najnowsze

Pseudonim: PookyFan
Skąd: Tajna Kryjówka, obecnie Kraków
Napisanych prac:
- wiersze: 5
- proza: 24
- publicystyka: 24

Średnia ocen: 4.5
Użytkownik uzyskał: 243 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Avatar" 13.01.2010
"Rozen Maiden" 25.08.2010
"The Embodiment of Scarlet..." 11.12.2010
"Czarodzieje mogą wszystko;..." 20.07.2009
"Zagadka Kuby Rozpruwacza" 05.02.2009

Inne prace tego autora:
"Avatar" 13.01.2010
"Czarodzieje mogą wszystko;..." 20.07.2009
"Techno Traxx Vol.14" 15.07.2009
"The Embodiment of Scarlet..." 11.12.2010
"U Pana Boga za miedzą" 24.06.2009


Najnowsze recenzje (wszystkie):
"Łopatą do serca" - Vår
"Infekcja" - Vår
"Infekcja" - Vår
"Stephen King. Sprzedawca..." - zingela
"Kuchenne rewolucje - Nowe..." - jazzu
"System Białoruś" - Edward Horsztyński
"Mechanik Dusz: Autowiwisekcja" - subtelny demon
"Simon i dęby" - Srebrna
"Moods And Messages" - FeliciaM.
"Beyoncé" - FeliciaM.

Rozen Maiden

Data Premiery: 7.10.2004r.
Gatunek: anime
Czas: 26x24 min.
Reżyser: Kō Matsuo
Obsada: Asami Sanada, Miyuki Sawashiro, Masayo Kurata, Natsuko Kuwatani, Noriko Rikimaru, Rie Tanaka, Rika Morinaga, Sakura Nogawa, Saori Gotô, Daisuke Ono (głosy)


Jak oceniłby Rozen Maiden rasowy fan anime – nie mam pojęcia. Jakby zrobił to zwykły zjadacz chleba, o japońskich kreskówkach wiedzący tyle, co nic – tego nie wiem również. Ja natomiast, jako zagorzały od dawna wróg tego gatunku, biorę się za recenzję podpadającego pod niego tytułu nie bez powodu. Dość powiedzieć, że do tej pory odbiłem się praktycznie od każdego anime, które próbowałem oglądać, a jedynym, które mnie nie odrzuciło, były stare, dobre Pokemony. Moje własne obserwacje samego gatunku doprowadziły mnie zresztą do wniosku, że jest skrajnie odmóżdżający i w niebezpieczny sposób uzależniający. Także choć zgodnie z moimi wnioskami na początku oglądanie tego typu seriali wydaje się całkiem fajne, skutek tego procesu – czyli odmóżdżenie – zauważa się o wiele za późno. Jedynym bodaj elementem typowym dla anime, który mi się zawsze podobał, była całkiem ładna, mangowa kreska, i – przyznaję – nawet przypadła mi do gustu, jednak merytoryczne elementy tego gatunku wydawały mi się od początku do końca żenujące. Słysząc rozmowy ludzi urzeczonych japońskimi kreskówkami nie mogłem powstrzymać się od śmiechu spowodowanego nie tylko dyskusjami na temat zupełnie odjechanych wątków fabularnych, lecz również tymiż głupawymi – jak mi się zawsze zdawało – wątkami szczerą fascynacją. Z samym Rozen Maiden zaś miałem styczność już wcześniej, zanim przystąpiłem do obejrzenia go, gdy jakiś czas temu przejrzałem artykuł o tym serialu na Wikipedii. Kiedy przeczytałem o fabule, która opiera się na przedstawianiu perypetii zachowujących się jak żywe lalek mieszkających w domu chłopca imieniem Jun, który nie chodzi do szkoły ani w ogóle nie wychodzi z domu, uśmiałem się serdecznie. Wydało mi się to tak skrajnie idiotyczne, że nie wgłębiałem się dalej w temat i zapomniałem o tym tytule, aż do momentu, w którym postanowiłem go jednak obejrzeć. Dlaczego jednak o tym wszystkim piszę? Ano dlatego, by pokazać, z jakim nastawieniem zasiadałem do oglądania tego anime. Z jak lekceważącą ignorancją i z jak wielką pogardą się doń odnosiłem, i jak bardzo głupie i naiwne wydawało mi się wtedy... i by ukazać, w jaki sposób zmieniło się moje myślenie. Kreska, dźwięk i wdzięk Zanim jednak przejdę do najważniejszych kwestii (czyli dotyczących fabuły i wartości merytorycznych serialu), parę uwag do warstwy technicznej. Wizualnie Rozen Maiden prezentuje się jak każde typowe anime – ładna kreska, dobra animacja, miłe dla oka kolory. Nie jest zbyt mroczne ani zbyt cukierkowe – po prostu w sam raz. Postacie są naprawdę ślicznie wykonane, każda z nich z dużą dokładnością i dbałością o szczegóły. Chociaż akcja rozgrywa się głównie w domu głównego bohatera, wizualne tło wydarzeń nie staje się z biegiem czasu nużące, tym bardziej, że w serii widoczne są również różne inne lokacje o odmiennych typach. Są więc i miejsca mroczne, i wręcz bajkowe, są ulice miasta, domy zwykłych ludzi (jak Juna) i miejsca magiczne, w które czasem zapuszczają się lalki. Skoro już o lalkach mowa, to muszę przyznać, że zostały przedstawione naprawdę świetnie. Ich stroje są naprawdę niezwykłe – nie tylko z uwagi na ich staromodny charakter, ale również na ich zróżnicowanie, kolorystykę i krój pasujący jak ulał do każdej z nich, także jeśli chodzi o charakter. Jest więc na przykład ubrana w arystokratyczną suknię Shinku zachowująca się jak dama z wyższych sfer, jest też mała, dziecinna Hinaichigo w jej różowym, dziecięcym ubranku, jak również mroczna Suigintou z jej wysublimowanym ubraniem w ciemnej tonacji. Inne lalki prezentują się podobnie – z dobrze dobranymi, pięknie wykonanymi strojami i z elegancko ułożonymi fryzurami. Największe wrażenie zrobiła na mnie Suiseiseki w jej obszernej – choć skromnej – zielonej sukni oraz z prostym uczesaniem, ponieważ to wszystko dało jej taki uroczy, a zarazem niewinny i niepozorny wygląd, że nie sposób się nie zachwycić nad tym, jaka jest słodka (swoją drogą, pod wieloma względami przypomina mi siebie samego – niby taka cicha woda, ale tak naprawdę okazuje się być równie wredną manipulantką, co ja). Jest ona zresztą – w mojej opinii – najlepiej wykreowaną postacią w całym serialu. Ludzie prezentują się równie dobrze, choć – w przeciwieństwie do lalek – są tak zwyczajni, jak to tylko możliwe. Jednak właśnie ten kontrast czyni to anime jeszcze bardziej intrygującym, a nie jest on obecny tylko pomiędzy tymi dwoma typami postaci. Cała struktura serialu jest ich pełna. Zmieszanie dwóch światów – zwykłego ludzkiego oraz magicznej rzeczywistości, w którą czasem przenosi się akcja – jest zresztą zabiegiem bardzo sprytnym, choć wydawałoby się, że to ograny chwyt. Rozen Maiden łączy jednak wszystkie powszednie i niecodzienne elementy w jedną zgrabną i pełną wdzięku całość, która w odbiorze jest naprawdę przyjemna, jeśli wziąć pod uwagę piękną kreskę pasującą zarówno do przedstawienia zwykłego nastolatka, jak i magicznej lalki, czy też normalnego, japońskiego domu oraz równoległej, czarodziejskiej rzeczywistości. Ten zabieg udał się więc doskonale, zważywszy na pełen kontrastów charakter serialu, który – według mnie – nie tylko nimi nie męczy i nie dezorientuje, ale właśnie pomaga stworzyć niesamowity nastrój działający na widza z wielką mocą. Klimat osiągany przez połączenie wielu koncepcji jest naprawdę świetnie wytworzony i utrzymywany (czasem odcinek jest komiczny, a zaraz potem – śmiertelnie poważny, raz jest smutno, a chwilę potem atmosfera całkiem się rozluźnia), i choć mogłoby się wydawać, że te nieustanne przemiany to słaby punkt Rozen Maiden i dowód na niezdecydowanie twórców, jak ciągnąć dalej serial, nie jest to prawdą. Ciągłe zwroty akcji, płynne przejścia pomiędzy dwoma rodzajami rzeczywistości i ogólny dynamizm zmian praktycznie wszystkich elementów anime daje świetny efekt nie daje widzowi nudzić się ani przez chwilę, choć przyznam, że dla niektórych faktycznie może być to nużące i dezorientujące, jeśli nie gustuje w tak pełnych tempa (które też stale się zmienia) produkcjach, dodatkowo czasem to idealne współgranie ze sobą skrajnych przeciwieństw nie zawsze wychodzi wiarygodnie, nawet jak na anime. W niektórych momentach faktycznie te dwa światy – magiczny i normalny – zbyt łatwo się przenikają, i to w sposób trochę zbyt naiwny, by móc racjonalnie to wytłumaczyć (na przykład Jun i jego siostra – Nori – jakoś bardzo szybko przestają dziwić się panoszącym się po ich mieszkaniu zaczarowanym, gadającym i chodzącym lalkom). Na szczęście są to sytuacje nieliczne, a najczęściej ta synteza przeciwieństw wychodzi naprawdę bardzo ciekawie. W każdym razie nastrój przez cały czas trwania każdego odcinka jest bardzo dobrze utrzymywany, lecz nie jest to zasługa tylko i wyłącznie konstrukcji serialu i zastosowanych weń konwencji, bo to, co najlepiej go buduje, to muzyka. Cóż można o niej powiedzieć? Przede wszystkim jest w pewien sposób zróżnicowana. Nie można bowiem jednoznacznie rzec, czy jest dobra. Są tutaj niezłe motywy – spełniają swoje zadanie, zazwyczaj stwarzają luźną atmosferę, są skoczne, miłe dla ucha, ale bez rewelacji. Są też motywy bardzo dobre – wyrafinowane, skomponowane w pełni profesjonalnie, złożone i ciekawe, pasujące do scen bardziej poważnych. Są także motywy świetne – rewelacyjnie budujące atmosferę, wpływające na widza tak mocno i budzące tak silne emocje, że mniej niż wspaniałymi nazwać ich nie można. Ale są również motywy absolutnie doskonałe – nie ma słów, którymi mógłbym opisać ich kunszt. Tych ostatnich jest oczywiście najmniej (bodaj ze dwa, z czego i tak jeden wpada od drugiego w ucho znacznie bardziej), jednak takie Kowareta Sekai to coś więcej, niż zwykła muzyka do serialu, coś więcej, niż tylko dodatek do niego. Jest genialne. Po prostu. Z ręką na sercu przyznaję, że jest to najpiękniejszy motyw muzyczny, jaki kiedykolwiek słyszałem. Aż trochę dziwne, że tak wspaniała muzyka została skomponowana właśnie do serialu anime, a nie jakiejś wielkiej superprodukcji. To, że tak niewiele napisałem o warstwie muzycznej, nie świadczy o tym, iż nie ma co opisywać – bynajmniej. Jest na tak wysokim poziomie, że więcej, jak stwierdzić jej wielkość, praktycznie się nie da, bo to właściwie doskonale oddaje jej istotę. Nie inaczej jest zresztą z warstwą dźwiękową z muzyką niezwiązaną (lub związaną pośrednio) – nie ma zbyt wiele do mówienia o niej, na szczęście jednak nic nie można jej mieć do zarzucenia. Aktorzy podkładający głos pod postacie z Rozen Maiden odwalili kawał naprawdę dobrej roboty. Dodatkowo melodyczność ich rodzimego języka japońskiego sprawia, że dialogi prowadzone przez lalki i ludzi zyskuje dodatkowy, specyficzny wdzięk (nie oglądałem wersji z dubbingiem angielskim, nie wiem więc, jak wielka jest różnica pod tym względem w zachodniej lokalizacji). Również piosenki z openingów i endingów są całkiem zgrabnie wykonane, choć merytorycznie prezentują się tak sobie – ot, przeciętna, quasi-mroczna, patetyczna poezja. Same w sobie jednak budują całkiem niezły nastrój – dzięki nim na początek epizodu mamy dość mroczne, intrygujące intro, a na koniec – raczej spokojne, kojące outro (tak jest zresztą w przypadku wszystkich trzech wersji każdego z nich – Rozen Maiden składa się z dwóch serii, do których zrobiono osobne wprowadzenia i zakończenia, podobnie jak w przypadku mini-serii dodatkowej). Spisują się więc znakomicie, jak na krótkie animacje dodawane na początek i koniec każdego odcinka. Gra Alicji Nie oprawa graficzna jednak, nie profesjonalne wykonanie techniczne, a nawet nie cudowna muzyka jest najlepszym elementem tego serialu. Jest nim bowiem fabuła. Tak, ta sama, wyśmiewana przeze mnie ongiś, idiotyczna historia żyjących lalek zachowujących się jak ludzie, stworzonych przez enigmatycznego lalkarza, który nakazał im walczyć ze sobą, by odbierały sobie nawzajem ich odpowiednik duszy – Mistyczne Róże. Która zaś zbierze wszystkie, ta stanie się Alicją – idealną dziewczynką, spełnieniem marzeń mistrza Rozena, którego próby jej stworzenia zaowocowały jedynie powstaniem wspomnianych wyżej siedmiu sióstr, z których żadna nie spełniła jego oczekiwań. Zarządził więc Grę Alicji, czyli wspomnianą rywalizację na śmierć i życie, by jedno z jego dzieł stało się owym upragnionym ideałem. W pewnym momencie przestają jednak chcieć ze sobą walczyć, gdyż zaczynają doceniać wspólne życie w harmonii i siostrzanej miłości... Brzmi idiotycznie? Dla mnie brzmiało. Śmieszyło mnie to do łez, gdyż ta historia wydawała mi się tak idiotyczna, że w głowie się człowiekowi nie mieściło, jak można zrobić o tym serial. Jakże się pomyliłem. Fabuła Rozen Maiden jest naprawdę niesamowicie piękna, pełna dylematów, rozterek oraz poważnych życiowych dramatów. Nie skupia się ona zresztą tylko na samych tworach tajemniczego lalkarza. Cała historia zaczyna się tak naprawdę wtedy, gdy Jun Sakurada – izolujący się od świata zewnętrznego nastolatek (będący tzw. hikimori), który nie chodzi do szkoły korzystając ze stałej nieobecności rodziców i uległości starszej siostry imieniem Nori, za to całymi dniami siedzi w pokoju i zamawia przez internet różne dziwaczne rzeczy – wchodzi niespodziewanie w posiadanie Shinku – piątej z Rozen Maiden – która traktuje go zresztą jak własnego służącego. Anime to opowiada więc nie tylko o perypetiach lalek próbujących uniknąć ich przeznaczenia, lecz również skupia się na postaci młodego Sakurady, który – choć sprawia wrażenie raczej oschłego niż wrażliwego – okazuje się przeżywać znacznie poważniejsze rozterki, niż można by go o to z początku posądzać. Tak więc powstał serial o okruchach życia kilku magicznych lalek będących pod opieką sfrustrowanego chłopca i jego uległej siostry, pełen trudnych przeżyć i ciężkich zmagań z losem. Dramat? Tragedia? Ależ skąd! Rozen Maiden przez znaczącą część czasu jest przezabawną komedią – same Maidenki sprawiają nieraz ich ludzkim opiekunom tyle kłopotów, zachowując się przy tym tak śmiesznie, że czasem nie sposób się nie roześmiać. Tu znowu objawia się koncepcja łączenia skrajności – często odcinek zaczyna się zabawnie i wesoło, by po chwili atmosfera stała się mroczna i napięta. Pod koniec może zresztą powrócić pełen humoru nastrój, gdy bohaterowie oddalają od siebie dramatyczne przeżycia minionego dnia, wracając do codziennego rozgardiaszu panującego na ogół w domu Sakuradów. Jak wspomniałem wcześniej, ów dynamizm zmian to oczywista zaleta, bo w Rozen Maiden został zaimplementowany w sposób mistrzowski – tak zgrabnie połączonych koncepcji nie widziałem jeszcze w żadnej produkcji telewizyjnej czy filmowej. Chociaż zdarzały się czasem pojedyncze momenty, w których sytuacje były takie, iż dziwne było, jak szybko bohaterowie przeszli z nimi do porządku dziennego, to – na szczęście – można je było policzyć na palcach jednej ręki. Historia sama w sobie nie jest więc w żadnym wypadku naiwna, co najwyżej czasem może być nie do końca jasna (np. motywy i sama postać lalkarza Rozena oraz dokładna geneza jego dzieł), choć – na szczęście – niedomówienia te odnoszą się raczej do rzeczy nieistotnych dla głównej osi fabularnej. Widz nie musi wciąż zachodzić w głowę, dlaczego dana sytuacja została rozwiązana tak a nie inaczej, czy też dopowiadać sobie brakujące informacje, bo po prostu nie ma ku temu zbyt wielu okazji (choć pojedyncze potknięcia w tej kwestii się czasem, oczywiście, zdarzają), niemniej jednak w pewnych momentach brak wyjaśnienia pewnych rzeczy celowo posłużyło wytworzeniu aury tajemniczości, co również udało się doskonale. Poza tym fabuła w ogóle jest bardzo spójna, intrygująca, pełna specyficznego wdzięku i poruszająca. Obie serie odcinków są pełne dynamicznej akcji, napięcia, i potrafią wzruszyć do głębi (gorzej sprawa się ma z odcinkami dodatkowymi, które odstają od głównych epizodów, głównie jeśli chodzi o opisywane wydarzenia – tak czy inaczej jednak, nie zmieniają one mojej oceny dotyczącej całości). Choć podobno historia z mangi, na której oparty jest serial, jest w istotny sposób przeinaczona, nie zmienia to faktu, że Rozen Maiden w wersji animowanej jest pod względem fabularnym genialne. To anime jest naprawdę jednym z najbardziej wzruszających serii odcinkowych, jakie w życiu widziałem, z doskonale wykreowanymi postaciami i pięknie opowiedzianą, chwytającą za serce historią, a liczne akcenty komediowe i dramatyczne czynią go tak zróżnicowanym, jak zróżnicowane jest prawdziwe życie, pobudza więc wiele różnych emocji i w sposób wiarygodny miesza najróżniejsze koncepcje. Opisywanie warstwy merytorycznej jednak tak naprawdę zupełnie mija się z celem – by w pełni zrozumieć jej kunszt, trzeba obejrzeć serial samemu, fabuła jest bowiem zbyt złożona i wspaniała, by móc oddać jej wielkość w paru słowach. Bajka – nie-bajka Piękna oprawa graficzna, cudowna muzyka, świetnie wykreowane postacie oraz niezwykła fabuła czynią Rozen Maiden dziełem zaiste wybitnym. Jest też bardzo głębokie i inteligentne, i to do tego stopnia, że nie każdy tak naprawdę mógłby się w pełni wczuć w sytuację przedstawioną w serialu. Niektórzy mogą uznać go za zbyt niejednoznaczny (owe wszechobecne kontrasty), za mało dynamiczny (bo akcja dzieje się głównie w jednym miejscu) czy też zbyt dziecinny i naiwny. Jak dla mnie jednak te wady nie istnieją – różne koncepcje nie tylko się nie zagłuszają, ale wręcz idealnie ze sobą współgrają, akcja jest naprawdę wartka, nawet jeśli rzadko przenosi się gdzieś poza dom Sakuradów, a co do naiwności fabuły... cóż, sądzę, że to kwestia czysto indywidualna. Historia naprawdę jest bardzo poruszająca i pełna dramatyzmu, którego po prostu nie każdy może poczuć, gdyż prawdą jest również, iż Rozen Maiden nie ma jednego, określonego targetu, tym bardziej, że nie jest to do końca bajka, choć zawiera wiele jej elementów. Najmłodszym raczej nie spodoba się stopień dramatyzmu obecnego w anime, starsi mogą uznać go natomiast za nazbyt dziecinny. Myślę, że chyba najbardziej serial ten doceni starsza młodzież, na tyle już dojrzała, by zrozumieć trudne sytuacje, w których często znajdują się bohaterowie, a jeszcze na tyle otwarta, by nie do końca (czy raczej – nie zawsze) dojrzała (ale nie zła!) forma w jakiś sposób przeszkadzała w oglądaniu – sporo jest tu bowiem momentów komicznych, które przez niektórych mogą zostać odebrane jako oznaka infantylności. Wbrew pozorom dodają tylko specyficznego, humorystycznego smaczku całemu anime, nie jest więc to wadą, a raczej zaletą. Rozen Maiden jest naprawdę dziełem wspaniałym. Chociaż zaczynałem oglądać go z pogardliwym, złośliwym pobłażaniem (w końcu to tylko anime, myślałem, cóż może tu być ciekawego), moja opinia na temat tego serialu zmieniła się o 180 stopni. Wstyd mi, że wyśmiewałem się z fabuły, i nie mogę zrozumieć, jak na początku mogłem być tak pełen pogardy wobec tak świetnego tytułu. I choć moja opinia na temat anime jako takiego nie zmieniła się zanadto (wciąż jestem przekonany, że zbyt długie go oglądanie prowadzi do ogłupienia i uzależnienia bardziej wyrafinowanego, niż cokolwiek innego), to Rozen Maiden sprawiło, że postanowiłem dać temu gatunkowi jeszcze jedną szansę (a raczej zacząłem oglądać inne tytuły, by nie obejrzeć od razu wszystkich odcinków tego serialu, ale jakoś zapełnić czas pomiędzy kolejnymi odcinkami, zresztą – w końcu i tak wyszło na to samo). Na razie jednak nie zmieniłem zdania odnośnie japońskich kreskówek jako takich, przynajmniej nie całkiem. Anime naprawdę odmóżdża. Ale Rozen Maiden robi to z klasą.

Zalety:
- Ładna oprawa graficzna
- Fantastyczna muzyka
- Świetna fabuła, piękna historia
- Bardzo dobrze wykreowane postacie
- Naprawdę oryginalne

Wady:
- Czasem trochę zbyt naiwne rozwiązania fabularne
- Kiepskie (w porównaniu z głównymi seriami) odcinki dodatkowe
- Brak oficjalnej polskiej wersji (trzeba polegać na amatorskich napisach)
- Trudno dostępne na DVD, nawet poza Polską...
- ...a w telewizji raczej to już nie leci




Płeć: mężczyzna
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 25.08.2010r.

1     

PookyFan Użytkownik 11 10 2011 (00:38:54)

Mogę w sumie jeszcze tylko dodać, że istotnie, historia z mangi mocno odbiega od tej z anime (a raczej na odwrót). W każdym razie, manga jest JESZCZE LEPSZA.

Idan Użytkownik WPMT 29 08 2010 (12:50:18)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Ja dodam od siebie tylko jedno: zachęciłeś mnie do obejrzenia, mimo że za anime nie przepadam. Brawo.

jazzu Użytkownik WPMT 29 08 2010 (12:35:32)

Użytkownik ocenił pracę na 6

No mr.Radku to chyba najbardziej wnikliwa recenzja, a zarazem najlepsza jaką czytałem, co mnie cieszy. Dałeś czytelnikowi w pełni poznać świat wykreowany przez twórców Rozen Maiden. Na czas oczekiwania nie mogę nic poradzić, bo myślałem, że ktoś się tym zajmie, ale cóż zrobiłem to ja. Dobrze, że w recenzji zamieściłeś screeny, pozwalają przyjrzeć się elementom na które zwracałeś uwagę. Dobrze, że z pełną szczerością napisałeś tą recenzje, gdyż czytelnik ma odniesienie do uczuć autora i może sądzić podobnie. Myślę, że po przeczytaniu tego tekstu sporo osób będzie chciało zobaczyć to anime. Dla mnie tekst na 6.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(24): 24 gości i 0 zarejestrowanych: