najnowsze

Pseudonim: Fantasta
Imię: Łukasz
Skąd: Wrocław
O sobie: Piszę o muzyce, ćpam muzykę, tworzę muzykę, żyję z muzyką.
Napisanych prac:
- publicystyka: 9

Średnia ocen: 5.5
Użytkownik uzyskał: 24 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"O.C.B." 07.03.2009
"L.S.M." 11.04.2009
"StickToMyNameRight" 17.04.2009
"Gospel" 11.06.2009
"Zamach Na Przeciętność" 14.07.2009

Inne prace tego autora:
"L.S.M." 11.04.2009
"DoReMiFaSoFa" 04.09.2009
"StickToMyNameRight" 17.04.2009
"Zamach Na Przeciętność" 14.07.2009
"Kim Nowak" 07.10.2010


Najnowsze recenzje (wszystkie):
"Łopatą do serca" - Vår
"Infekcja" - Vår
"Infekcja" - Vår
"Stephen King. Sprzedawca..." - zingela
"Kuchenne rewolucje - Nowe..." - jazzu
"System Białoruś" - Edward Horsztyński
"Mechanik Dusz: Autowiwisekcja" - subtelny demon
"Simon i dęby" - Srebrna
"Moods And Messages" - FeliciaM.
"Beyoncé" - FeliciaM.

L.S.M.

Wykonawca: Junior Stress
Gatunek: reggae/dancehall
Cena: ok. 30 zł
Rok wydania: 2009
Wytwórnia: Karrot Kommando


Lublin L.S.M. – stąd właśnie jestem, zapraszam w podróż z Juniorem Stressem…”. Tak, co do podróży jest niezwykle przyjemna. W muzycznej wyprawie jest aż (lub tylko) czternaście przystanków, a na każdym pełne smaczków dźwięki. Bilet to jakieś trzydzieści złotych, ale uwierzcie na słowo – warto. Tym bardziej, że możecie wracać tak często jak chcecie, zupełnie za darmo. Utalentowany syn King Stressa, kiedyś raczkujący soundbwoy, dziś niezwykle mocny technicznie nawijacz – kazał nam czekać na swój album dokładnie sześć lat. Jak wiadomo nagrywanie, mix i mastering to procesy, które trwają dosyć długo (szczególnie te dwa ostatnie), ale sam materiał został zarejestrowany w 2008 roku. Warto jednak skupić się nad tym, JAKI jest ten materiał. W dwóch słowach: bardzo dobry. Znakomicie się go słucha, "L.S.M.” jest produkcją na wysokim poziomie, a wydawca Karrot Kommando zrobił wszystko, aby uszczęśliwić słuchacza. Pierwszym plusem jest z pewnością okładka i grafika, wszystko w ładnych, stonowanych kolorach. Niebo obejmujące "książeczkę” nadaje pewnej delikatności, wprowadza w nastrój jeszcze przed włożeniem płyty do kompaktu. Strzelam, że nie wszyscy wiedzą co oznacza tytuł albumu, czyli "L.S.M.”. Jest on dwuznaczny, bo oznacza naraz skrót od Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej (czyli miejsca, w którym Junior się urodził, dorastał i do którego często wraca), jak i jest to nazwa soundsystemu Love Sen-C Music. Muzyk w wielu utworach wspomina o tym, gdzie się wychował i gdzie najlepiej się czuje. Przywiązanie do tego miejsca jest niewyobrażalnie silne, Marcel niejednokrotnie podkreślał to w wywiadach. Z tyłu pudełka zaraz pod trakclistą znajduje się grafika przestawiająca bloki mieszczące się na L.S.M.’ie. Jeśli mamy już płynąć z owym krążkiem równie zgrabnie co młody Stress na riddimie, zacznijmy od początku. Album nie posiada intra czy outra, jednak jako introdukcję można odebrać pierwszy utwór: "L.S.M.”. Już kiedyś Junior nagrał kawałek "My Story”, w którym nawijał o tym, jak rozpoczęła się jego przygoda z muzyką. Ta piosenka to jakby krótkie zobrazowanie L.S.M.’u za pomocą słowa i muzyki. Wszakże trzonem są tutaj emocje, które tarzają się w nawijaczu. Mówi w prosty sposób co czuje gdy przyjeżdża do Lublina, o tym jak wyglądało jego życie przed przeprowadzką, z czego czerpie siłę. Riddim, pod który został nagrany wokal jest niezwykle soczysty i dość "brudny”, dlatego od pierwszych sekund czuć niezwykły vibe. Autorem podkładu jest podopieczny Pink Crow Records – młody wokalista R’n’b’ - Mrozu, zresztą stworzył już kilka znakomitych ścieżek, w których czuć powiew świeżości. Nagle następuje przeskok do bardziej subtelnych i spokojniejszych dźwięków, gdyż rozbrzmiewa "Miasto bez nadziei” o zupełnie odwrotnej tematyce. Jest tu mowa o marzeniach młodego człowieka, o karierze i życiu bez problemów przez pryzmat widoków telewizyjnych czy sztucznego nakręcania innych mediów. Taki człowiek wierzy, że to wszystko da mu duże miasto, które na pozór daje wiele perspektyw, jednak Junior Stress przestrzega przed rozczarowaniem się, mówi o tym, że łatwo jest się we wszystkim pogubić, a żeby coś otrzymać trzeba po prostu na to zapracować. To zapewne także dość osobisty utwór, ponieważ od pewnego czasu artysta mieszka w Warszawie i można wywnioskować, że to była dla niego potężna zmiana. Aby pozostać w podobnej stylistyce tekstowej tym trzecim tune’m jest "Miasta wdzięk”, w którym zwrócona jest uwaga na to, co może wydawać się na co dzień przyziemne. Chodzi tu o uroki miasta, czyli to co może wydawać się denerwujące, a tak naprawdę nadaje barwy, czy to na co nie zwracamy uwagi, a cieszy najbardziej. Zdaniem Juniora to wszystko daje miasto, miasto żyje – daje nam powody do uśmiechu, spokoju, szczęścia i warto to doceniać. Moim zdaniem w tym wszystkim kryje się jednak jeszcze jeden smak, bo nie tylko "Miasta wdzięk”, ale także miasta DŹWIĘK. Wszystkie szumy, hałasy, szelesty, alarmy czy inne odgłosy: "Dalej otwieram drzwi do klatki i co słyszę? Miliard dźwięków tych co zagłuszają ciszę. Jest ich tyle na raz ich nie opiszę, wszystkie tworzą przestrzeń, ja w tej przestrzeni wiszę.”. Na końcu kawałka znalazło się nawet miejsce dla "amatora hardkoru z drugiego piętra”. Osobiście nie lubię utworów antypolicyjnych, które najczęściej są przesiąknięte agresją, frustrackie i w wielu przypadkach prostackie teksty przebijają się na wylot przez to, co jest dobre, wpadając w ohydny bełkot. "Stressowa Policja” w odróżnieniu od masy to genialnie zaaranżowany deser w postaci rytmów, pięknego śpiewu i niebanalnej nawijki. Marcel nie tyle co obraża, lecz z klasą mówi o tym, co mu się nie podoba lub co go denerwuje na podstawie własnych doświadczeń. Nie ma tu trywialnych haseł typu "CHWDP” czy inne "JP na sto procent”. Same słowa refrenu brzmią w ten sposób: "Czemu boję się policji bardziej niż tych, ludzi złych, którzy mają na świat zły wpływ. Czuję, że prawo chroni tylko ich, a tylko nas ma na względzie.” Po dwóch zwrotkach następuje zmiana flow, a Junior chwali się swoją techniką, umiejętnościami i możliwościami. Zwięzła kwestia śpiewana (z życia wzięta) jest jedną z najmilej słuchanych na płycie: "Była szesnasta, w centrum miasta, jesień złota – słońce trzaska. Wszystko pięknie jak z obrazka, gdyby nie zbójnicy w maskach. Jeden ruch – poczułem ziemię, w całym centrum poruszenie. Czułem jak wzrasta ciśnienie, w nosie mieli tłumaczenie (…) a przecież to, to nie byłem ja… Ja! Szedłem spokojnie czerpiąc radość z dnia. Napadli mnie, byli we trzech, poczułem gniew – oni napadli mnie.”. Big Up’y należą się Ikonowi za bardzo dobry, pogodny i można by powiedzieć wiosenny riddim. Utwory, które mniej mi zapadły w pamięć, to z pewnością "Plotki” (sam refren mówi o czym jest), znany już wcześniej ze wspólnej płytki z Deerem wydanej przez Free Colours – "Nie po to by łapać słońce”. Sam kawałek jest genialny i innowacyjny, jednak można go nazwać "odgrzewanym kotletem”, ponieważ był czas, gdy do niego często wracałem, dziś mi się po prostu przejadł. Zupełnie odwrotnie jest ze "Znam ten stan”, który został nagrany inaczej niż w wersji z kapelą Geto Blasta. W ostatniej zwrotce na wokal został nałożony niezwykle popularny efekt na Jamajce (i nie tylko) autotune. Rytm jest nowatorskim rozwiązaniem, ponieważ podkład tworzą dźwięki powstające z aparatu mowy samego Juniora Stressa, a także jego koleżanki (zresztą bardzo dobrej wokalistki). Numer, który popłynął gdzieś zupełnie koło mnie i niespecjalnie mnie przekonał to "Prosta Droga”. Podejrzewam, że zbyt prosta (choć poprawna). Nie sposób nie zauważyć, że cała płyta jest utrzymana w modern roostowym brzmieniu, można się także doszukiwać raggamuffinowych nawijek. Jest jednak też dużo dancehallu w bardzo apetycznym wykonaniu. Imprezowy tune to "Kroki” ("...z dansholowej epoki, zawrócą ze złej drogi i cały ten świat – jak on jest szeroki, to bezruch idzie w boki, a bez użycia koki to działa właśnie tak – okej!”), w którym jest niezwykle dużo energii. Może wydawać się dość plastikowy, ale uważam, że na imprezach i koncertach będzie się sprawdzał wyśmienicie. Powstaje również do niego teledysk, w którym zostanie ukazany układ taneczny, który jest niezbędny. Drugim utworem z podobnym vibem jest "Jego Ego”, w którym pojawia się wcześniej wspomniany efekt autotune. Kawałek stylizowany jest na Mavado lub Busy Signala (czyli jednych z pionierów dzisiejszego dancehallu na Jamajce), ale każdy kto trochę obraca się w tym światku znajdzie też inspiracje zaczerpnięte z Vybza Kartela. Co prawda nieważne czy Marcel brał przykład z Kartela czy też Mavado, ważne, że wykonał utwór wybornie. Takiego jamajskiego posmaku dodaje także sam riddim autorstwa wrocławskiego składu Mouse Studio. Tekst jest równie dobry, a za sam pomysł należy się szacunek. Spodobał mi się ten fragment: "Lubił to średnio, lecz robił wszystko, żeby sławy, pieniędzy być blisko. Wysoko chciał być – upadał nisko, chciał robić roots, a wyszło mu disco”, a także "Mam pieniądz – mam moc, mam pieniądz – mam moc. Podobno. Chcę kupić całą szczerość, ona w komplecie z ludźmi jest nie sprzedają jej osobno (…)”. Na płycie mamy do czynienia z jednym intrem przed utworem, który nie jest skitem, to raczej pewnego rodzaju wprowadzenie, wykonane przez Magdę Sobczak. Magda, podobnie jak Stress, pochodzi z Lublina, ale przede wszystkim jest wokalistką zespołu Kapela Ze Wsi Warszawa. To 54 sekundowe intro jest kresowym zaśpiewem, wstępem do "Miłość Jedna” - kawałka, w którym pojawił się na featuringu także Chvaściu (Silesian Sound). Riddim był dla mnie wielkim zaskoczeniem, ponieważ to "Bless Ya Riddim” (produkcji Juniorbwoy) w zupełnie nowej aranżacji dzięki pracy Jura Sound. Piosenka przyjemna, mocno rootsowa. To nie tylko kolejny numer o miłości, to przede wszystkim dobry numer. Chvaściu ma bardzo wyraźną i oryginalną barwę głosu, która moim zdaniem nadaje jakby klimatu w właśnie takiej "kolaboracji” z podkładem. "Ja wierzę w miłość tylko taką, która jest jedną jedyną. Wierzę w prawdziwą energię zrodzoną między chłopakiem i dziewczyną. Ja wierzę w miłość, tylko taką ,która jest życia przyczyną, bo ona wytrwa – a Sodoma i Gomora zginą”. Respekt za stworzenie trzynastego na liście "Sound Systemu” należy się bez wątpienia. Junior zebrał na nią swoich kumpli, kolegów ze sceny, jednych z najlepszych na polskiej scenie reggae. Wszystko rozpoczął DJ Ok z Love Sen-C Music, następnie nawijał Natty B, czyli starszy kolega Marcela z Geto Blasta. Kilkoma wersami pochwalili się również nawijacze z EastWest Rockers czyli Grrizlee, Cheeba i Ras Luta, który zaprezentował się w żenujący sposób (równie mierny co Bas Tajpan). Stylem zachwycił Mad Majk, głosem Ola Monola i Marika, a niezwykłą energią "król” Bob One. Bardzo dobry choć dość niewyraźny Grubson (jak i Frenchman) dał kilka miłych słów dla autora płyty od siebie, zaś najlepiej nawinął Pablopavo, który został zapowiedziany przez młodego Stressa w ten sposób: ”I kto rozsiał najlepszy vibe nad Warszawą i starym mistrzom przywrócił prawo, polskie ragga żyje za jego sprawą – sam jest historią mistrz Pablopavo.” Na samym końcu zaśpiewał Mista Pita (znany z Cinq G), który z wdziękiem zakończył "Sound System”. Oprócz wcześniej wymienianych bujający riddim stworzył Baloman do trzeciego utworu, a także Juniorbwoy - Chili & Garlic Riddim”. Spokojny rytm od K-Jah, do którego został nagrany "Miasto bez nadziei” jest na naprawdę wysokim poziomie. Co prawda "Dreadsquadowy Mistrzowie Riddim” do "Plotek” wyprodukowany przez Marka (MMF’a) jest równie dobry, to jednak dobrze mi już znany i po prostu starszy. Remixem utworu "L.S.M.” może pochwalić się Gwoździu Selekta, zresztą jego propozycja jest niezła. Jestem zachwycony tym, z jaką łatwością Junior porusza się głosem po ścieżce dźwiękowej. Posiada znakomitą technikę, jedną z najciekawszych barw głosu w Polsce na scenie reggae/ragga, a na dodatek pięknie (i przede wszystkim czysto) śpiewa. Nie mogę się doczepić do dykcji, bo jest bardzo dobra. Potrafi nawijać szybko, jak i powoli i zgrabnie. W głosie można wyczuć agresję i delikatność. Pisze dobre, ciekawe teksty, porusza tematy, których wcześniej nikt nie tykał. Nie trzeba się bać stwierdzeń takich jak – jeden z najlepszych nawijaczy w Polsce. Bo tak najzwyczajniej jest. Udowadnia to albumem "L.S.M.”. Do płyty Marcel dorzuca też skromny prezent, który może się niektórym przydać (jaki, niech pozostanie to tajemnicą – kup płytę). Należą się brawa za pomoc w produkcji płyty Mothashippowi, który jest odpowiedzialny za nagranie i miks wokali, a mastering to robota "Jarka Smoka” i Mario Dziurexa Activatora. Mam nadzieję, że owa recenzja zachęciła was do ruszenia w podróż, właśnie z Juniorem Stressem.




Płeć: mężczyzna
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 11.04.2009r.

1     

Dawied Użytkownik wpmt 11 04 2009 (20:26:26)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Świetny styl i język. Wiesz o czym pisałeś i robiłeś to z pasja. Doczepię się jednak do tego, że chwilami miałem wrażenie, że jednak zdarza Ci się stosować te same zwroty. Określenie nawijka jest zdecydowanie zbyt często użyte. No i nie wiem czy każdy kawałek musiałeś tak zachwalać, wolę jak są one odrobinę krócej scharakteryzowane. Wiem czepiam się, ale to takie szczególiki, które nie pozwalały mi w pełni zachwycić się tekstem. Mimo to jest to kawał dobrej recenzji i za to jak najbardziej sześć się należy

Pcheła Użytkownik 11 04 2009 (19:54:55)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Jednym słowem - mega. Podoba mi się mimo iż czasami gubisz przecinki. Który, ale, a. Mniejsza. Recenzja dość obszerna, zachęcająca, naprawdę dobra. Nawet włączyłam kilka piosenek i przesłuchałam. Mam już swoje ulubione. Do całości nie mam zarzutów ani zastrzeżeń. Tym bardziej, że forma Twoich prac bardzo mi odpowiada. Dochodząc do prezentu - jesteś okropny, naprawdę. Teraz mnie ciekawość zżera. Treść w porządku. Ogólnie recenzja na 6.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(49): 49 gości i 0 zarejestrowanych: