najnowsze

Pseudonim: MGryglicki
Imię: Maciek
Skąd: Lubartów
O sobie: Emeryt.
Napisanych prac:
- nowości: 25
- wiersze: 4
- proza: 20
- publicystyka: 62

Średnia ocen: 4.7
Użytkownik uzyskał: 405 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Tęcza sześć" 23.02.2013
"Droga Wojownika" 29.07.2013
"Praca. Kochaj albo rzuć." 20.07.2012
"Lód" 23.03.2011
"Ja, Inkwizytor. Dotyk zła." 19.10.2010

Inne prace tego autora:
"Krzywa Sweetmana" 15.12.2011
"Złodziej dusz" 17.08.2011
"Córka Żywiołu" 30.11.2011
"Ostatni Wilkołak" 10.09.2012
"Nevermore. Kruk" 23.11.2011


Najnowsze recenzje (wszystkie):
"Łopatą do serca" - Vår
"Infekcja" - Vår
"Infekcja" - Vår
"Stephen King. Sprzedawca..." - zingela
"Kuchenne rewolucje - Nowe..." - jazzu
"System Białoruś" - Edward Horsztyński
"Mechanik Dusz: Autowiwisekcja" - subtelny demon
"Simon i dęby" - Srebrna
"Moods And Messages" - FeliciaM.
"Beyoncé" - FeliciaM.

Lód

Autor książki: Jacek Dukaj
Rodzaj: historyczne fantasy
Język: polski
Stron: 1045
Wydawca: Wydawnictwo Literackie


Trudna literatura nie dlatego jest trudna, że nagromadzono w niej archaiczne słownictwo, a konstrukcje zdaniowe to kilkunastolinijkowe węże bez ładu i składu. Ciężkość niektórych dzieł polega tylko na tym, że nie należy tylko sczytywać czarnych literek z bladej kartki, ale czytając książkę – jednocześnie ją czuć. Do takich dzieł zazwyczaj zalicza się np.: Miłość w czasach zarazy Marqueza, Idiotę Dostojewskiego, Mistrza i Małgorzatę Bułhakowa. Można sypać nazwiskami, tylko po co? Osobiście do tego szanownego grona dodaję Jacka Dukaja. Urodzony w 1974 roku, zadebiutował wcześnie, bo w 1989 opowiadaniem Złota Galera. Pierwszą książkę wydał w 1997 (Xavras Wyżryn). Prawdziwy rozgłos pisarzowi przyniosły dopiero Inne Pieśni, wydane w 2003 r. Ja jednak nie chcę mówić o sukcesach tego pisarza, tylko o czymś, co przeciętny czytelnik nazwie porażką. Mowa o książce zatytułowanej enigmatycznie Lód. Pierwsze oględziny dobrego wrażenia nie czynią. Okładka jest mroczna, ale prosta. Nie zachwyca brokatem, odblaskami, fakturą. Jednych może przyciągnąć, innych nie bardzo. Druga sprawa to przepotężne gabaryty. Tekst kończy się na 1045 stronie. O Matko Boska! Ale-ale, na wewnętrznych stronach okładki widnieją... no właśnie. Przednia wyklejka to herb Syberii i rysunki charakterystyczne dla kultur tego regionu. Natomiast tylnia – mapa komunikacyjna Syberii. Po jaką cholerę piszę o wyklejkach? Co bystrzejszemu czytelnikowi dało to pewnie wskazówkę: świat jest tak samo złożony jak ten, w którym żyjemy obecnie. W zasadzie można powiedzieć, że Dukaj wziął naszą historię i, w odpowiednim momencie, przekręcił ją o 180°. Najważniejszą zmianą jest to, że nie wybuchła I Wojna Światowa a bolszewickie rewolucje zostały stłumione. Imperium Rosyjskie jest rządzone niepodzielnie przez cara. Piłsudski spiskuje u Japończyków, więc Polska oczywiście nie istnieje. Najważniejsze jest jednak zejście na świat Lodu. Lód zmroził Warszawę, Petersburg i inne największe miasta Europy. Lód zamraża ludzi, sprowadzając ich charakter do systemu logicznego 1-0. Lód wytworzył nowy rodzaj przemysłu – choładnicowy – opierający się na zmrożonych metalach. Temperatura lodu to poniżej 0 absolutnego. Lód – wreszcie – zmroził historię; kieruje nią mityczny Ojciec Mróz. W takim świecie żyje Benedykt Gierosławski. Warszawski student z krwi i kości, hazardem przeżarty do szpiku. Przegrał zresztą cały swój majątek i zastawił już chyba wszystko, co jeszcze miało jakąś wartość. Dodatkowo jest osobą twierdzącą, że nie istnieje. Rozerwany między wspaniałą przeszłością, a brakiem perspektyw na życie, oddaje się całkowicie badaniom logiki. Kolejnego bezbarwnego dnia do ubogiego życia Benedykta wkracza z hukiem Ministerium Zimy. Misja ma proste założenie: odnajdź Filipa Gierosławskiego, Batiuszkę Maroza. Swojego ojca. Tysiąc rubli teraz, tysiąc na miejscu, w Irkucku. Z czynownikami Zimy się nie sprzecza, do wzięcia jest fortuna, więc Syn Mroza wyrusza. Akcja jest jak lód. Niby jest stała, nudna, nic się nie dzieje. Ale to tylko, gdy w dzieło się nie wczytać. Jeśli już raz poczuje się klimat luksusu Ekspresu Transsyberyjskiego; jeśli już raz dotknie się politycznych, metafizycznych i filozoficznych intryg Zimnego Nikołajewska i Irkucka; jeśli wreszcie lód zmrozi kości na amen... Od książki ciężko się oderwać. Lektura obfituje w nagłe przyspieszenia, jest wyjątkowo dynamiczna mimo tego, że rozciągnięta na wielu stronicach. Jest to z jednej strony wada, z drugiej zaleta. Fabuła jest bardzo złożona, wielowątkowa. To właśnie świadczy o jej życiowości i prawdziwości. Podróżując z Gierosławskim Ekspresem Transsyberyjskim, zapominamy na chwilę o Ojcu Mrozie. Zostajemy uwikłani we wszelkiej maści rozrywki i rozgrywki. W badania doktora Tesli, w życie śmietanki towarzyskiej. W gwałtowne zdarzenia, przewroty, ale też w rozmyślania angażujące na raz religię, fizykę i filozofię. W fałszywe i pół-fałszywe historie ludzi... Nie tylko to jednak tworzy swoisty, niepowtarzalny klimat Lodu. Pod tym kątem można chyba porównać dzieło Dukaja do Ojca Chrzestnego. Częściowo będzie to zasadne. Wydaje mi się jednak zbyt wielkim uproszczeniem i spłaszczeniem nastrojowości obu dzieł. Klimat Lodu jest ciężki, mroczny, zimny. Został skonstruowany na wielu poziomach. Od opisów, przez przedstawienie bohaterów, świat, religię, naukę, filozofię aż po język. Rozwinę nieco myśl o trzech rzeczach, których jeszcze nie ruszałem. Opisy są dwojakie. Z jednej strony ciężkie, pełne przenośni, metafor i skrótów myślowych. Z drugiej są to prosto podane fakty; zazwyczaj dotyczące tego, co powinno szokować – na przykład trupów na latarniach. Przedstawienie bohaterów jest, pomimo często szczątkowej wiedzy o nich, bardzo dobre. Autor nie zasypuje nas niepotrzebnymi informacjami o postaci, a mimo to jej obraz jest bardzo wyrazisty. Dodaje to sporego smaczku, szczególnie w kontekście specyfiki Kraju Lutych – jak w książce często nazywa się Syberię. Ostatecznie język, najbardziej wpływający na klimat. Jest pełen archaizmów (również w pisowni), wtrąceń po rosyjsku, włosku, francusku, angielsku. Mimo to treść jest zupełnie zrozumiała. Jest to chyba fenomen wszystkich książek Dukaja – zrozumiałość treści mimo zawiłości językowych. Czytając można odczuć pewien majstersztyk całej konstrukcji. Każde słowo jest na swoim miejscu. Nawet pojedyncze kwestie zostały dopracowane do perfekcji. Daje to poczucie ciągłości, pewności, że nagle cały klimat nie pryśnie przez jedno nieprzemyślane zdanie. Równie ważne w kontekście języka są słowa wymyślone przez autora. Dzięki nim odczuwa się wyjątkowość dzieła przez cały czas lektury. Jest to wysiłek, na jaki stać tylko prawdziwych artystów w dziedzinie literatury. Dla niektórych Lód będzie porażką absolutną. Szczególnie dla czytelnika, sięgającego po książkę tylko w huku autobusu lub przerwach między zajęciami. Dlaczego? Gabaryty tomiszcza odstraszają, zbyt dużo stron, fabuła zbyt złożona, akcja zbyt rozwleczona, wszystko zbyt skomplikowane i w ogóle nierozrywkowe (przynajmniej pozornie). Ponadto lektura Lodu, jak wszystkich dzieł Dukaja zresztą, wymaga wielkiego skupienia i wczucia. Nie jest jednak ciężko spełnić te dwa warunki. Wystarczy cisza, wyobraźnia i otwarty umysł. Książkę tę mogę polecić zdecydowanie osobom mającym czas na czytanie oraz lubiącym czytać w ciszy. Ewentualnie dozwolona jest cicha muzyka poważna. Lód, pomimo tego, że jest książką trudną, dostarcza rozrywki wysokiej klasy i jakości. Rozciągnięcie akcji na wiele stron jest pozorne. Dukaj używa rozmyślań jako retardacji; to też ma swój smaczek, tak typowy dla tego autora. Przeplatanie się wielu wątków na wielu płaszczyznach stanowi o kunszcie autora oraz jego umiejętności budowania powieści na setkach poziomów jednocześnie. Co jest bardzo zaskakujące to fakt, że w Lodzie akcja jest bardzo mocna spodziewanym punkcie kulminacyjnym. Nie ma rozluźnienia, fabuła nie rozłazi się w szwach i nie wygasa. Przeciwnie, nabiera tempa aż do ostatniego słowa Gierosławskiego – „Ja”. Opowieść została urwana w momencie pozostawiającym wszelkie domysły czytelnikowi. Otwartość zakończenia to kolejna zaleta książki. Bardzo ciężko powstrzymać się od przeprowadzenia fabuły przez lata 1930 – 2011. I porównania, na ile „proroctwo” Dukaja, zawarte bardzo głęboko między wierszami, się spełniło.

Zalety:
- Fabuła, akcja, język;
- Poruszanie problemów filozoficznych w przystępny sposób;
- Rozrywka wysokiej klasy;

Wady:
- Gabaryty; ilość stron;
- Nie ma charakteru typowo rozrywkowego.




Płeć: nieznana
Ocena: 5.25
Liczba komentarzy: 19    
Data dodania: 23.03.2011r.

1     

Kamil M. Jaszczak Specjalista ds. marketingu 07 04 2011 (23:01:50)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Jeśli ktoś przede mną zwrócił już Maćkowi uwagę na foux pas, jakiego się dopuścił to uderzę się w pierś, jednak zareagować muszę: Maćku, kto to jest "przeciętny Czytelnik"?

PS. Recenzja jak zwykle dobra, chociaż niektóre przejściówki rażą. Jak chociażby ta pierwsza z brzegu:
"Można sypać nazwiskami, tylko po co?
Osobiście do tego szanownego grona dodaję Jacka Dukaja."
Poza tym, w moim mniemaniu, to też jakiś zgrzyt pisać o bezsensowności sypania nazwiskami, tylko po to, aby za chwilę dodać własne...

Tego typu błędy nie zmieniają jednak faktu, że lubię czytać Twoje recenzje. Niedoskonała recenzja dla niedoskonałego człowieka (i to komplement jest!) - bez zbędnych aforyzmów, podniosłych zdań i upiększeń. Ot, codziennie.

... mam problem z oceną: brakuje mi tutaj "4,5 - naprawdę dobre". W związku z tym, że bliżej Ci do "wspaniale" niż "powyżej przeciętnej", to zostawiam -5.

cień Niepewności Użytkownik wpmt 06 04 2011 (12:48:32)

"Trudno" Ciebie zrozumieć, ale "czuję" co chciałeś przez to osiągnąć. Dziękuję za wyjaśnienia i dyskusje. Pozdrawiam tym serdeczniej.

MGryglicki Użytkownik wpmt 06 04 2011 (13:23:56)
Pozdrawiam :)

MGryglicki Użytkownik wpmt 06 04 2011 (11:51:58)

Cieniu Niepewności, oczywiście, że nie może być to ktokolwiek ani jakakolwiek lektura, natomiast mógłby to być "ktokolwiek" w kontekście literatury "trudnej".
Jeszcze raz nadmienię, że znaczenie słowa "trudna", a raczej jedno z jego znaczeń, jakim się posłużyłem, wyjaśniłem dalej - chodzi mi dokładnie o czucie książki.
Nie da się dobrze zrozumieć "Mistrza..." chociażby, nie wczuwając się, nie czując lektury. I o to właśnie mi chodziło, że książki trudne wymagają takiego czucia całości. Oczywiście nie chodzi mi o szukanie jakichkolwiek kontekstów czy powiązań - nie wskazuje na żadne - poza tym właśnie jednym, które wyjaśniłem przed chwilą.
Poza tym to, wrażenie, jakie staram się stworzyć to chwyt z zakresu retoryki, częściowa analogia. Przyznam szczerze, że posługuję się nim bardzo chętnie. Tutaj miała na celu zaliczyć Dukaja do grona najbardziej szanowanych, pomysłowych i znanych pisarzy na przestrzeni XIX i XX wieku.
U Dukaja na przestrzeni pisarstwa jest wiele trudności. Filozoficzne, religijne, logiczne, estetyczne, metaforyczne, językowe, symboliczne. Dlatego zaliczam jego dzieła do literatury trudnej.

Fał Użytkownik 06 04 2011 (11:22:01)

Właściwie to Warszawa nie jest pod Lodem, nie wspominając o bardziej zachodnich stolicach, skoro Gierosławski był w stanie rozmyślać o logikach wielowartościowych. Zdaje się, że w czasie opisywanym przez większość książki granica Lodu znajdowała się gdzieś między Jekaterynburgiem a Nowosybirskiem. To tak z pamięci, bo nie mam książki pod ręką ;)

Aha, i ja również czytałem Lód w tramwajach i pociągach głównie. Co prawda udało mi się dopiero za drugim podejściem (za pierwszym utknąłem gdzieś na początku Irkucka), ale jednak.

MGryglicki Użytkownik wpmt 06 04 2011 (11:33:31)
Siedziba (centrum) Lodu i Lutych to faktycznie Syberia, natomiast wymrażały się również w Warszawie. Wzmianka o tym jest na samym początku, gdy Gierosławski, jadąc z czynownikami musi omijać Lutego. W pewnym sensie więc Lód naciska na Warszawę.
Co do innych stolic to faktycznie, mój błąd. Chociaż nie wiem czy nie było wzmianek o Lutych bardziej na zachód też. Musiałbym sprawdzić.
Jeśli chodzi o czytanie to moje osobiste spostrzeżenie. Nie mówię, że nie da się w opisywany przez Ciebie sposób, bo też czytałem w autobusach. Najwięcej frajdy jednak sprawiała w domowym zaciszu. Druga rzecz to gabaryty, które niektórym mogą zawadzać w przenoszeniu.

cień Niepewności Użytkownik wpmt 06 04 2011 (10:10:11)

Jeszcze raz ja, ale uwaga bardziej świeża tym razem. Czy powieść historyczna z powieścią fntasy coś może połaczyć, bo zdaje mi się, że już z samych definicji są to pojęcia sprzeczne?
Czy nie mądrzej byłoby nazwać "rodzaj" przyjetym już terminem political-fiction??

MGryglicki Użytkownik wpmt 06 04 2011 (11:36:54)
Nie jest to stricte fantasy, natomiast określenie "political fiction" odnosi się do książek Forsytha ("Diabelska alternatywa") czy Ludluma ("Manuskrypt Chancellora"?) bardziej. Być może faktycznie lepszym określeniem była by fikcja historyczna niż historyczne fantasy. Ale nic lepszego niż ta "fikcja" nie bardzo mogę znaleźć.

cień Niepewności Użytkownik wpmt 06 04 2011 (13:24:16)
Mi to się tak kojarzy ( przepraszam, że nie po polskiemu, proszę chociaż zwrócić uwagę na przykłady):
http://en.wikipedia.org/wiki/Political_fiction

Z terminem "fikcja historyczna" spotkałem się przy Trylogi Sienkiewicza. Trudno porównać do "Lodu" tym bardziej, że nie przeczytałem powieści Dukaja. Ale przeczytam napewno!

MGryglicki Użytkownik wpmt 06 04 2011 (06:58:02)

Trudna to pojęcie nie tyle subiektywne, o ile silnie wartościujące i relatywne.
Przyznam się szczerze, że te trzy akurat jako pierwsze stanęły w mojej głowie i się ruszyć nie chciały, stąd taki dobór. Całkowicie subiektywny zresztą, ponieważ "Procesu" bardzo nie lubię.
Ponadto teraz kolejna osoba może się spytać, dlaczego nie M.V. Llosa, E.A. Poe, S. King; czy ktokolwiek inny. Dlatego cieszę się, że nazwiska, które podałem wywołały odpowiednie skojarzenia - takie było zamierzenie.

cień Niepewności Użytkownik wpmt 06 04 2011 (09:49:13)
Prosze wybaczyć mi moją upierdliwość, jednak nadal nie rozumiem tej przypadkowości. Piszesz drogi autorze, że mógłby być ktokolwiek inny. Cóż zdaje mi się, że przykładem nie powinien być "ktokolwiek", ani jakie kolwiek dzieło. Wymienione przez ciebie książki moim zdanie nie łaczy nic, nawet "trudność". Bo "trudność" dotycząca czego? języka? problmatyki? metaforyki, lub symboliki tam zawartej? Nie dość, że wymienione książki same się nie łączą ze sobą to jeszcze, przynajmniej ja, nadal nie rozumiem ich związku z "Lodem". Dlaczego tak (moje subiektywne zdanie)oczytany Jegomość zastosował tak płaskie i mało trafione porównania? oczywiście to tylko mije zdnie.

cień Niepewności Użytkownik wpmt 06 04 2011 (10:00:12)
Przepraszam, to jeszcze raz ja. Zapomniałem napisać jeszcze kilku zdań, a widzę, że w tej wirtualnej rzeczywistości nie da się edytować swoichy wypowiedzi. moim zdanie tym lepiej, bo szczerzej.
Wspomniany przez ciebie w wypowiedzi "zamierzony efekt" (cytat jest niedosłowny, ale zdaje mi się zę prawidłowo oddaje ducha treści zawartej w ostatnim zdaniu), wprwadził tylko pewne zamieszanie. Broń Boże nie mam zamiaru wypowiadać się za kogoś, ale osobiście zdaje mi się, przynajmniej dla niektórych (z poszanowaniem dla Pana Pawlaka) wspomniane przez Ciebie dzieło Dostojewskiego i związane z nim porównania wprowadziły niektórych w bład( bądz mogą wprowadzić w błąd), a czytelnicy "Ludu" zaczną doszukiwać się kontekstów podczas jej lektury. Czy taki był cel Waćpana??

cień Niepewności Użytkownik wpmt 05 04 2011 (22:14:51)

Użytkownik ocenił pracę na 5

co do oceny to napisze tyle tylko, że fajnie się to czyta.

cień Niepewności Użytkownik wpmt 05 04 2011 (22:10:12)

Przepraszam, że się wrancam, ale nurtują mnie dwa pytania:

1. Czym jest "trudna literatura"??
2. Co mają wspólnego ze sobą "Miłość w czasach zarazy" Marqueza, "Idiota" Dostojewskiego, "Mistrza i Małgorzata" Bułhakowa z "Lodem" Dukaja?

MGryglicki Użytkownik wpmt 05 04 2011 (22:37:06)
W zasadzie nic nie mają wspólnego, poza tym, że są klasyką. I to cholernie trudną - znaczenie słowa "trudną" w tym wypadku wyjaśniłem wyraźnie w dalszej części akapitu. Myślę, że "Miłość..." można podawać jako sztandarowy przykład literatury trudnej (co nie zmienia faktu, że przyjemnej). Ta właśnie jedna cecha - trudność (nie wykluczająca przyjemności) łączy "Idiotę", "Miłość...", "Mistrza..." i - moim skromnym zdaniem - "Lód".

cień Niepewności Użytkownik wpmt 05 04 2011 (22:45:15)
1. "Trudna" to pojęcie subiektywne, prawda?

2.No dobrze, ale czemu akurat to a nie np: "Ulisses" Joyce'a, czy "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta, albo "Proces" Kafki?



Pawlak Właściciel 26 03 2011 (23:28:23)

Zapamiętam ją po przeczytaniu tej recenzji.
Bo zawsze intryguje mnie motyw sprzecznych opinii. Osobiście głównie spotykam się z tym w przypadku filmów. Często kiedy szukam opinii przed decyzją czy chcę się skusić na dany seans chcę poznać zdanie innych. I często się zdarza, że ten sam film jest porażką oraz arcydziełem. To mnie kusi.

A tu jeszcze wspomnienie o "Idiocie".
Kuszące.

mynemesis Użytkownik 24 03 2011 (23:38:28)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Ja ocenię pracę jako osoba, która książki nie czytała. W końcu po to czyta się recenzje, żeby dowiedzieć się czy warto zaznajomić się z książką, prawda?
Nie mam za bardzo o co się przyczepić. Recenzja napisana poprawnie, bardzo dobrze wręcz. Językowo, stylistycznie - na najwyższym poziomie. Nie wlecze się w nieskończoność, nie rozwleka - czytało mi się ją przyjemnie.
Przyznam, że gdybym zobaczyła tą książkę na półce w księgarni, nie kupiłabym jej. Jak napisałeś - okładka nie zachęca. Jednak Twoja recenzja jak najbardziej! Nadaje książce smaczku, więc gdy tylko znajdę wolny czas - z chęcią przeczytam.

Pracę oceniam na 6. Naprawdę nie mam o co się czepiać ;]

Szpieg Don Pedro Użytkownik wpmt 24 03 2011 (02:28:56)

Użytkownik ocenił pracę na 5

MGryglicki,

Uważam, że największym problemem z recenzją jest zajęcie pozycji bezstronnej, zwłaszcza, gdy jesteśmy szczerymi sympatykami autora. Z drugiej jednak strony, dlaczego to ukrywać, skoro całość recenzji już w zamyślę może mieć pozytywny wydźwięk. Ot, taka sprawa nie do rozstrzygnięcia. Wybrałeś stanowisko pierwsze, obiektywne i w tej konwencji utrzymujesz całość, pochwała za konsekwencję, ale no dobrze do rzeczy.
Zacząłeś wprowadzeniem, które już po pierwszym spojrzeniu poraziło mnie słowami:
/Trudna literatura nie dlatego jest trudna(...)/
Oczywiście dodam że jest to tylko część zdania złożonego, ale nie nazbyt lakonicznie, może z pewną nieśmiałością napiszę pleonazm, a nawet jeśli nie? Warto wzbudzać takie wątpliwości na samym początku? Racja, uszczypliwość drobna, dalej. Troszkę o specyfice, przytoczenie kilku przykładów - Broń Boże się nie czepiam! Nota biograficzna, z małym zaprzeczeniem i błędem rzeczowym /mówić/ (w komentarzu dozwolona taka potoczność, ale w wydawnictwo którego częścią jest recenzja się czyta). A i tu się zatrzymam, strona graficzna książki, coś co często pomijane, a jak wszelkiego rodzaju naukowcy twierdzą "produkt dobieramy głównie po opakowaniu" - ot! Takie może nie zgrabne porównanie, ale jest tak często. I błąd rzeczowy, ni słowa o autorze grafiki, a tu jest to szalenie istotne, każdy bibliofil czy entuzjasta J.Dukaja jest świadom czyje są to grafiki! Rzecz jasna Tomasza Bagińskiego, swoją drogą bardzo uznanego artysty. Sam przeglądając "W kraju niewiernych" J. Dukaja również opatrzonych grafikami wspomnianego artysty, jestem oczarowany kunsztem i spójnością z dziełem tych prac, to czyni książkę małym arcydziełem, już przed przeczytaniem. No dobrze, nie wspomniałeś, a współpraca wspomnianych panów przez wydawnictwo literackie troszkę trwa - trudno.
Dalej zaczyna się właściwa część, z opisem głównego bohatera, wprowadzeniem w fabułę i akcję i tu jak w wypadku ostatniej recenzji, mogę powiedzieć że znów bardzo dobrze. Przytaczasz najważniejsze wątki stanowiące klimat, dajesz troszkę do pomyślenia nad metaforyką tytułu i "skucia lodem", poddajesz pod rozwagę styl pisarza, poniekąd trafnie. Choć dla mnie całość akcji tego opasłego dzieła jest napięte niczym tafla lodu i naprawdę trzyma w napięciu, nie jest "rozwleczona", absolutnie. Tu troszkę sobie zaprzeczasz, najpierw opiewając złożoność, dalej ją ganiąc w stosunku do fabuły, akcji itd.

Pytanie do autora recenzji Ty radzisz jak to czytać? Właściwie piszesz, że konieczne są nawet pewne warunki - czytałem książkę w pociągu, na uczelni i w domu nie poczułem różnicy, ale niektórzy bardziej nerwowi są. Nie mniej nie potrzeba do niej absolutnej ciszy.

Zdradziłeś zakończenie, tego się nie robi, ja czytałem i nie byłem zbytnio poruszony, ale może własnie tu mógłbyś wyjść poza oczywistość i zagrać? Podkręcić czytelnika, może chwyt banalny ale działa, co więcej wciąż stosowany. Recenzja także ma zachęcać potencjalnych czytelników, a wcześniej mogę zakładać, że zdołałeś zaintrygować po co to psuć?

Jednak, ogólnym rozrachunkiem przyzwoicie porównując do innych zamieszczonych tu recenzji - bardzo dobrze. A moje "czepianie" wynika bardziej ze skrupulatności i pasji tym autorem, zatem troszkę więcej wymagam. Nie jest to tekst przeznaczony tylko dla wąskiej grupy "wtajemniczonych" ale dla każdego potencjalnego odbiorcy i z całą pewnością spełni wymagania.


Pozdrawiam,
Stalówka

PS Zatem kolej na mnie i recenzje "W kraju niewiernych" - choć to już nie powieść, może uda się to ująć całościowo.




Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(48): 48 gości i 0 zarejestrowanych: