Milczenie owiec

Łukasza poznałam na forum popularnego młodzieżowego portalu społecznościowego. Od słowa do słowa, od pytania do odpowiedzi opowiedział mi swoją historię. Jak sam przyznał nieraz słowa wystukiwane na klawiaturze komputera raniły mu palce, zamazywały się na ekranie. Bałam się, że nie dotrwamy do happy-endu. Ale udało się. Według Łukasza każdemu może się udać. Jeśli tylko naprawdę tego chcemy. Niesie za sobą wielki bagaż doświadczeń. Czasami jest mu ciężko - czasami przystaje. Ale wracając myślami do przeszłości wie, że nie warto zatrzymywać się na dłużej. Ma wiele marzeń i planów i nie pozwoli, aby znów coś mu przeszkodziło w ich realizacji. Seele: Opowiedz mi, jakim jesteś człowiekiem? Co wyróżnia Cię z tłumu? Łukasz: Zawsze powtarzam, że biorąc pod uwagę ogólnie pojmowaną w społeczeństwie normalność jestem nienormalny. Myślę, że najbardziej wyróżnia mnie moja zdolność do empatii. Nie mówię tego, aby się w jakiś sposób przechwalać czy pokazywać, że jestem lepszy od owego tłumu. Prawdę mówiąc, często denerwuje mnie to, bo prawie zawsze wiem, co czuje druga osoba. Za bardzo wczuwam się w innych. Na przykład podczas jazdy pociągiem obserwuje ludzi i widzę, kto pod maską chłodu i obojętności skrywa smutek. Próbuję to blokować, ale najczęściej kończy się to bezsensowną złością na siebie samego. W dodatku często muszę wysłuchiwać zwierzeń ludzi, którzy są wobec mnie nielojalni. S: A jaki jest według Ciebie ten kanon ‘normalności’ w dzisiejszym świecie? Ł: Myślę, że normalność to podporządkowywanie się panującym modom na niektóre zjawiska społeczne jak chociażby na tzw. 'wyścig szczurów. To również zachowywanie się podobnie do większości społeczeństwa, przyjmowanie ich zasad, przyzwyczajeń. Ci, którzy się nie dostosowują, nie dają się zaszufladkować często są narażeni na krzywe spojrzenia, a nawet docinki. Ostatnio zauważyłem nawet, że rośnie społeczna akceptacja chamstwa i pychy. A tego nie znoszę. S: Sam też lubisz mówić, zwierzać się? Ł: W domu raczej milczę, ale jak już wybuchnę to bywa, że jestem jak burza z piorunami. Kiedy wychodzę gdzieś z kumplami, mam tak samo. Lubię słuchać, jestem cierpliwy. W jednym zdaniu potrafię zawrzeć całe rozwiązanie problemu. Tylko czasami mam ochotę się zwierzyć, pogadać coś o sobie tak dla odmiany, ale zazwyczaj kończy się to stwierdzeniem: „E tam, a wiesz, co ja zrobiłem?”. Takie rozmowy są bez sensu. S: Jesteś w wieku, w którym większość Twoich rówieśników w tygodniu drzemie w uniwersyteckich aulach, a weekendy spędza na szalonych imprezach w akademikach. Dlaczego nie poszedłeś na studia? Ł: Nie miałem po prostu takiej możliwości. Musiałem pójść do pracy i wesprzeć moją rodzinę. Nie mogę wyjechać i zostawić najbliższych na lodzie. S: Jak wygląda Twoja sytuacja rodzinna? Ł: Mama wyszła za ojczyma-hipokrytę. Wiele razy podczas kłótni mówił, że nigdy nie chciał naszej rodziny. Wyzywał nas od bękartów. W końcu znalazł sobie nową kobietę i chciał rozwodu za porozumieniem stron. Mam jednak nadzieję, że jego wina zostanie zaznaczona. Moja siostra mieszka w pobliskim miasteczku wraz z mężem, córką i babcią. Z braćmi, którzy z nami mieszkają nie dogaduję się najlepiej. Starszego bardzo absorbuje jego życie towarzyskie, a młodszy jest właśnie w okresie buntu, przez co nie zdał do drugiej gimnazjum. Nie jesteśmy wzorem miłości braterskiej. Często się kłócimy, nieraz poszarpiemy, ale potrafimy się też przytulić i pożartować. S: Masz jakieś pasje? Jak wygląda Twój dzień? Ł: Raczej nie mam zbyt dużo czasu, aby poświęcić się jakiejś pasji. Pisze wiersze, czytam różne książki. Ostatnio sięgam po westerny, które bardzo lubił mój nieżyjący już dziadek. W tygodniu raczej nigdzie nie wychodzę, bo jestem zbyt zmęczony po pracy. Zamiast tego siadam z książką na fotelu przed kominkiem i to jest mój relaks. Ewentualnie udzielam się na różnych forach internetowych. Szaleję natomiast podczas weekendów. S: Masz wielu przyjaciół? Ł: Kumpli mam sporo, ale wiadomo, że to nie to samo, co przyjaciel. Miałem ich kilku, teraz żadnego, oprócz oczywiście mojej dziewczyny. Kiedyś, przyjaźniłem się z chłopakiem z mojego podwórka. Przyjaźń trwała przez pięć lat szkoły podstawowej, do czasu wyprowadzki. Dzisiaj nie mówimy sobie nawet „cześć”. Z drugim przyjaźniłem się od szóstej klasy podstawówki przez całe gimnazjum i liceum. Wyprowadził się do Szczecina, ponieważ odnalazł tam swoją rodzinę (był z domu dziecka). To już nie przyjaźń, bo zbyt długo się nie widzieliśmy. Raczej po prostu sentyment, koleżeństwo. S:, Czym w takim razie jest dla Ciebie przyjaźń? I gdzie jest jej koniec? Ł: Koniec przyjaźni określiłbym, jako moment, oddalenia się od siebie dwóch bliskich sobie osób i przemiana przyjaźni w zwykłą życzliwą uprzejmość. Przyjaźń jest uczuciem na tyle trwałym, na ile my sami jesteśmy gotowi o nią dbać a nieraz i o nią walczyć. Często bywa nawet trwalsza od miłości. Liczy się troska o drugiego człowieka, który wiele dla nas znaczy, dbałość o to by czuł tą nić porozumienia między nami, która zawiera się czasami tylko w samym spojrzeniu lub geście. S: Najtrudniej pogodzić się z myślą, że przyjaźni juz nie ma. Ciężko puścić rękę niegdyś bliskiej osoby. Ale czasami po prostu trzeba, nie mamy wyjścia. Myślisz, że o tamte przyjaźń nie dało się zawalczyć? Ł: Wydaje mi się, że o każdą przyjaźń można zawalczyć. Pytanie tylko czy się ma na to siłę. Ja nie miałem. S: Myślisz, że to kwestia zaufania? Dlaczego tak trudno jest zaufać ludziom? Ł: Tak, myślę, że to może być to. Sam nie jestem zbyt ufny, choć kiedyś było inaczej. Może, dlatego że czasy się zmieniają. Wszechobecna hipokryzja, żądza posiadania jak największej ilości pieniędzy także kosztem innych i wszechobecny fałsz zabija naturalną ufność. S: Czy jest taka osoba, która zmieniła Twoje życie? Której nigdy nie zapomnisz? Ł: Osobą, której nigdy nie zapomnę jest mój Ś.P. dziadek. Zawsze, gdy przychodzę na jego grób, płaczę. Rozmawiam z nim i jestem pewien, że on mnie słyszy. Modlę się za niego, bo był największym autorytetem w moim życiu. W wakacje przebywałem kiedyś z dziadkami i wiele mnie wtedy nauczył swoimi opowieściami o wojnie. Wpoił mi wartości, które cenię do dzisiaj: odwagę, honor, dbałość o rodzinę. S: Jaki był najgorszy okres w Twoim życiu? Ł: Gdy miałem 17 lat trafiłem na młodzieżowy oddział do szpitala psychiatrycznego. Widziałem ludzi zamkniętych na głucho w izolatkach, różne typy samobójców, do których należałem i ja. Tych co robili to na pokaz i wychodzili z tej klatki po trzech dniach i tych co nie widzieli już w życiu żadnego sensu i zostawali na co najmniej dwa miesiące. Podcinających sobie żyły, wisielców, biorących stos tabletek, rzucających się pod samochód. Widziałem ludzi pociętych tak, że zamiast wielu części ciała mieli po prostu jeden wielki stos blizn. Anorektyczki i bulimiczki przemycające po przepustce w domu tabletki na przeczyszczenie. Narkomanów szykujących się do odjazdu do MONARU. Młodocianego kryminalistę, który łamiąc rękę pielęgniarce uciekł kiedy otwierała drzwi odwiedzającym. Wiele strasznych historii wydarzyło się tam na moich oczach. S: Jak to się stało, że tam trafiłeś? Ł: Bezpośrednią przyczyną było to, że próbowałem się zabić. Totalna głupota, patrząc na to z dzisiejszego punktu widzenia. Przez to właśnie miesiąc spędziłem w szpitalu. Drugi raz trafiłem po trzech dniach od pierwszego wypisu. Na kolejny miesiąc. Przez cięcie się, ale też przede wszystkim przez łykanie sporej ilości zapisanych mi przez psychiatrę tabletek. Reanimacja, potem trzy dni w śpiączce polekowej. Zostały mi po tym ślady na rękach, blizny nie do końca się zagoiły choć walczę z nimi różnymi maściami, kremami. I tak zostaną, ale będą mniejsze. S: Jak wyglądało leczenie? Kłuli Cię igłami? Przyjmowałeś leki? Chodziłeś na terapie? Ł: Leczenie przebiegało na kilka różnych sposobów. Rozmowy w grupie z psychologami czyli tzw. terapia grupowa, rozmowy indywidualne z psychologami oraz terapia zajęciowa - rysowanie, malowanie itd. Na terapii zajęciowej nauczyłem się malować farbami do szkła. Długie godziny potrafiłem przesiedzieć w świetlicy, żeby wielkanocne jajko, kurka czy wiosenny obrazek wyglądały jak żywe. Później widząc swoje prace przyklejone do okna uśmiechałem się stwierdzając że tak właśnie miały wyglądać. Rozmowy z psychiatrami ograniczały się jedynie do tego jak działają na mnie leki, które miałem przyjmować trzy razy dziennie. Nie czułem się z nimi dobrze. Chodziłem zamroczony nie widząc świata wokół. Czasami gdy ktoś był nadpobudliwy aplikowali Valium w zastrzyku i taki delikwent po pięciu minutach szedł spać. Ja miałem tak tylko raz, gdy powiedziałem jednej dziewczynie, że czuję się nieswojo, a ona doniosła na mnie. Gdy ktoś był agresywny dostawał zastrzyk, wzywano ochronę i zapinano w pasy mocowane do łóżka w izolatce. Ewentualnie w kaftan. Ale to ekstremalne przypadki, bardzo rzadkie. S: To wszystko brzmi jak książka, ale w nich główne bohaterki zazwyczaj uciekają ze szpitala zanim zaczną w ogóle terapię. Ty próbowałeś uciekać? Ł: Nie, choć było to możliwe. Umiałem otwierać okna bez klamek małymi łyżeczkami albo szczoteczką do zębów. A kraty można było rozgiąć. Kiedyś kumpel wyszedł wieczorem po daszku nad wejściem i wrócił dopiero rano. Nikt nawet nie zorientował się, że go nie było. No i dzięki temu otwieraniu okien mieliśmy trzy razy w tygodniu dostawy żyletek i papierosów. Przemyt okienny kwitnął. S: Jak ludzie z otoczenia reagowali na wieść o Twoim pobycie w szpitalu? Ł: Cóż, większość wyzywała mnie od wariatów, idiotów. Tylko nieliczni pozostali tacy jak dawniej. Nieraz spotkałem się ze zdaniem typu: „A ty wisielcu, spier….”. Już tak nie jest, spowszedniało im to. Ale kiedy się ciąłem nikt nie reagował. Wszyscy nauczyciele kiwali tylko głowami, a po moim powrocie ze szpitala wychowawczyni zapytała się czy dalej mam problemy ze sobą. A problem nie tkwił wyłącznie w mojej głowie, ale także w otoczeniu. S: Jak radzili sobie z tym Twoi bliscy, Twoja mama? Ł: Moi rodzice za bardzo się tym nie przejęli. Stwierdzili że 'posiedzę to zmądrzeję'. Za to siostra twierdziła, że powinni mnie stamtąd zabrać, że nie powinni mnie tam zostawiać bo to ich wina że się tam znalazłem. Odwiedzali mnie, siostra z babcią częściej niż rodzice... Wszyscy starali się mnie wspierać, jedni miłością i troską, inni kazaniami i obrażaniem się. S: Patrząc teraz na Ciebie nie mogę uwierzyć, że życie było kiedyś dla ciebie ciężarem nie do udźwignięcia. Co Ci w końcu pomogło? Czy to właśnie pobyt w szpitalu był tym czego potrzebowałeś? Ł: Moment zwrotny, kiedy zauważyłem bezsens swoich poczynań, nie nastąpił w szpitalu. Parę miesięcy po wypisie jeszcze się ciąłem. Jednak nie był on niepotrzebny. Poradziłem sobie z tym wszystkim głównie dzięki ludziom, których tam spotkałem. Dzięki tym co mnie wysłuchali i tym, których słuchałem ja. Choć czasami lepszym lekarstwem było po prostu poczucie bezpieczeństwa i akceptacji. Przekonałem się że moje problemy to nic w porównaniu z problemami innych. W końcu stwierdziłem, że to co robiłem wcześniej tak naprawdę nic nie daje, a tylko wstyd zostaje kiedy musze gdzieś iść z odkrytymi rękami. S: Jak w tym momencie patrzysz na świat i swoje życie? Ł: Psychikę mam w gruncie rzeczy 'zagojoną\. Mam dystans do siebie, do ludzi i do świata. Nie biorę wszystkiego do siebie, wiem czego chcę, czego pragnę i do tego dążę. Powoli, ale konsekwentnie. Powróciłem też do Boga, czego symbolem jest tatuaż na ramieniu. Chodzę do kościoła, modlę się wieczorem, widzę w tym sens. S: A czego pragniesz? Jakie masz marzenia? Ł: Gdybym mógł, poszedłbym na studia. Na jakie? Mam bardzo rozbieżne pomysły. Biotechnologia albo inżynieria budowy dróg. Planuję wyjechać w tym roku do większego miasta i się tam zadomowić wynajmując mieszkanie i za rok składać papiery na uczelnie. Zobaczymy jak to wyjdzie. S: Wielu młodych ludzi teraz bardzo często się załamuje, każda błahostka urasta do rangi problemu i sprawia, że życie takiego człowieka traci sens. A przecież ono dopiero się zaczyna. Jak według Ciebie powinni sobie z tym radzić? Co zrobić, aby podnieść się aby iść dalej i nadal wierzyć? Ł: Nastoletni człowiek dojrzewa, zachowuje się często irracjonalnie przez zbyt emocjonalne podchodzenie do problemów. Ale to nie oznacza że trzeba ten okres w jego życiu przeczekać. Gdy zaczyna dziać się źle, najbliższe otoczenie nie może pozostać obojętne, bo może się to skończyć dramatem. Człowiek z 'połamaną' psychiką sam się po pomoc nie zgłosi. Myślę, że chodzi o to, żeby uświadomić społeczeństwo że ludzie w takim stanie, nie są chorzy i nie należy się ich bać tylko pomagać. Tak jak mi pomogła szkolna pielęgniarka. Skierowała mnie do psychologa, ale przecież mógł to zrobić jakikolwiek nauczyciel który dużo wcześniej widział moje rany. A jeśli chodzi o rady dla tych nastolatków. No cóż, w każdej gminie jest poradnia psychologiczno- pedagogiczna która nie ma na celu jedynie wystawiania zaświadczeń o dysleksji czy dysgrafii. Tam są kompetentni psycholodzy którzy także potrafią pomóc. Wystarczy chcieć do nich pójść i się o tym przekonać. S: Udało Ci się poradzić sobie ze swoimi problemami, ale nie boisz się czasami, że ten koszmar może wrócić? Ł: Nawiązując do mojego ulubionego filmu „Milczenie owiec” - moje milczą od bardzo dawna, ale nigdy nie jestem pewien czy pewnego dnia znowu nie obudzi się we mnie ich ryk. To taka przenośnia - boję się że moja ludzka słabość obudzi we mnie znowu chęć autodestrukcji i lęk przed życiem. I dodam jeszcze, że lęk przed śmiercią, kiedy się nie chce żyć nie jest tchórzostwem, to największy akt odwagi, jaki może spotkać człowieka. Tchórzostwem jest uciekać przed życiem tak jak ja to robiłem. S: I jeszcze pytanie na koniec. Czym dla Ciebie jest szczęście? Ł: Szczęście jest wtedy, gdy ma się prawdziwych przyjaciół. Teraz jest nim moja dziewczyna, bo osoba, którą się kocha powinna być przede wszystkim przyjacielem. To ona jest wyznacznikiem mojego szczęścia, mimo że jest nam trudno być razem. Dzieli nas 300 km. Szczęście to także pieniądze. Wiem, że to nie jest popularny pogląd i sam się dziwię, że tak uważam. Choć z drugiej strony cierpiąc na niedostatek można być szczęśliwym. Moja rodzina cierpi na to całe życie, ale trzymamy się razem i to sprawia, że jesteśmy szczęśliwi. Szczęściem też jest Bóg. Kiedyś zaprzestałem w niego wierzyć. Trwałem w ateizmie 6 lat, do ostatniego Bożego Narodzenia, kiedy to poszedłem do spowiedzi i powróciłem na Jego łąki z męczeńskiej tułaczki po pustyni niewiary. Czuję sie szczęśliwy. Dzięki temu, że każdy dzień, niby taki sam jak poprzednie, a jednak przynosi zawsze coś nowego. Nowe wyzwania w pracy, życiu, miłości i przyjaźni. I ja chcę tym wyzwaniom podołać. S: I tego właśnie Ci życzę. Dziękuję za rozmowę. Ł: Ja również dziękuję.



Płeć: kobieta
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 26.12.2010r.

1     

Nacia Kurdej Użytkownik wpmt 31 10 2011 (15:51:02)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Hej, postanowiłam skomentować Twój wywiad, gdyż chciałam zobaczyć, jak Ty - redaktor prozy - radzisz sobie z tą iście dziennikarską formą.

Pierwsze co się rzuca w oczy, po przeczytaniu pierwszego pytania i odpowiedzi na nie, to jakaś nieodgadnięta zagadka, bo ja nie wiem o co chodzi. Z początku myślałam,że to będzie po prostu jakiś wywiad z dowolną osobą. Napisałaś sprostowanie, że owa osoba niesie na sobie bagaż doświadczeń. Ok, rozumiem, ale zadając pierwsze pytanie, nie powinnaś się zbytnio skupiać na pozniu duchowo tejże osoby, gdyż pytanie rozpoczynające powinno być wprowadzające i proste. To taki malutki, podstawowy błędzik na dzień dobry:)

Dalej nie bardzo rozumiem życiorysu rozmówcy. Mogłaś zadać pytanie "Jakie zdarzenie wywarło na Twym sercu głębokie rysy życia"sprawiając, że czytalnik będzie wiedział o co chodzi. Ja nie wiem, więc obniżę za to ocenę.

Następne pytania są w miarę trafione, rozmówca bardzo wyczerpująco na nie odpowiada. Chciałabym tu też zaznaczyć, że przy ocenie, będę kierowała się także wypowiedziami pytającego. Bardzo mi się podoba pytanie, w którym pytasz o emocje. Chwali się również to, że pytaniami prowokujesz długie odpowiedzi, tj.nie zadajesz pytań, na które można odpowiedzieć "tak", lub "nie".

Kończysz ciekawie, ale brak mi puenty tj. mogłaś się zapytać, czy rozmówca ma jakieś plany na przyszłość, czy coś w tym stylu.

Sumując wszystkie niedociągnięcia i ciekawe momenty wystawiam Ci mocną 4.

Zabrakło mi podsumowania przez Ciebie całej sytuacji, co mogłaś zamknąć w pytaniu. Również Twoje pytania nie były złożone z emocji.

Ps. Warto dodać, że u mnie, 4 to super ocena! Nigdy nie wstawiłam 5 za wywiad:)

Pawlak Właściciel 27 12 2010 (18:01:23)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Ciekawy.

Dawno nie czytałem takiej "publicznej spowiedzi". Jeśli rzeczywiście jest ona prawdziwa to podziwiam udzielającego wywiadu za odwagę. Takie wyznanie na pewno nie jest proste.

Mimo wszystko wywiad wydaje mi się zbyt ogólny. Brakuje bardziej klarownego celu jego przeprowadzania, jego tematyki. Sam wywiad nie skłania jakoś mocno do refleksji.

Ze względów technicznych: głównym problemem były przecinki. Po za tym poprawiłem parę drobnych zdań.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(74): 74 gości i 0 zarejestrowanych: