, Pawlak, Wojtex81, zawsze, Kamil M. Jaszczak

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl